EkologiaOpracowaniaPtakiSsakiTop 1WymieranieZwierzęta

Człowiek zabójca zwierząt

Rocznie ludzie zabijają ponad 2.8 biliona zwierząt

Dlaczego zabijamy zwierzęta?

Ile człowiek zabija zwierząt rocznie?

Według obecnego ministra środowiska Henryka Kowalczyka „żyjemy w czasach nadmiernej wrażliwości w ochronie zwierząt”. Poprzedni minister środowiska z upodobaniem wycinał Puszczę Białowieską i strzelał do zwierząt. Z kolei Tomasz Terlikowski uważa, że „Zwierzęta nie mają praw a ich ochrona prowadzi do aborcji i eksperymentów na ludzkich płodach”, Episkopat zaś popiera ubój rytualny.


Nie sposób przejść obojętnie wobec tego typu sformułowań prowadząc największy w Polsce serwis poświęcony faunie żywej i wymarłej. Chcemy przybliżyć czytelnikom, jak wiele zwierząt zabijanych jest każdego roku na świecie, jakie są tego przyczyny i odpowiedzieć na pytania czy rzeczywiście nadmiernie przejmujemy się środowiskiem i światem zwierząt oraz czy zwierzęta nie powinny mieć żadnych praw i można je bezkarnie zabijać.

Sprawdźmy jak wyglądają statystyki zabijania zwierząt.

Rocznie ludzie zabijają ponad 2.8 biliona zwierząt

6 wielkie wymieranie

Jesteśmy w fazie 6 wielkiego wymierania gatunków i jest to fakt, któremu trudno zaprzeczyć. Na przestrzeni ostatnich 42 lat wyginęło 58% populacji kręgowców. Każdego roku na listę zagrożonych zwierząt wpisywane są kolejne gatunki a nowe uznawane są za wymarłe. Historię wymierania gatunków zwierząt i roślin można prześledzić w artykule: Historia wymierania.

Czy potrafilibyście zabić takiego cielaka? Nie? Ale jedząc cielęcinę właśnie go zabijamy. Kiedy ginie, jest w wieku od 1 do 32 tygodni.

Człowiek od zarania dziejów zabija zwierzęta. Dlaczego to robi? Czy tylko aby zaspokoić głód?

Czy jedząc obiad, śniadanie lub kolację, kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie jak bardzo wycierpiały zwierzęta, które właśnie zjadacie? Ile eksperymentów zostało na nich przeprowadzonych i jak wiele zwierząt zostało zabitych abyście mogli nosić futro czy skórzaną kurtkę? Czy widzieliście kiedyś przemysłową hodowlę kurczaków?


Zabijanie zwierząt – statystyka nie obejmuje ryb

Ile ludzie zabijają rocznie zwierząt?

Rocznie człowiek zabija 2.8 biliona zwierząt

Pośród zwierząt, które zabijamy 98% stanowią ryby – 2.74 biliona. Zwierzęta hodowlane, dzikie i zabijane w laboratoriach stanowią pozostałe 2%. I tu większość czytelników doznała uczucia ulgi – tylko 2%, to o czym tu w ogóle pisać. Otóż te 2% zabijanych zwierząt lądowych i ptactwa to 70 miliardów stworzeń. W statystykach prezentowanych w artykule nie uwzględniamy oczywiście owadów.

Aby lepiej zaprezentować te liczby, przedstawmy je tak jak wyglądają naprawdę:

  • 2 810 000 000 000 – zwierząt zabijanych jest rocznie

  • 2 740 000 000 000ryb zabijanych jest rocznie

  • 70 000 000 000ssaków i ptaków zabijanych jest rocznie

  • 7 650 000 000 – liczba ludności (sierpień 2018)

Liczba zabijanych zwierząt na świecie każdego roku, bez ryb.

70 miliardów zabijanych ssaków i ptaków

Zwierzęta jako pożywienie

Dlaczego ludzie zabijają zwierzęta? Ludzie zabijają zwierzęta aby jeść.

7.65 miliarda ludzi, z których większość spożywa na co dzień mięso lub wyroby pochodzące od zwierząt. Aby wyżywać obecną populację rocznie zabijane jest około 70 miliardów zwierząt hodowlanych. Poniżej prezentujemy dane uwzględniające tylko największe grupy zwierząt.


ZwierzęLiczba zabijanych zwierząt rocznie
Kurczaki       58 110 000 000
Kaczki          2 817 000 000
Świnie          1 383 000 000
Indyki             654 000 000
Gęsi i perlice             649 000 000
Owce             517 000 000
Kozy             430 000 000
Bydło             296 000 000
Bizony               24 000 000
Suma       63 635 300 000

W tabeli powyżej nie uwzględnione zostały inne zwierzęta hodowlane, jak króliki, konie, psy, czy ssaki morskie (foki, uchatki, grindwale, walenie), itp. Nie dysponowaliśmy bowiem potwierdzonymi statystykami w tym obszarze.

Liczba zabijanych zwierząt hodowlanych na świecie każdego roku, bez ryb oraz kurczaków

Ile ryb łowi się w ciągu roku?

W ciągu roku człowiek odławia od 970 miliardów do 2.74 biliona ryb

Liczebność zwierząt morskich trudna jest do precyzyjnego oszacowania, gdyż połowy liczone są w tonach a nie sztukach. Niemniej na podstawie estymacji przyjmuje się, że rocznie odławianych jest od 970 mld do 2.74 biliona ryb. Szacunki te oparte są o oficjalne dane z pochodzące z FAO (Food and Agriculture Organization of the United Nations) i nie uwzględniają:

  • nielegalnych połowów
  • ryby złowionych i wyrzuconych
  • ryb, które giną po ucieczce z sieci
  • ryb wykorzystywanych jako przynęty
  • ryb wykorzystywanych jako pasza na farmach rybnych
  • innych nieudokumentowanych
Zwierzę Liczba zabijanych zwierząt rocznie 
Ryby     2 740 000 000 000
Drób          62 230 000 000
Pozostałe hodowlane            2 650 000 000
Dzikie                400 000 000
Laboratoryjne                200 000 000
Suma  2 805 480 000 000   

Badania laboratoryjne – 200 mln zwierząt

Każdego roku w badaniach laboratoryjnych ginie około 200 milionów zwierząt. Szacunki te są skrzętnie ukrywane, niewiele firm przyznaje się do testowania na zwierzętach produktów kosmetycznych czy leków. Zabijane są przede wszystkim:

Przed śmiercią wiele z nich jest zmuszanych do wdychania toksycznych oparów, inne są unieruchamiane w urządzeniach przytrzymujących na wiele godzin, niektóre mają dziury wywiercone w czaszkach, a inne mają spaloną skórę lub zgniecione rdzenie kręgowe.

Zwierzęta w laboratoriach zarażane są chorobami, testowane są na nich leki i kosmetyki. Oprócz udręki rzeczywistych eksperymentów, zwierzęta w laboratoriach są pozbawione wszystkiego, co jest dla nich naturalne i ważne – ich życie ograniczone jest do klatek, są izolowanych społecznie i psychicznie traumatyzowane.


Twoje nowe futro…

Hodowla zwierząt na futra – 200 mln zwierząt

Ludzie zabijają zwierzęta z powodu ich futer

Samych norek zabijanych jest rocznie 70-82 milionów. Polska znajduje się na 3 miejscu na świecie w tej dziedzinie. Poniżej statystki hodowli norek na świecie z lat 2013-2014.

Lp.Kraj Liczba norek
1Chiny20 000 000
2Dania18 000 000
3Polska9 000 000
4USA4 500 000
5Kanada3 000 000
6Europa Wschodnia (bez Polski)6 000 000
7Grecja2 000 000
8Inne kraje8 000 000
Suma70 500 000
Hodowla norek na świecie – statystyki z lat 2013 – 2014

Myśliwi zabijają dla sportu i przyjemności ponad 100 milionów zwierząt rocznie

Ponad 100 milionów zwierząt każdego roku jest zabijanych przez myśliwych. Liczba ta nie obejmuje milionów zwierząt, dla których dane nie są utrzymywane przez państwowe agencje zajmujące się dziką przyrodą.

Dlaczego myśliwi polują i zabijają bezbronne zwierzęta?

To temat na oddzielny artykuł, ale jak wiemy myśliwi wyznają dewizę „czyńcie sobie ziemię poddaną”.

Obecnie z pierwotnych intencji łowcy, który polował aby wyżywić siebie i swoją rodzinę nie pozostało już praktycznie nic, poza krajami trzeciego świata, gdzie polowanie jest koniecznością. Dzisiaj ludzie zabijają zwierzęta głównie dla przyjemności, sportu, nutki adrenaliny.

To szczególny rodzaj przyjemność, związany z zadawaniem bólu i śmierci. W tej motywacji jest coś niepokojącego, ponieważ żadne inne zwierzę nie zabija dla samej przyjemności zabijania.


Motywacje myśliwych

Jeżeli przyjrzymy się bliżej tej motywacji, to okaże się, że perspektywa bycia panem życia i śmierci wydaje się niezwykle pociągająca dla wielu osób. Poczucie władzy nad inną istotą, dominacji i decydowaniu o jej losie jest źródłem niezwykłej siły, która być może kompensuje poczucie zagubienia i nieadekwatności w świecie. Kontrolowanie życia innych (ludzi, zwierząt) daje myśliwym poczucie bycia kimś ważnym – panem i władcą życia i śmierci.

Zabijanie zwierząt – statystyki (myśliwi, kłusownicy, laboratoria)

Kłusownicy zabijają 200 milionów zwierząt rocznie

Kim jest kłusownik i czym różni się od myśliwego?

Myśliwi się oczywiście oburzą, że różnica jest zasadnicza, bo myśliwy musi zagospodarować zabite zwierzę, a kłusownik nie.

Choć obraz kłusownika kojarzy nam się z osobą zabijającą słonie (z powodu kości słoniowej) nosorożce (z powodu rogu) czy żyrafy (z powodu skór), to odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Różnica pomiędzy myśliwym o kłusownikiem w uproszczonej formie jest taka, że kłusownik poluje bez zgody właściciela terenu. Wiele plemion afrykańskich, czy mieszkańców Azji poluje na terenach, które zostały im odebrane i stworzone zostały na nich np. parki narodowe. Polują jednak aby przeżyć.

Pytanie otwarte, kto tak naprawdę zabija nosorożce czy słonie – człowiek, który pociąga za spust, czy osoba, która kupuje pamiątkę wykonaną z rogu, czy kości słoniowej?


Zabijanie dla sportu i przyjemności

Populacja

Na Ziemi żyje obecnie około 7.65 miliarda ludzi. W 1900 roku było nas jedynie 1.6 miliarda. Łatwo więc obliczyć, że na przestrzeni ostatnich 100 lat populacja ludzi zwiększyła się niemal pięciokrotnie. Na przestrzeni ostatnich 18 lat przybyło nas 1,5 miliarda. Na podstawie obecnych trendów szacujemy, że w roku 2100 na naszej planecie będzie żyło około 12 miliardów ludzi.

Zwiększająca się tak dynamicznie liczba ludności potrzebuje do życia więcej pożywania oraz zasobów naturalnych. Degradujemy więc świat, którego podobno jesteśmy „panami i władcami”.

Jeżeli człowiek rzeczywiście jest panem i władcą tego świata (przynajmniej znaczna część ludzkości tak sądzi), to jest niesamowicie głupim władcą, który niszczy swoje królestwo, doprowadzając do zagłady świat zwierząt i roślin, przekształcając Ziemię w jałową, betonowa pustynię.

Poniżej  prezentujemy gwałtowny przyrost ludności na przestrzeni ostatniego stulecia:

Populacja ludzi

Eksterminacja fauny i flory

Jako ludzie stanowimy jedynie 0.01% całkowitej biomasy. Doprowadziliśmy jednak na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat do wyginięcia 83% populacji dzikich ssaków oraz połowy roślin występujących na Ziemi. Na przestrzeni ostatnich 42 lat populacja kręgowców zmniejszyła się o kolejne 58%.


Spośród wszystkich ssaków na Ziemi 96% to zwierzęta gospodarskie i ludzie, tylko 4% to dzikie ssaki.

Ssaki dzikie i hodowlane – grafika Guardian, tłumaczenie DinoAnimals

Spośród wszystkich ptaków na Ziemi 70% stanowi drób, dzikie ptactwo to 30%.

Ptaki dzikie i hodowlane – grafika Guardian, tłumaczenie DinoAnimals

Czy już  naprawdę nie nadszedł czas, aby 7.6 miliarda osób zrozumiało, że niszczymy naszą planetę, nasz dom?

Zwierzęta laboratoryjne – rocznie w laboratoriach ginie około 200 milionów zwierząt

Ciekawostki

  • Polska jest jednym z liderów w „produkcji” zwierząt futerkowych.
  • Polska jest liderem w uboju rytualnym, podczas którego zwierzętom podcina się gardło i arterie. Zwierzęta nie są znieczulane, tylko wykrwawiają się na śmierć i giną w agonii. Dlaczego? Ponieważ mięso z tak zabitego zwierzęcia podobno lepiej smakuje. Jeżeli tak jest w istocie, to polecamy spróbowania na surowo mięsa zabitej krowy w uboju rytualnym i normalnym. Czy „smakosze” dostrzegą jakąkolwiek różnicę w smaku…
  • Zakaz uboju rytualnego prawdopodobnie nie zostanie wprowadzony w Polsce. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski poinformował o tym, że wycofany zostanie projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który miał go wprowadzić.

Gdyby każdy z nas zastąpił raz w tygodniu mięsny posiłek, posiłkiem roślinnym, rocznie zginęłoby kilkanaście miliardów zwierząt mniej.

Ubój rytualny – stanowisko Episkopatu z dnia 25.09.2013 r., zdjęcie pochodzi z Facebooka.

Uwagi końcowe

W statystykach nie uwzględniliśmy gadów, płazów i oczywiście owadów. Takie statystyki nie są bowiem nigdzie dostępne.


Kiedy opublikowaliśmy przed paroma dniami na Facebooku grafikę przedstawiającą ilość zabijanych zwierząt hodowlanych oraz ich wiek, spotkaliśmy się z różnymi reakcjami. Od pełnego zrozumienia, poprzez zaskoczenie (niemiłe) jak wielka jest ta liczba, aż po reakcje pełne agresji. Zadziwiające są właśnie te ostatnie. Okazało się, że nam się „we łebie pomieszało”, że „tylko idiota mógł stworzyć taką grafikę”, poprzez to, że zostaliśmy ochrzczeni jako lewacy, których zawodzenie i tak niczego nie zmieni, bo człowiek jest panem i władcą przyrody i ma pełne prawo zabijać (nie bacząc na konsekwencje, że wkrótce może już nie mieć czego (poza inwentarzem domowym) zabijać.

Chcieliśmy więc wyjaśnić fundamentalną kwestię – niniejszym artykułem chcieliśmy sprowokować czytelników jedynie do refleksji i uświadomić skalę eksterminacji zwierząt. Nikogo nie oskarżamy, nie nawołujemy do zaprzestania jedzenia mięsa, lecz zdania sobie sprawy, jakie są tego konsekwencje.

Człowiek w swej naturze nie jest drapieżnikiem (czy cieknie wam ślina na widok cielaka?, czy potrafilibyście zjeść mięso na surowo bez przypraw?), nie jest także typowym roślinożercą. Zabijamy jednak ponad miarę i czas aby to sobie uzmysłowić.

Dopóki nie jest za późno…

Polecamy


⇒ Wspieraj ochronę przyrody i nasze działania ⇐

Wybrane specjalnie dla Ciebie

81 komentarzy

  1. A jedną z ciekawszych rzeczy jest to, że jest tak wielu obrońców psów i kotów ale nikogo z tych obrońców nie obchodzi, że ich kot czy pies wcina sobie cielęcinkę… Jakby młody cielaczek był gorszy psa czy kota. Hipokryzja albo wypieranie oczywistych faktów.

      1. Owszem, ale chodzi o to, że właściciele kotów czy psów rozczulają się nad ich losem ale nawet im powieka nie drgnie, że aby ich pupile wcinały smakowite przekąski to trzeba zabijać młode cielaki.

      2. Nie,kot może zostać weganinem jak ty geniuszu… Jeśli nie rozumiesz ironii z poprzedniego zdania: Kot jest drapieżnikiem i MUSI jeść mięso,bez niego umrze.

  2. Ja nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego właśnie ludzie użalają się nad psami, kotami, czasami nad dzikim zwierzętami ale zabijanie cielaków czy jagniąt im nie przeszkadza. Co gorsza właśnie, karmią nimi swoje psy i koty.

  3. Opracowanie tematu świetne. Grafiki w dobry sposób zmuszają do refleksji nad tym tematem. Z niecierpliwością czekam na artykuł na temat myślistwa i ich „pozyskiwania zwierzyny”.

      1. A cóż myśliwi mądrego mogą powiedzieć? Poza tym, że od czasu do czasu trzeba rzeczywiście dokonać odstrzału chorych zwierząt, to nie ma żadnego sensownego wyjaśnienia konieczności zabijania bezbronnych zwierząt.

        1. Jest wiele powodów. Wbrew pozorom w Polsce właściwie nie ma drapieżników,a jak są – to nie ma dla nich na tyle miejsca i zamiast ograniczać populację dzikich zwierząt wkraczają na tereny zamieszkałe przez człowieka atakując zwierzęta hodowlane i będąc zagrożeniem dla ludzi.

          Uzasadnienie zabijania zwierząt:
          1.Szkody – tak w uprawach (zające,dziki,sarny itd) jak i w lasach (jelenie)
          2.Nadmierny przyrost populacji ze względu na nadmierną dostępność pożywienia (znów: rolnictwo)
          3.Afrykański Pomór Świń w przypadku dzików – jest to powód dla którego Polska wieprzowina nie może być sprzedana w szeregu krajów a w przypadku stwierdzenia tej choroby w danym obszarze świnie hodowane na mięso są wybijane na darmo – ich mięso już nie trafi do sklepów.
          4.Mięso dzikich zwierząt. Ono często nie jest marnowane,trafia do skupu a po badaniach do różnych restauracji.

  4. Hodowanie zwierząt futetkowych jak dla mnie ok ale HODOWANIE a nie tuczenie tych zwierząt żeby były jak największe. Kórtki skórzane robi się ze skóry bydlęcej więc z 1 krowy otrzymuje się tak na oko prawie 2 kórtki. A co do wycinki Puszczy Białowieskiej to jak inaczej uchronić las przed wyniszczeniem przez kornika jak nie wyciąć chorych drzew?

    1. Naprawdę wierzysz, że w wycince Puszczy chodziło o kornika? Chodziło o to, że Lasy Państwowe w 2017 roku miały prawie 8 miliardów przychodów. O to chodzi w wycince lasu – o zysk ze sprzedaży drewna. Do utrzymania Lasy Państwowe mają 25 tysięcy pracowników, z których każdy średnio zarabia brutto 9625 zł (7585 z netto). Na same pensje pracowników wydają więc rocznie prawie 3 miliardy złotych. Jeżeli nie sprzedadzą drzewa, to nie zarobią, więc trzeba ścinać na potęgę. A kornik jest pretekstem.
      Aby była jasność, ponad połowa kosztów przeznaczana jest na działalność administracyjną, a na hodowlę i ochronę lasów tylko 13 procent wszystkich kosztów. To trzykrotnie mniej niż koszty zarządzania.

      1. Dzięki za odpowiedź i jaśniejsze przedstawienie sprawy. Nie zagłębiałem się w szczegóły tyle co w telewizji usłyszałem cokolwiek i wziąłem to na mój prostu chłopski rozum.

  5. Artykuł ciekawy,prowokujący do myślenia ale dosyć jednostronny.Pozwolę sobie na małą polemikę z paroma kwestiami.
    -„CZŁOWIEK W SWEJ NATURZE NIE JEST DRAPIEŻCĄ”.Nic podobnego.Jesteśmy potomkami drapieżnych antropoidów czy nam się to podoba czy nie.Konkretnie rzecz biorąc nie były one wyspecjalizowanymi zoofagami jak np.lwy czy wilki ale wszystkożercami w których diecie mięso odgrywało ważną rolę.Najbliższe nam obecnie naczelne- szympansy – mają w diecie od 30 do 60% białka zwierzęcego. Ich ofiarami są często inne małpy (najczęściej gerezy),małe antylopy ale też i osobniki własnego gatunku.Do polowań często stosują zmyślną taktykę zaganiania zdobyczy i nawet atakowania prostymi narzędziami jak kije czy kamienie (obserwacje J.Godall).Miliony lat temu też tak zaczynaliśmy…Zdobywanie ruchomego pokarmu zdolnego do ucieczki i krycia się stymulowało rozwój intelektu co w połączeniu z chwytnymi kończynami dało nam to co mamy dzisiaj.Polecam obejrzeć początek genialnego filmu Kubricka „2001 Odyseja Kosmiczna” a zw. słynną scenę z okrwawioną kościaną maczugą rzucona przez małpoluda która zmienia się w pojazd kosmiczny z działem laserowym-dobre podsumowanie 2 mln.lat rozwoju cywilizacji!
    -„NA WIDOK /żywego/ CIELAKA NIE CIEKNIE NAM ŚLINA”.Uwaga słuszna tylko w odniesieniu do mieszkańców miast w wysoko rozwiniętych krajach dla których zdobycie pożywienia to wycieczka do marketu.Na wsi (takiej tradycyjnej) wygląda to inaczej nieraz widziałem jak gospodarz oglądał świniaka czy już utył do ubicia i cieszył się jaka to będzie szynka czy kiełbaska.Dla prymitywnego łowcy-zbieracza zwierzę na które poluje to wprost smakowite danie.Często konsumują oni surowe części ciała (wątrobę,serce,mózg) zaraz po ubiciu zwierzęcia kiedy gorące mieso jeszcze paruje.Jeszcze 300 000 tys. lat temu każdy z naszych przodków tak postępował.W historii życia na Ziemi to mgnienie oka w tył.Zbyt szybko zapominamy czym jesteśmy w istocie.Jednak wystarczyłaby globalna katastrofa niszcząca ludzką cywilizację aby nasze dzieci zapomniały co to hamburger z marketu i poznały smak krwistej surowizny…
    -„MYŚLIWI ZABIJAJĄ TYLKO DLA PRZYJEMNOŚCI-MYŚLISTWO NIE JEST OBECNIE KONIECZNOŚCIĄ”.Kolejna nieprawda.W naturalnym ekosystemie populacje zwierząt utrzymują się w stanie naturalnej równowagi dynamicznej.Drapieżnicy,ofiary i ofiary ofiar drapieżników trzymają się w klinczu.W Polsce (pozwólcie że zostanę przy naszym ogródku) naturalnych ekosystemów praktycznie nie ma…Mamy tzw.agrocenozy i niestety większość lasów też pod to podchodzi.W tych warunkach nie ma miejsca dla odpowiedniej liczby drapieżników-zoofagów.Z kolei roślinożercy tacy jak sarny czy zające dobrze zaadoptowały się do tych warunków i mnożą się na potęgę.Już nie mówię tu o stratach w rolnictwie ale spytajcie się jakiegokolwiek leśnika jaką masakrę w drzewostanie potrafią zrobić jeleniowate nadmiernie rozmnożone!Tutaj niestety musi wkroczyć człowiek jako selektor i regulator.Odstrzeliwanie nadmiarowych sztuk to konieczność.Podobnie w przypadku gatunków zagrożonych o ograniczonej puli genetycznej (np.żubry) eliminacja osobników chorych z wadami to jedyna droga do utrzymania zdrowej populacji.
    -„ZABIJAMY STANOWCZO PONAD MIARĘ”.Tylko do pewnego stopnia.Jasne że hodowla i zabijanie dla pięknych futer to niepotrzebna zbrodnia bo nauka i technika daje nam możliwość sporządzenia ładnego i funkcjonalnego odzienia.Ale dla mięsa…Oczywiście tłusty Amerykanin zżera zbyt wiele steków czy kurzych udek a część jeszcze marnuje wurzucając.Z drugiej chudy Afrykanin czy Azjata nie ma dostępu do wystarczającej ilości zwierzęcego białka.Ludzi jest już prawie 7mld. i gdyby chcieć ich obdzielić SPRAWIEDLIWIE żywnością to konsumpcja mięsa nie tylko by nie spadła ale jeszcze wzrosła! Problemem jest struktura tego zabijania.Np.połów ryb morskich na ogromną skalę powoduje zjawisko przełowienia-to ogromny problem.Z drugiej strony gospodarka morska idzie coraz bardziej w kierunku sztucznej hodowli ryb w tzw.akwakulturach czyli farmach wodnych.Obecnie ok.30% ryb na rynkach krajów rozwiniętych pochodzi z tego źródła (20 lat temu >10%).Praktycznie wszystkie łososie jakie można u nas kupić pochodzą z takich farm.Gdyby zaspokoić potrzeby rynku połowami dzikich łososi to…już by ich nie było.A wraz z nimi ich naturalnych konsumentów.
    Reasumując;przyroda funkcjonuje przez przetwarzanie materii a zabijanie jest jego częścią.Cierpienie i śmierć to konsekwencja istnienia życia na Ziemi.Od setek milionów lat trwało miażdżenie kości,wypruwanie flaków,rozszarpywanie żywcem na kawałki…w porównaniu z tym kula włeb czy odcięcie tego łba po uprzednim ogłuszeniu prądem nie wygląda aż tak strasznie.Kiedyś człowiek żył ze smiercią za pan brat zabijanie patroszenie skórowanie było czymś tak naturalnym jak jedzenie i picie.Teraz ludzie w rozwiniętych krajach żyją sterylnie,aseptycznie coraz bardziej brzydzą się krwią i przemocą (to dobrze) ale ich fizjologia się nie zmienia.Dalej potrzebują zwierzęcego białka no i je kupują w sklepie nie starając się za bardzo dochodzić skąd się bierze.Dzieci oglądają kreskówki ze świnką Peepą i zjadają na kolację kanapkę z szynką…Orwell nazywał coś takiego „dwójmyśleniem”.Czy jesteśmy wiecznie na to skazani-nie sądzę!
    Postęp powoli robi swoje.Trwają zaawansowane prace nad pozyskiwaniem jadalnego mięsa metodą in vitro-podobnie jak dziś namnaża się skórę ludzką do przeszczepów w medycynie.Na razie to tylko próby labolatoryjne ale za 100 lat…Hodowanie zwierząt na mięso jest nie tylko okrutne ale energetycznie straszliwie rozrzutne.Aby wyprodukować stek trzeba zużyć potworne ilości kalorii zawartej w paszy a zeby tę paszę uzyskać trzeba zająć ogromne połacie ziemi.Produkcja mięsa metodą biotechnologii rozwiąze ten problem radykalnie i prawdopodobnie przyniesie ludzkości największą rewolucję w pozyskiwaniu żywności od czasu neolitu tj.odkąd zamiast polować i zbierać zaczęliśmy hodować i uprawiać…Nie będziemy musieli już zabijać by jeść.Oby jak najszybciej!

    1. To tylko drobiazg Spencer, ale ludzi jest już 7.65 miliarda a nie prawie 7.
      Oczywiście możemy sobie wyobrazić hodowcę, który oglądając świnię wyobraża sobie jaka będzie z niej szynka, ale jak sadze redakcji (autorowi) chodziło o to, że ludziom jednak w przeciwieństwie do mięsożerców na widok zwierząt ślina nie cieknie i nie postrzegamy jednak cielaka czy małej owcy jako jedzenia lecz mamy raczej ochotę je pogłaskać i zaopiekować się nimi. Poza tym, pomimo tego, że jesteśmy wszystkożerni, to jednak potrafimy wyżywić się dietą jedynie roślinną.
      Nie wyeliminujemy oczywiście mięsa z diety całkowicie (przynajmniej na razie), ale chodzi tu o humanitaryzm – ubój rytualny to zwykłe barbarzyństwo i hodowanie zwierząt na futra podobnie.

      1. Wiesz,ja piszę przeważnie z pamięci-te dane prawie 7mld. to informacje z przed paru lat+trochę ekstrapolacji.Nie doceniłem prokreacyjnych możliwości naszego gatunku…
        O hodowli na futro wyraźnie napisałem że to zbędne okrucieństwo.
        Chłop może jeszcze się nie ślini na widok cielaka ale już nie patrzy na niego jak na maskotkę.Natomiast łowca-zbieracz z paleolitu…napisałem też i o tym.
        Człowiek może żyć nie jedząc mięsa ale optymalne i zdrowe to nie jest.Wiem że wegetarianie zaraz mnie zlinczują ale trudno…Wiele zresztą zależy od jakości pokarmu.Na pewno lepiej zjeść warzywka ze zdrowej uprawy niż tanie mięso z „Biedronki” z chemią w środku.

        1. Ten koncept z produkcją mięsa metodami biotechnologicznymi jest ekstra. Nie trzeba będzie zabijać zwierząt i cała ta hodowla pójdzie w niepamięć.

          1. To więcej niż koncept.
            Jeśli ten link zadziała:
            nogarlicnoonions.com/scientists-to-cook-worlds-first-in-vitro-beef-burger/
            zobaczysz pierwsze hamburgerowe kotlety zrobione tą metodą.
            To było w 2013 roku.Od tego czasu wiele ulepszono ale nadal to najdroższe hamburgery na świecie.Ale za 100 lat…

          2. Nie szkodzi, że najdroższy, ale istotne, że prace nad tym trwają. Nowości zazwyczaj są drogie, kiedy jednak się upowszechnią, to cena spadnie. Dzięki.

    2. Argument co do myśliwych kompletnie nietrafiony. Argument iż regulują populację jak to oni ładnie mówią „zwierzyny łownej” był aktualny może 10 lat temu. Wilki które zajęły należne im miejsce w ekosystemie naszego kraju wykonują za nich całą robotę. Żeby udowodnić poprzednie zdanie, pozwolę sobie przywołać wypowiedź Janusza Kaczmarka – „Populacje saren zmalały do tego stopnia, że w tym roku niektóre koła łowieckie chcą ograniczyć lub wręcz wstrzymać ich odstrzał. Oddziaływanie wilków na jelenie i daniele jest również widoczne” Wilk robi lepiej od myśliwego jego robotę, bo robi to bo musi przetrwać, a nie posiadać zajebiste trofeum. Zabija również najsłabsze osobniki, co podobno myśliwi też robią, ale biorąc pod uwagę wszystkie wypadki, gdzie myśliwy pomylił kogoś z dzikiem to wątpię. Na jakiej podstawie oni oceniają kondycje zwierzęcia, skoro potrafią pomylić świnie z człowiekiem? Już nawet nie będę wypowiadał się na temat polowań zagrodowych w RPA bo to temat rzeka. Powiem wprost myśliwi won.

      1. Ale teraz to wilki są te złe, więc trzeba ich populację regulować 🙂
        Zgadzam się, że od czasu do czasu trzeba jakąś populacje zmniejszyć (jak np. dzików), ale myśliwym nie zostaje się z dobroci serca, tylko motywacje są inne. I o te motywacje właśnie chodzi, że to głównie potrzeba zabijania i dominacji odgrywa tu rolę.

        1. Bo Wilki (co za niespodzianka) nie mając olbrzymich dzikich terenów (Polska jest dość gęsto zaludniona,tu miejsca dla wilka za bardzo nie ma) podchodzą do siedzib ludzikich,a jak trafią na bydło hodowlane czy pieska na łańcuchu we wsi (tak!) to idą na łatwiznę i jedzą to co łatwiej złapać i zagryźć. Samotne dziecko idące do szkoły(i nie tylko) ludzkie też by zjadły gdyby miały okazję,proszę nie opowiadać bzdur że nie,Wilk to drapieżnik,a sfora poluje zawsze na najłatwiejszą ofiarę.

          Wilki to bały się człowieka jak im potrafił krzywdę zrobić (myśliwi), na Południu Polski są przypadki ataków Wilków na zwierzęta gospodarskie i sytuacje gdy zagrożeni bywają ludzie.

      2. Jeśli koła łowieckie na których terenie rolę selektorów przejmują wilki postanawiają ograniczać lub wręcz zawiesić odstrzał jeleniowatych to dowodzi że nie traktują polowania tylko jako sportu.Gdyby było inaczej to tłukliby sobie te sarny dalej a gdyby ich zabrakło wypuszczaliby nowe z hodowli.
        Z tymi wilkami w Polsce nie jest tak cudownie.Populacje się odtwarzają tam gdzie są ku temu warunki (np.woj.Podkarpackie czy Małopolskie Zach.),szacuje się że bytuje tam obecnie nawet 600 szt. wilka.W woj.Mazowieckim gdzie teren jest silnie zurbanizowany i antropogennie zmieniony wilków jest mniej niż…30 szt. a obszar 4x większy! Trudno tu mówić o roli tego drapieżnika w selekcji naturalnej.Co więcej warunki terenowe (obecnie) są takie że populacja nie ma szans osiągnąć poziomu wystarczającego dla równowagi drapieżnik-ofiara;w dającej się przewidzieć przyszłości sarny zawsze będą kilka kroków do przodu.
        W Puszczy Kampinoskiej są np. ogromne kłopoty z niszczeniem młodych drzewek przez jeleniowate (sarny,łosie,jelenie) a z racji statusu tego miejsca (park narodowy) polowania są bardzo ograniczane.Pomiędzy Palmirską Drogą a Lasotami jest takie poletko doświadczalne gdzie posadzono młode iglaki część ogrodzono a część pozostawiono z wolnym dostępem.Po kilkunastu latach ogrodzone drzewka mają się świetnie a z pozostałych zrobiły się kikuty podobne do wynaturzonych kaktusów-to pokazuje skalę problemu.W latach 90-tych podjęto próbę reintrodukcji rysia europejskiego aby robił za selektora.Niestety eksperyment ten się nie powiódł zwierzęta nie potrafiły się zaadoptować w środowisku zmienionym przez człowieka (KPN to niestety puszcza tylko z nazwy).W zeszłym roku w zach.części parku odnotowano obecność 3-4 wilków.Zobaczymy czy będą się mnożyć i robić swoje…Na razie myśliwi są jednak potrzebni czy ich lubimy czy nie.
        Osobna sprawa to ocena samych ludzi.Tak jak są źli policjanci,urzędnicy,lekarze tak trafiają się żli myśliwi.Tacy powinni być bezwzględnie eliminowani z środowiska.Niestety w PZŁ dalej jest mnóstwo kolesiostwa i nepotyzmu-ale to problem wszystkich instytucji naszego pięknego kraju.
        Co do praktyk takich jak „polowania zagrodowe” to uważam że to patologia wręcz jakieś zboczenie.Ktoś kto strzela do lwa uwięzionego za kratami i czerpie z tego sadysfakcję zasługuje na pogardę jako tchórzliwy sadysta.Jeśli pragnie faktycznie mieć trofeum z którego byłby dumny niech stanie do walki na otwartej przestrzeni uzbrojony tylko w dzidę i prosty łuk-szansę miałby jakoś 30-40% ale faktycznie pokazałby że jest odważny i na tę lwią skórę sobie zasłużył-jak Herakles…

    3. Nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz – w diecie szympansa (owocożercy!) mięso stanowi zaledwie ok. 4% objętości kalorycznej całego jadłospisu, na dodatek połowa z tego to owady a nie kręgowce; skąd ty te bzdury o średnio 45% (???!!!) zawartości białka zwierzęcego w szympansiej diecie wyciągnąłeś?? I skąd te bzdety o rzekomej potrzebie spożywania protein odzwierzęcych przez człowieka, skoro jak wykazały liczne badania naukowe składnik ów jest dla nas kancerogenny (zalecam lekturę chociażby „Nowoczesnych zasad odżywiania” profesora Campbell’a w celu doedukowania się) i powinniśmy wykluczyć go z jadłospisu (a przynajmniej ograniczyć do śladowych ilości, choć najlepiej całkowicie wyeliminować) na korzyść białka roślinnego?

      P.S. Tych herezji o człowieku jako krwiożerczym drapieżcy nie będę szerzej komentować, bo szkoda czasu; tacy z nas „urodzeni mordercy”, że 99% z nas prędzej by zemdlało niż własnoręcznie jakiekolwiek inne zwierzę zabiło – stąd właśnie w rzeźniach pracują (o ile mordowanie za pieniądze można w ogóle mianem pracy określać) wyłącznie psychopaci, po prostu żaden normalny człowiek nie miałby szans wytrzymać czegoś takiego psychicznie. To samo w kwestii twoich urojeń nt. ludzi pierwotnych – dla twojej wiadomości, na podstawie badań skamieniałych ludzkich odchodów z epoki paleolitu wiadomo, iż byli oni w ponad 95% roślinożerni (ogromna zawartość błonnika w kale, wskazująca na wielokrotnie wyższą niż współcześnie podaż pokarmu roślinnego) niż tak jak i np. wspomniany wcześniej szympans.

    4. A takim tekstem, że „cierpienie i śmierć to konsekwencja życia na Ziemi” można próbować usprawiedliwić dosłownie każde wyrządzone zło (mógłby się tak usiłować uniewinnić np. gwałciciel i morderca na sali sądowej – byłoby to równie absurdalne i bezsensowne, co tłumaczenie takimi słowami postępowania osób finansujących holokaust zwierząt hodowlanych, ponieważ to iż na świecie jest dużo cierpienia i śmierci wcale nie oznacza, że wolno lub wręcz należy powodować go jeszcze więcej na bazie swoich zachcianek) więc to żaden argument, nie ośmieszaj się wyjeżdżając z takim bełkotem. To samo w kwestii tych pseudonaukowych głupot o rzekomym rozwoju ludzkiego mózgu (gdybyś miał jakąkolwiek wiedzę w temacie wiedziałbyś, iż na rozwój ludzkiego mózgu największy wpływ to miała spożywana w dużej ilości skrobia w epoce neolitu, i to dzięki niej a nie żadnemu zabijaniu rozwinęliśmy tak zaawansowaną cywilizację) dzięki polowaniom – skoro polowanie tak wspaniale rozwija mózg, to czemu taka np. drapieżna pirania jest w porównaniu z roślinożernym gorylem tępa jak but? O czym ty w ogóle bełkoczesz, na litość?!

      P.S. Jeszcze słówko nt. twoich kochanych myśliwych, których tak nieudolnie starasz się bronić – mnóstwo gatunków zwierząt oni bezpowrotnie wytrzebili, tacy to właśnie z nich „koniecznie potrzebni przyrodzie regulatorzy i selektorzy”; gadasz kompletnie od rzeczy, co ty się księży katolickich nasłuchałeś czy jakichś innych odmóżdżonych prawicowych sekciarzy?

      1. Z niektórymi osobami ciężko się dyskutuje zw.kiedy kwestia diety staje się ideologią…
        Proponuję na początek mniej epitetów a więcej konkretów.
        Na początek mała przystawka.
        www-bcf.usc.edu/~stanford/chimphunt.html

        Chyba najbardziej syntetyczne i konkretne ujęcie tematu jakie udało mi się znaleźć w sieci.
        Szympansy nie są niestety wegetarianami.Te 20-30% białka zwierzęcego w diecie obejmuje również owady np.termity.Mięso ciepłokrwistych to jakieś 8% ale bywa i więcej.J.Godall opisywała pewnego samca nazwanego „Frodo” którego dieta składała się prawie wyącznie z mięsa – dlatego górna granica to ok. 60%.
        Mięso uchodzi u szympansów za bardzo cenne tak że samice uprawiają seks z samcami-myśliwymi w zamian za pozyskanie tego pożywienia.
        nationalgeographic.com/animals/2009/04/chimps-beh-news-animals/avior-sex

        Można założyć że w ten sposób zapewniają lepsza kondycję zdrowotną swojemu potomstwu (lepiej odżywiona matka-zdrowsze dziecko).
        Co do technik polowania stosowanych przez szypansy to nie dam linków ze względu na drastyczność scen (rozbijanie głów kamieniem,rozszarpywanie żywcem na kawałki itp.).Zainteresowani sami mogą sobie poszukać wpisując w googlach „chimp eat meat”,”chimps eat monkey alive” czy podobne.
        Jeśli chodzi o naszych przodków to analiza koprolitów łowców-zbieraczy jednoznacznie wskazuje na duży udział białka zwierzęcego co więcej z czasem ten wskaźnik procentowy rósł.Zmiana nastąpiła dopiero wraz z rewolucją neolityczną-wtedy takie składniki jak np.mioglobina prawie zniknęły z diety natomiast ogromnie wzrosła zawartość polisacharydów roślinnych takich jak skrobia.Ludzie wczesnej epoki neolitycznej żyli średnio 10-15 lat krócej niż łowcy-zbieracze byli niżsi a ich kościec słabszy.
        Porównywanie zimnokrwistej piranii z gorylem to-jeśli chodzi o inteligencję-demagogia.Należałoby raczej porównać go z szympansem a te są od goryli inteligentniejsze…
        Istotne dla kondycji człowieka jest to czy decyduje się przejść na dietę bezmięsną jako dorosły kiedy proces rozwoju takich narządów jak np. mózg już się zakończył czy jest nią traktowany od urodzenia.W tym drugim wypadku niedobór niektórych mikroelementów (np.żelaza) może mieć złe skutki.Żelazo zawarte w pokarmie roślinnym jest wyjątkowo źle przyswajalne mimo że niektóre rośliny zawierają go procentowo bardzo dużo.
        „Cierpienie i śmierć to konsekwencja życia na Ziemi” to niestety smutna prawda.Życie żywi się życiem tak działa tzw.łańcuch troficzny.Nie usprawiedliwia to w żaden sposób zła ale pozwala zrozumieć jego korzenie.Krwawe wojny i kanibalizm u szympansów z lasu Gombe uzmysławiają nam czemu w historii ludzkości pojawiają się tacy jak Hitler i czemu tak łatwo im ulegamy.
        Nawiasem mówiąc sam Hitler był… zaprzysięgłym wegetarianinem.

          1. Więc trzeba było zwyczajnie JEŚĆ WIĘCEJ Rafale, skoro byłeś głodny. Tak, to naprawdę aż takie proste: jeśli po posiłku nadal odczuwa się głód, organizm wysyła sygnał iż zjadło się po prostu zbyt mało, i mechanizm ten nie ma nic wspólnego z tym czy jest się weganinem czy nie.

          2. Łydziara,wytłumacz mi co to Rafale?Czy to jakieś słodycze?Nie chodzi ci przypadkiem o Rafaello?Może to jakieś czekoladki,na walentynki czy na innne święto w sam raz 🙂 .

          3. Szamior zlituj się,tu chodzi o imię Rafał, Łydziara zwraca się tym komentarzem do Rafała 😉

        1. dr Charlesa Pattersona w książce pt. „Wieczna Treblinka” pisze, że choć Hitler obawiał się bardzo zachorowania na raka, który zabił jego matkę i wierzył, że raka powodowało między innymi jedzenie mięsa i zanieczyszczenia, to jednak nie był wegetarianinem. Pomimo tego, Hitler nigdy całkowicie nie zrezygnował ze swoich ulubionych dań mięsnych, zwłaszcza: kiełbasek bawarskich, klusek z wątróbką oraz pieczonej i faszerowanej dziczyzny.
          Hitler nie okazywał również sympatii dla sprawy wegetariańskiej. Kiedy doszedł do władzy w 1933 r., zdelegalizował wszystkie towarzystwa wegetariańskie w Niemczech, aresztował ich przywódców i wstrzymał publikowanie głównego czasopisma wegetariańskiego wydawanego we Frankfurcie. Nazistowskie prześladowania zmusiły niemieckich wegetarian – maleńkiej mniejszości w mięsożernym oceanie – albo do ucieczki z kraju, albo do zejścia do podziemia. Niemiecki pacyfista i wegetarianin, Edgar Kupfer-Koberwitz, uciekł do Paryża, a później do Włoch, gdzie został aresztowany przez Gestapo i wysłany do obozu koncentracyjnego w Dachau. W czasie wojny nazistowskie Niemcy zdelegalizowały wszystkie organizacje wegetariańskie na okupowanych terytoriach, mimo iż dieta wegetariańska pomagała łagodzić braki żywnościowe w czasie wojny.

        2. 1. Gościu, czy ty w ogóle artykuł kryjący się pod tym linkiem przeczytałeś, czy coś ci się pomyliło i miałeś zapodać tam co innego? Przecież tam jest jak byk napisane, że „szympansy są w większości spożywającymi owoce, a mięso stanowi jedynie około 3% czasu spożywania posiłków ogółem”, co potwierdza przecież to co JA pisałam o ok. 4% a nie to co TY usilnie próbujesz wcisnąć, że niby 30 – 60% (choć teraz widzę, że już spuściłeś z tonu i obniżyłeś ten zakres do 20 – 30%; co będzie dalej, z każdym kolejnym wpisem będziesz tak z tymi zakresami schodził coraz niżej aż w końcu dotrzesz do właściwej wartości czyli poniżej 5% i przyznasz się, że tamte wcześniejsze dane po prostu sobie kłamczuszku ZMYŚLIŁEŚ w ramach forsowanej przez siebie ideologii?) moje „gratulacje”, gorzej sobie strzelić w stopę niż tym linkiem chyba nie mogłeś…

          2. Z tymi naszymi przodkami też straszne głupstwa opowiadasz, znowu wyciągając sobie jakieś dziwaczne „dane” dosłownie z kapelusza – w ramach uzupełnienia braków w wiedzy odsyłam do badań naukowych, wpisz sobie na YT „paleopoo: what we can learn from fossilized feces” i masz tam na kanale doktora Gregera 5 – minutową analizę dowodów naukowych, jest tam właśnie m.in. o olbrzymiej zawartości błonnika (przeszło 100 g na dobę, a więc 7 x tyle ile średnio współcześnie na typowej zachodniej diecie bogatej w odzwierzęce produkty dostarczają sobie tacy „naśladowcy jaskiniowców”, jak właśnie ty) w odchodach ludzi pierwotnych, którzy byli jak z tego wynika niemal całkowicie roślinożerni.

          3. To bardzo wygodnickie z twojej strony, iż kontrargumenty obalające twoje błędne domysły określasz mianem „demagogii” – nawiasem mówiąc, skoro nie pasi ci zestawianie piranii z gorylem (pytanie tylko dlaczego – twierdzisz przecież, że inteligencja zależy od tego czy jest się drapieżnikiem czy roślinożercą, zatem podążając TWOJĄ logiką pirania powinna być bardziej kumata niż goryl!) to co powiesz na orangutan vs goryl, hmmmm? Goryle są kapkę lepiej rozwinięte umysłowo od orangutanów, a przecież te drugie polują i jadają mięso tak jak i szympansy, w podobnie zresztą małych ilościach… No, jak to jest? Może to jednak nie od sposobu odżywiania zależy, co?…

          4. Ho ho hooo, widzę że znasz się na dietetyce lepiej od największych na świecie autorytetów z zakresu żywienia – organizacja American Academy of Nutrition and Dietetics (coś ci w ogóle mówi ta nazwa, panie znawco?) na podstawie gruntownej analizy mnóstwa badań naukowych uznała dietę roślinną za odpowiednią dla WSZYSTKICH ludzi, w tym i małych dzieci, no ale jak widać ty wiesz lepiej że weganizm grozi niedoborem żelaza i jeszcze czegoś tam… A wystarczyłoby zamiast tracić czas na gryzmolenie takich bzdur sięgnąć do źródeł naukowych i się dowiedzieć, iż wchłanialność niehemowego żelaza kilkukrotnie wzrasta przy odpowiednio dużej podaży wit. C (a o nią akurat bardzo łatwo na diecie roślinnej, i łącząc np. pół kostki tofu z pomarańczą w jednym posiłku pokrywa się ponad 70% REALNEGO [czyli z uwzględnieniem absorpcji] zapotrzebowania na żelazo) i zrównuje się tym samym z poziomem przyswajalności żelaza hemowego, wynosząc w okolicach 15 – 20%. Zresztą, zwykła prosta logika się kłania – gdyby z żelazem ze źródeł roślinnych faktycznie było cokolwiek nie tak, to 3/4 zwierząt (tyle jest właśnie roślinożerców) na tej planecie chorowałoby na anemię, a przecież takie przypuszczenie to kompletny absurd.

          5. Z tym Adolfem H. to „popisałeś się” dokładnie tym, co próbowałeś zarzucić mi (co to, projekcja?) czyli DEMAGOGIĄ – otóż nie był on żadnym wegetarianinem, pałaszował mięso tak jak i np. ty, a jego ulubionymi potrawami były gołąbki i pierogi z wątróbką które wcinał do końca życia (w ostatnich latach jedynie ilość mięsa OGRANICZYŁ ze względów zdrowotnych, nigdy jednak nie zrezygnował z niego całkowicie) o czym wspominała jego główna kucharka Dione Lucas, bodajże w książce „Gourmet Cooking School Cookbook”; zresztą jakie to ma znaczenie, nawet gdybyśmy czysto abstrakcyjnie założyli iż Adolf istotnie był wegetarianinem, to co z tego? Pytam – CO Z TEGO? To ma być jakaś sugestia podprogowa że wegetarianie są be i fe, na zasadzie „skoro Adolf H. był wegetarianinem i był zły, to inni wegetarianie też są źli”? Ty jaja sobie z ludzi robisz, myślisz że ktoś takie coś łyknie?… Nie no spoko, napisz może jeszcze że Adolf miał dajmy na to numer buta 43 (strzelam, bo nie mam pojęcia) i zasugeruj, iż wszyscy mający nr buta 43 też są źli tak jak Adolf H.

          1. Oczywiście że przeczytałem.
            Określenie ” time they spent eating ” oznacza dosł. „czas jaki one (szympansy) poświęcają na jedzenie”/ew.jego zdbywanie” a nie wartość procentową tegoż.
            Dalej jest wyraźnie o 65 gram. mięsa dziennie na głowę każdego członka stada w szczytowym okresie polowań na gerezy.To tyle co „stugramowy” restauracyjny schaboszczak-bez panierki,oleju itp.dodatków.Te 65 gram nie obejmuje całości przyjmowanego białka zwierzęcego
            a więc owadów czy jaj.To daje ponad 450 gram czystego mięsa tygodniowo – norma dla ludzi w/g WHO to 750 gram. przy czym uwzględnia się tu także białko pochodzące od owadów czy innych stawonogów (w niektórych krajach dosyć popularna przekąska).To nie jest wegetarianizm ale wszystożerstwo…Tak jak i u ludzi.A o tym że nasi małpi przodkowie nie byli zoofagami (wyspecjalizowanymi mięsożercami jak choćby kotowate) napisałem na samym początku.
            Co do ludzi pierwotnych to tacy z nich wegetarianie jak z fortepianu samolot.Wystarczy poczytać dowolną naukowo poprawną analizę zawartości izotopów w zachowanych kościach(łatwiej o ten materiał niż o koprolity).Link do przykładowych materiałów dam w poście poniżej bo istnieje ryzyko że „uwali” cały tekst jak to na „dinoanimalsach” bywało.Wysoka zawartość błonnika w diecie wcale mięsożerstwa nie wyklucza.Wykluczałoby nieobecność mioglobiny a tego wcale nie stwierdzono! Pomijam już kwestie natury kulturowej-zachowane artefakty w postaci narzędzi do polowań,oszczepów,harpunów,noży,skrobaczek do oprawiania zwierzyny czy pierwsze malowidła naskalne tematycznie związane właśnie ze zwierzyną i polowaniem a nie ze zbieraniem korzonków.Co nie znaczy że korzonków nie zbierali…ale to nie to było spiritus movens rozwoju protocywilizacji!
            Metabolizm roślinożerców jest odmienny od naszego,min.dlatego pozwala im łatwo przyswajać żelazo zawarte w pokarmie roślinnym.To chyba oczywiste dla każdego.Trudności w przyswajaniu tego pierwiastka mają owszem wszyskożercy tacy jak my.Żelazo zawarte w mioglobinie przyswajamy łatwo co jednoznacznie wskazuje na ewolucyjne preferencje.Pytanie „dlaczego więc roślinożercy nie chorują na anemię” dowodzi totalnego niezrozumienia problemu.Równie dobrze można zapytać czemu człowiek nie żre surowej trawy jak koń czy osioł…
            Mutacja genetyczna pozwalająca trawić skrobię była przystosowaniem ułatwiającym przejście do protorolnictwa podobnie jak ta pozwalająca przyswajać laktozę.Związek z rozwojem inteligencji to wątła i dyskysujna sprawa-w odróżnieniu od żelaza zawartego w mioglobinie.
            Co do diety Hitlera to chciałem zasugerować że bezmięsna dieta nie czyni automatycznie z człowieka anioła dobroci jak chcieliby widzieć niektórzy…
            p.s.w polskiej edycji Scientific American (Świat Nauki) był kobylasty artykuł n/t roli białka zwierzęcego w diecie człowieka w szczególności w kontekście przyswajania żelaza.To jeszcze przed rokiem 2000.Mam u siebie wszystkie roczniki tego czasopisma od 1991 ale niekompletne i częściowo zagrzebane w piwnicy.Spróbuję odszukać ten numer i dać tu na niego namiary.Nie gwarantuję że się uda ale…
            p.p.s.sugeruję jeszcze raz aby pominąć złośliwe epitety i skoncentrować się na meritum sprawy.Jeśli faktycznie A.A.N.D. uznała że jarska dieta to dla człowieka optimum a mięsne potrawy to abberacja to proszę o stosowny link. W.H.O. jest innego zdania.

          2. Dlaczego moja odpowiedź się nie pojawia..?
            Nie ma tam ani jednego wulgarnego słowa a linki obiecałem dać osobno.Jak tu dyskutować?

          3. Już jest zatwierdzony komentarz. Prosimy zawsze w takim wypadku o chwilę cierpliwości. System sprawdza też fragmenty słów i czasami komentarze trafiają do akceptacji. A linki można zamieszczać – wystarczy podawać je bez „http://” i „www” i komentarz pojawi się również od razu.

          4. Szukam tej mioglobiny w ŚN…Jeszcze nie znalazłem.
            Na razie proponuję na przystawkę taki ciekawy tekst z „Qartely Review of Biology”.
            pdfs.semanticscholar.org/30f3/ad6c2754370c0dd6516f6f89c56812ef0491.pdf
            Czyli o tym jak genetycznie jesteśmy przystosowani do jedzenia mięsa i dlaczego powinniśmy go zjadać znacznie więcej niż szympansy.
            Autorzy to naukowe autorytety o dużym dorobku (można sprawdzić w necie ich CV).
            Mam nadzieję że mimo linku post pokaże się szybciej niż po 24 h. od wysłania.
            Mam też ciekawe przemyślenia n/t tej wysokiej zawartości błonnika w diecie ludzi paleolitu ale o tym potem jak znajdę trochę więcej czasu…

          5. 1. Rozumiem, że czas poświęcany na jedzenie danego pokarmu wcale nie odzwierciedla jego procentowego udziału w diecie, i to jakimś cudem możliwe by pokarm zajmujący objętościowo 30 – 60% (czy w końcu ile, może 20 – 30%, bo nie potrafisz się ostatecznie zdecydować jak widzę?) zajmował tylko 3% czasu łącznie spędzanego na żerowaniu? Hehehehehe, nie no teraz to już odleciałeś kompletnie – powiedz mi jakim cudem takie coś miałoby być w ogóle możliwe? Jak ty to sobie wyobrażasz, żeby przez zaledwie 3% czasu spędzanego w ciągu dnia na jedzeniu pochłonąć np. aż 40% swojej dziennej racji żywnościowej? Czyli co, pozostałe 97% czasu zajmuje pochłonięcie pozostałych 60%? Czy ty w ogóle widzisz co piszesz, człowieku?…

            2. Zestawiasz w jednym rzędzie spożycie mięsa w SZCZYTOWYM OKRESIE POLOWAŃ ze spożyciem ŚREDNIM, które to wartości mogą się przecież od siebie wielokrotnie różnić?… Rzeczywiście, bardzo sensowny „argument”, równie wartościowy merytorycznie co cała reszta tego twojego pseudonaukowego bełkotu – ja też sobie mogę powiedzieć np. iż w szczytowym momencie pożeram nawet dwie kostki tj. 360 g tofu na dobę (przez kilka dni co parę miesięcy tak bywa, gdy uda mi się załapać na jakąś mocną przecenę) tylko co z tego, skoro zazwyczaj spożywam zaledwie pół kostki tj. 90 g dziennie, czyli aż 4 – krotnie mniej? Zastanów się, o czym ty w ogóle bajdurzysz…

            3. Gdybyś miał choć podstawową wiedzę nt. ludzi pierwotnych wiedziałbyś, iż sposób ich odżywiania zależny był od warunków środowiskowych, i jedynymi naszymi przodkami spożywającymi relatywnie dużo mięsa byli ci, w zasięgu których nie znajdowało się zbyt wiele roślinnych alternatyw, natomiast ci którzy mogli sobie na to pozwolić odżywiali się tak jak na typowych owocożerców przystało (tzn. w ponad 95% roślinnie, tak jak i szympansy na temat których cały czas ściemniasz) stąd właśnie tak wysoka podaż błonnika w diecie tych, którzy posiadali dostęp do dużej ilości jadalnych dla owocożerców roślin.

            4. Twoje kochane szympansy również używają narzędzi do polowania, co wcale nie oznacza iż mięso stanowi dużą część ich diety – bo NIE stanowi, sprawdziłam kilkanaście źródeł naukowych i każde jedno podaje wartości poniżej 5% (dwa pierwsze z brzegu źródła, jakie na szybko sprawdziłam – 2% podane w artykule „WHAT DO CHIMPS EAT?” autorstwa Paula Guernsey’a i tyle samo podane przez Jane Goodall w „The Chimpanzees of Gombe: Patterns of Behavior”) więc naprawdę możesz sobie dalszą propagandę darować, nie uda ci się bowiem nikomu tu wody z mózgu zrobić. Skąd ty w ogóle wziąłeś te absurdalne 20 – 60%, przecież niczego takiego nie ma w tym artykule który podlinkowałeś, za to była mowa o 3% które jak ulał pasuje do tego co wszędzie indziej piszą o wartości znacznie niższej niż 5%?

            5. Nie, nie jesteśmy wszystkożercami (omnivores) tylko OWOCOżercami (frugivores) i drugi raz ci powtarzam, iż nie mamy żadnych problemów z przyswajaniem niehemowego żelaza – wystarczy odpowiednio wysoka podaż wit. C (a jeszcze nie słyszałam, by na diecie wegańskiej był z nią jakikolwiek problem) i absorpcja jest taka sama co w przypadku żelaza hemowego, czyli w okolicach 15 – 20%; wyniki badań naukowych mówią same za siebie, nie ma żadnej nadreprezentacji anemików wśród wegan, a jako ciekawostkę dodam iż najobfitszym (przynajmniej z tych mi znanych – jeśli ktoś zna lepsze, niech wyprowadzi mnie z błędu) jadalnym dla człowieka źródłem żelaza jest indonezyjski cukier kokosowy zawierający go aż 7,2 mg w zaledwie 10 (tak jest, w 10 nie w 100!) g produktu, co daje oszałamiające 72 mg na 100 g; żadne mięso do takiego „wyniku” nawet się nie zbliżyło, jeśli się mylę niech ktoś mnie oświeci.

            6. No ale Adolf H. nie był na żadnej diecie bezmięsnej, więc ten przykład totalnie chybiony; i tak przy okazji, z czyją tezą ty się próbujesz sprzeczać? Kto taką hipotezę (że niby „dieta bezmięsna czyni człowieka aniołem”) postawił, że ją próbujesz obalić?

            7. Znów spierasz się z twierdzeniami, które nawet nie padły – wcale nie napisałam że niby AAoNaD uznało dietę wegańską za optymalną, tylko za ODPOWIEDNIĄ (czyli jedną z iluś tam dopuszczalnych, nadających się dla każdego człowieka) dla wszystkich ludzi, nic też takiego nie mówiłam jakoby ww. organizacja uznała jedzenie mięsa za aberrację.

            P.S. Do „argumentu”, jakoby malowanie polowań na ścianach jaskiń miało dowodzić iż nasi przodkowie pałaszowali dużą ilość mięsa, przez litość się nie odniosę, pozwolę sobie za to jeszcze na dwa słowa a propos błonnika: otóż, gdybyś wysłuchał tej analizy dowodów naukowych do której cię odesłałam, wiedziałbyś dlaczego spożycie przez człowieka ponad 100 g błonnika dziennie wyklucza wysokie spożycie mięsa – po prostu wiadomo to na podstawie porównań z ludźmi żyjącymi współcześnie, bo np. na chińskich i afrykańskich wsiach dobowa podaż błonnika wynosi nawet 77 – 90 g zaś udział odzwierzęcych produktów to poniżej 5% całego jadłospisu i jak łatwo policzyć, skoro nasi paleolityczni przodkowie dostarczali sobie owego błonnika jeszcze więcej, to żywności poch. zwierzęcego musiało być w ich diecie jeszcze mniej.

          6. -Czy 20-30% (nie 40 % o takim wskażniku nie pisałem) dziennego spożycia kalorii można zaspokoić poświęcając tylko 3 % czasu wykorzystanego na jedzenie czy jego zdobywanie? Można. Proponuję porównać ile % aktywności dobowej wykorzystują na zdobycie pożywienia wyspecjalizowani roślinożercy a ile wyspecjalizowani drapieżcy.Wychodzi na to że roslinożerca poświęca na to dużo czasu podczas gdy drapieżca relatywnie mało.Z drugiej strony czas polowania i konsumpcji u drapieżnika to okres dużego wysiłku energetycznego (podchodzenie ofiar,atak,walka rozrywanie zębami skóry,miażdżenie kości) tymczasem u roślinożerców skubanie trawy czy zrywanie owoców nie jest zbyt męczące.Logiczne że u zwierząt wszystkożernych zdobywanie i spożywanie pokarmu roślinnego zajmuje dużo więcej czasu niż mięsnego.
            -Druga kwestia to sprawa genetyki do której moja dyskutantka w ogóle się nie odniosła.Chodzi o ten link do „Q.Reviem of Biology”.Gdyby ludzie pierwotni i ich ewolucyjni przodkowie byli jaroszami to istnienie genów umożliwiających efektywne przyswajanie białka zwierzęcego i chroniących przed potencjalnie złymi skutkami nadmiaru tegoż (takich jak np. allel apo3E) nie miałoby najmniejszego sensu a nawet byłoby niekorzystne dla sprawności metabolicznej.Taka mutacja musiałaby być szybko wyeliminowana przez dobór naturalny-jednak zamiast tego została UTRWALONA i przekazana całej populacji.To o czymś chyba świadczy…Na pewno NIE o owocożerstwie.
            -Kwestia błonnika-pamiętajmy że rośliny i owoce które pierwotni spożywali nie były tymi które znamy dziś ale ich dzikimi(naturalnymi) odmianami a te zawierają znacznie więcej błonnika niż „udomowione”.I tak dzika śliwa tarnina ma w masie świeżego owocu 2,4% błonnika tymczasem chodowlana „węgierka” tylko 1,3%.Ryż biały ma na 100 g. masy 0.4g. błonnika tymczasem azjatycki ryż dziki 3g. a pokrewny amerykański (zizania) aż 6g.W kwestii marchewki nie udało mi się (póki co) znależć takich porównań ale marchew chodowlana biała znacznie bliższa dzikim odmianom ma w suchej masie ponad 50% błonnika tymczasem bardziej „zdomestyfikowana” marchew kolorowa 39-33%-mopżna założyć że przy marchwi dzikiej ta różnica jest dużo większa.Clou jest taki że paleolityczny łowca zbieracz zjadając przykładowo 100g. dzikiego ryżu przyswajał KILKAKROTNIE więcej błonnika niż człowiek wspólczesny przy tej samej masie!Wcale nie musiał zjadać ogromnych ilości pokarmu roślinnego.Z tego względu porównania do wspólczesnych rolników z Azji nie są miarodajne.
            -Teraz te szympansy (wcale ich nie lubię za bardzo podobne do ludzi).Też zajrzałem do Godall na wspomnianą stronę i wyszło mi coś innego-mianowicie 5-8% mięsa i 4% owadów gł.termitów co daje 10-12% białka zwierzęcego w diecie-to stanowczo nie 3% !!! Oczywiście też że nie 20-30%- mój błąd polegał na tym że nie uwzględniłem sezonowości polowań.Z drugiej strony trzeba zauważyć że ta sezonowość pokrywa się z okresem owulacji i ciązy u samic a więc czasu gdy zapotrzebowanie na takie mikroelementy jak żelazo czy cynk jest wysokie.Jak wcześniej napisałem i zlinkowałem samice szympansów chętniej oddają się aktywnym samcom-myśliwym przynoszącym dużo mięsa do podziału.
            -Łowcy-zbieracze i ich menu.To oczywiście że im dalej na pólnoc tym większy udział białka zwierzęcego a mniejszy roślinnego-u Inuitów nawet 90% tego pierwszego.Z drugiej strony jednak u plemion Hadza (Afryka Centr.) mięso stanowi 60% diety u indian Hiwi (Amazonia) 70%.Na temat !Kung(Afryka pd.)dane są bardzo rozbieżne znaleziona w necie grafika wskazuje na ok.12% (poziom szympansi) podczas gdy w książce M.Konarzewskiego „Na początku był głód” jest mowa o 40%.
            -Kultura materialna jest odzwierciedleniem sposobu życia poszczególnych ludzkich populacji.Najstarsze zachowane narzędzia człowiekowatych to kamienne noże i skrobaczki do mięsa (analiza mechanoskopijna kości zwierzęcych rozwiewa wszelkie wątpliwości).Natomiast analiza radioizotopowa składu kości człowiekowatych a dieta mięsna…zamiast linku który znów zablokuje komentarz polecam lekturę wspomnianej książki Konarzewskiego-dwa pierwsze rozdziały a w szczególności str.39-40 i 46-47.W ksiegarniach nakład wyczerpany ale można ją sciągnąć z netu także darmo acz nie całkiem legalnie.Świetnie napisana i obiektywna,polecam wszystkim.
            -Ta dieta wegańska to w końcu optymalna,zalecana,właściwa,odpowiednia czy dopuszczalna? Przejrzałem wszystkie dostępne tzw.”piramidy żywieniowe” uznane za OPTYMALNE (WHO,Harvard dept.of Nutrinion,AAON itp) no i wszędzie mięso co najmniej 15- 20% oczywiście mniej wieprzowiny więcej ryb,drobiu mięsa chudego jaja, sery również jak najbardziej.W jednym z krajów europejskich (chyba Włochy) rozważano ustawowy zakaz stosowania diety wegańskiej dla małych dzieci jako obarczonej zbyt dużym ryzykiem.Zawartość żelaza w wielu produktach roślinnych jest wysoka (vel.ten cukier kokosowy) ale problemem jest jego przyswajanie.Wit.C jako katalizator-owszem ale uwaga z przedawkowaniem; Linus Pauling był wybitnym uczonym ale co do dobroczynności wielkich dawek C witaminy pomylił się potężnie.Produkty z soi są równie kancerogenne co czerwone mięso do tego blokują wytwarzanie trypsyny niezbędnej do prawidłowego trawienia białek.Jak widać nic nie jest idealne a skoro tak to chyba lepiej trzymać się tego do czego ewolucja nas przystosowała (apo3E,enzymy kolagenazy i elastazy potrzebne owocożercom jak świni skrzydła).

          7. No i znowu odpowiedż wsiąkła.Nie żebym się czepiał waszych procedur…ale nie przesadzacie trochę?
            Już nie tylko odpuściłem linki ale nawet nie używam slów w rodzaju „cholera” (nawet w kontekście choroby) czy „psiakrew” (nawet w kontekście hematologii weterynaryjnej).Przy takiej gorącej dyskusji oczekiwanie na publikację i replikę 24-48h. jest dosyć frustrujące i psuje całą zabawę.Robi się taki sparing bokserski ślimaków z anemią…

          8. Nie analizowaliśmy aż tak drobiazgowo tych tekstów, ale pewnie przyjdzie nam to zrobić aby znaleźć przyczynę dlaczego akurat większość Twoich komentarzy trafia do moderacji, bo akurat tutaj jest problem i to widzimy.
            Nie możemy wyłączyć systemu antyspamowego. Prosimy o unikanie jedynie linków, albo podawanie ich w takiej postaci, o której pisaliśmy już kilkakrotnie oraz wyrazów, które mogą być niecenzuralne.
            Nie trzeba czekać aż 48 godzin, tylko 40 minut. Wybaczcie nam, ale nie jesteśmy Onetem, nie mamy sztabu ludzi, nasz zespół jest niewielki i czasami nam się zdarza, że nie ma nas przed komputerem.

          9. …A łydziarę to publikujecie od razu.Ja znowu muszę czekać do siódmej nieskończoności…gorszy jestem..?

          10. No,40minut to bardzo szybko O.K.,28 września było jakieś 10 godzin (link do Review of Biology).Nie jesteście ONETEM i bardzo dobrze.ONET to śmietnik jeśli chodzi o poziom komentarzy…Wybaczcie staremu Spencerowi że taki upierdliwy jak Łydziara przy diecie wegańskiej.Może zbyt dużo wymagam.Obiecuję więcej nie narzekać na waszą moderację.

      1. Eeech..Kiedyś na pewnym portalu wrzuciłem komentarz zawierający cytat z XVIII wiecznej fraszki zawierający słowa „OWÓŻ MOŚCI PANOWIE…”.Automat wyciął ten fragment bo dopatrzył się pewnego niecenzuralnego słowa (zgadnijcie jakiego).Dlatego uważam że jeszcze długo AI nie zastąpi człowieka!

        1. Akurat w poprzednim komentarzu, to jest konkretne słowo 😉
          AI ma to do siebie, że się uczy cały czas a w przypadku moderacji bierze pod uwagę również i fragmenty słów, stąd czasami nie przepuszcza komentarzy i trafiają one do moderacji.
          W wielu obszarach AI na naszych oczach zastępuje już coraz szybciej ludzi. Automatyczny pilot w samolocie potrafi nie tylko pilotować ale i wylądować i to od lat. Wkrótce automatyczni kierowcy zastąpią nas przy kierownicy w samochodzie a tłumacze w większości stracą pracę… To nie SF, a rzeczywistość 🙂

  6. Po pierwsze – jak to „ekolodzy” jesteście w istocie komuszkami więc wami się powinna zająć Policja albo psychiatrzy.Dla bezpieczeństwa całego społeczeństwa,bo nowych gułagów czy klęsk głodu nam nie potrzeba. Dowód,że jesteście komuszkami to choćby ta manipulacja z episkopatem – bo choć kler może ma takie stanowisko, to UBÓJ RYTUALNY TO RYTUAŁY ŻYDOWSKIE I MUZUŁMAŃSKIE,A NIE CHRZEŚCIJAŃSKIE/RZYMSKOKATOLICKIE. Tylko,że wy Żydów i Muzułmanów nie krytykujecie,bo to by był rasizm i antysemityzm !

    Po drugie – 70 milionów zwierząt zabili ludzie ? A ile zwierząt zabiły inne zwierzęta ? Bo widzicie – może mieszczuchy żyjące w „betonowej dżungli” gdzie zwierząt prawie nie ma tego nie wiedzą – ale w naturze zwierzęta zabijają zwierzęta.Nagminnie.

    Po trzecie – żadne inne zwierze nie zabija dla przyjemności” – a w guzik się znacie i guzik widzieliście, jak u was kotek wcina karmę to nie wiecie co np. kot robi z myszą i sprawdźcie ile kot potrafi zabić a nie zjeść.Kot nie jest tu zresztą nadzwyczajnym wyjątkiem (bez tych kotów zresztą umarlibyśmy z głodu – tak,weganie też a nawet zwłaszcza – bo gryzonie zeżarły by zboża -również ryż – i adios człeczyny,nie ma co jeść)

    Po czwarte – badania laboratoryjne na zwierzętach (no może poza badaniami kosmetyków bez których można by się może obejść) ratują nam i innym ludziom życie. Poświęcenie tych zwierząt nie idzie na marne.
    Bez badań na zwierzętach jak je robić ? Na ludziach ?! Te badania to rzetelna medycyna dzięki której miliony ludzi mogą dalej żyć/odzyskać zdrowie itd.Również wy.To badania nad lekami na różne choroby – zarówno drobne nękające też was,jak i lekami na raka !

    Po piąte wreszcie – tak,ludzka populacja rośnie.Ale nie w Europie i w USA a w Afryce,krajach Muzułmańskich, Ameryce Południowej,niektórych krajach Azji itp. W krajach barbarzyńskich i biednych. Stąd jeśli my biali Europejczycy zdecydujemy się wymrzeć bezpotomnie to ci co pozostaną to będą te biedne mnożące się na potęgę ciemniaki które waszą troskę o zwierzęta,naturę itd mają głęboko gdzieś. W najlepszym razie zastąpią nas Chińczycy i inni azjaci którzy lubią kotki i pieski… ale pakować oskórowane do gara. To samo zresztą robią z delfinami,rekinami (tym ucinają „tylko” jedną płetwę a reszta rekina idzie na zmarnowanie),czym się nawinie. W dodatku zarówno „medycyna” (która z rzeczywistą medycyną nic wspólnego nie ma) Chińska jak i Afrykańska w imię przesądów sprzyja mordowaniu zwierząt. Muzułmanie i Żydzi – już mówiłem,to oni odpowiadają za ten zwyrodniały ubój rytualny,ci chorzy ludzie uważają że takie torturowanie zwierząt „podoba się Bogu”.U nas Chrześcijan tego nie ma.

    1. Nie 70 milionów, a 70 miliardów ssaków i ptaków zabija człowiek. Dzikie zwierzęta zabijają nieporównywalnie mniej niż człowiek, bo stanowią same jak widzisz tylko 4% wszystkich ssaków.
      A tu nie tyle jest istotne, że ubój rytualny jest zwyczajem muzułmańskie i żydowskim, bo to wszyscy (chyba) wiemy, ale o fakt, że w ogóle takie barbarzyństwo ma miejsce a drugi to taki, że liderem w tym barbarzyństwie jest Polska, kraj chrześcijański.

    2. 1. Jak to „u was chrześcijan tego nie ma”, skoro episkopat jasno i wyraźnie ubój rytualny popiera, co masz nawet w powyższym artykule napisane? Co ty, chcesz rzeczywistość zaklinać, a może ten twój dysfunkcyjny móżdżek nie jest dostatecznie sprawny, by informacje przytoczone w powyższym artykule przyswoić?

      2. Są inne (droższe, i dlatego w praktyce niestosowane) sposoby badania leków, niż testy na zwierzętach – miałbyś jakąkolwiek wiedzę na temat na jaki się wypowiadasz to byś wiedział, no ale czego wymagać od katolika (czyli sekciarza wierzącego w jakieś mitologiczne gusła i zabobony sprzed 2 tys. lat, bo tak mu kazali jacyś pocieszni mitomani w czarnych sukienkach, którzy czerpią z opowiadania tych bajek hajs i to bardzo gruby) bo raczej nie rzetelności i kompetencji…

      3. To nie gryzonie są zagrożeniem dla zbóż tylko przemysł mięsny, nieuku – ponad połowa wyhodowanych każdego roku ziaren przeznaczana jest na paszę dla zwierząt hodowlanych, i to jest właśnie przyczyna epidemii głodu na świecie a nie żadne gryzonie; blisko miliard ludzi głoduje właśnie dlatego, iż pokarm roślinny który mógłby być konsumowany przez nich idzie na cele animal agriculture. Gdyby nie przemysł mięsny to bylibyśmy w stanie wykarmić samymi roślinami nawet 13 miliardów ludzi, czyli prawie 2 x więcej niż jest nas obecnie na świecie

      4. No i co z tego, że nie tylko człowiek morduje ale i niektóre inne gatunki również zabijają? To ma być niby jakiekolwiek usprawiedliwienie, „bo inni też to robią”? Wyobrażasz sobie np. złodzieja na sali sądowej który się tłumaczy, że kradł dlatego bo inni też kradną? I co ty w ogóle ze sobą porównujesz, szaleńcu – żaden inny prócz człowieka gatunek nie tworzy sieci obozów koncentracyjnych (bo tylko tak można całe animal agriculture nazwać) dla swoich ofiar, gdzie sztucznie je namnaża do zatrważających ilości celem okrutnego eksploatowania ich na gigantyczną skalę, inne gatunki po prostu polują w zgodny z naturą sposób (nie niszcząc przy tym środowiska, podczas gdy działalność przemysłu mięsnego to największy destruktor przyrody na świecie) i czynią to żeby przetrwać, a nie w imię jakiejś chorej ideologii pt. „nam wszystko wolno bo jesteśmy wszechwładnymi panami świata, a to że inne świadome czujące istoty przechodzą katusze to bez znaczenia, bo my tacy och ach cudowni i najważniejsi”. Gdyby człowiek najzwyczajniej w świecie polował (tak jak czynią to drapieżniki) nie byłoby w tym niczego złego, ale to co nasz gatunek odwala nie ma nic z żadnym polowaniem wspólnego – animal agriculture to po prostu gargantuiczny holokaust, przeolbrzymia sieć obozów zagłady w których rokrocznie unicestwia się bezsensownie biliony niczemu niewinnych istnień, i tego NIE DA SIĘ nijak usprawiedliwić.

      5. Lepiej być „komuszkiem” niż zakutą moherową pałą ślepo wpatrzoną w jakąś zwyrodniałą ideę, szkodzącą nie tylko samemu wyznawcy lecz również innym czującym świadomym stworzeniom (które nie są przecież niczemu winne, czemu więc mają ponosić konsekwencje czyjegoś umysłowego spaczenia?) znajdującym się w zasięgu „rażenia” takiego wyzutego z wszelkiej moralności i niezdolnego do jakiejkolwiek refleksji szajbusa.

    1. Na pewne takiego idioty jak ty (bo tylko idiota mógł zadać takie głupie pytanie) to nie obchodzi, ale każdą normalną osobę powinno obchodzić.

  7. Zwierzęta są niezwykłe,gdybyśmy mieszkali sami na ziemi tylko z psami i kotami to byłoby nudno i smutnie

  8. Jestem weganką i bardzo mocno gardzę wszystkimi kupującymi jakiekolwiek odzwierzęce wyroby – człowiek nie potrzebuje do życia ani zdrowia ani odrobiny mięsa, nabiału, jaj (zanim ktoś zacznie wypisywać januszowe bzdury o jakichkolwiek chorobach czy niedoborach, niech zapozna się najpierw z badaniami naukowymi – konsumenci odzwierzęcych produktów mają średnio ponad 2 x więcej braków żywieniowych niż my weganie, ponadto spożywanie pokarmów pochodzenia zwierzęcego sprzyja u człowieka rozwojowi ciężkich chorób przewlekłych, takich jak choćby schorzenia układu sercowo naczyniowego) ubrań z prawdziwych futer i skór, kosmetyków testowanych na zwierzętach itp itd, zatem każdy kto za takie produkty płaci robi to wyłącznie w imię własnej próżności (czyli żeby sobie egoistycznie dogodzić kosztem innych czujących świadomych stworzeń, które niczym na tak straszliwy los jaki je spotyka nie zasłużyły) a nie żeby przetrwać albo być zdrowym, stąd właśnie brzydzę się każdym kto daje zarabiać zawodowym zbrodniarzom ponieważ to nic innego, jak sponsorowanie holokaustu i to znacznie większego (liczba ofiar mówi sama za siebie) niż ten, który spotkał jeńców w obozach koncentracyjnych w czasie drugiej wojny światowej. Hodowanie czujących świadomych istot w celu ich barbarzyńskiej eksploatacji (niezależnie od ich gatunku) to największe zło na Ziemi, i nie mam za grosz szacunku do każdego kto w tym partycypuje (a czynią to niestety wszyscy prócz wegan, stąd właśnie szanuję wyłącznie ludzi z tego właśnie kręgu, a do całej reszty czuję silny wstręt) dokładając się z własnej kieszeni do tego rozlewu krwi niewinnych.

    1. Uzupełniając mój powyższy komentarz – weganizm na skalę całej ludzkości to jedyna właściwa dla człowieka droga, gdyż hodowanie innych gatunków na jedzenie/odzież/testowanie chemikaliów/cokolwiek innego nie dość, że etycznie (jako całkowicie zbędne krzywdzenie zdolnych do odczuwania cierpienia istot) jest najgorszym złem jakie tylko może być, to jeszcze prostą drogą prowadzi do zagłady życia na Ziemi; straty środowiskowe powodowane przez animal agriculture są niewyobrażalne, dość powiedzieć np. że przeszło 90% wycinki amazońskich lasów deszczowych spowodowanych jest działalnością przemysłu mięsnego, a produkcja odzwierzęcej żywności zużywa kilkunastokrotnie więcej zasobów (teren, paliwa kopalne, gaz i woda) niż produkcja pokarmu roślinnego. Faktów się nie podważy pitoląc ideologiczne głupoty o białku zwierzęcym (skąd wy te pseudonaukowe bujdy wynajdujecie, z reklam szejków proteinowych na bazie białka serwatkowego?) którego to podobno koniecznie potrzebujemy, albo o jakimś mitologicznym azjatyckim bożku który to niby ludzkości na maltretowanie innych stworzeń pozwolił lub wręcz coś takiego nakazał – NIE, nikt wam na to nie zezwolił (a już na pewno nie stwórca wszechświata, o którego woli nie macie bladego pojęcia) wy sami sobie daliście prawo do bestialskiego wykorzystywania innych gatunków w imię własnej próżności, i szukacie sobie żałosnych wymówek by uciszyć wyrzuty sumienia nie mając tak naprawdę NIC na swoją obronę.

      1. Szacun Łydziara. W pełni się z tobą zgadzam. Od 2 lat jestem wegetarianinem, na weganizm jeszcze się nie zdecydowałem, bo nie potrafię jakoś zastąpić serów, ale nad tym pracuję.

        1. Dla zamożniejszych jest takie coś jak wegańskie sery (jadłam parę razy i są bardzo smaczne) a dla uboższych niezbyt smaczne (choć można je odpowiednio przyprawić i wówczas jest całkiem dobre) ale za to zdrowe tofu; osobiście jadam to drugie, ponieważ na roślinne substytuty sera po prostu szkoda mi kasy; trzymam kciuki aby udało ci się odstawić nabiał, proponuję w ramach motywacji obejrzeć sobie parę straszliwych filmów dokumentalnych przedstawiających okropne realia przemysłu mleczarskiego, na mnie zadziałało i po zapoznaniu się z nimi nikt nie musiał mnie niczym dodatkowo przekonywać.

          1. Dzięki za kciuki :)! Tofu jadam, ale nabiał i żółte sery stanowią cały czas istotne element diety. Zobaczymy, czas się i z tym zmierzyć.

          2. Pamiętaj, że póki nie przestaniesz kupować sera to wciąż będziesz jednym ze sponsorów holokaustu zwierząt hodowlanych, konkretnie to krów mlecznych i cielaków, które przechodzą tam przez istne piekło co można obejrzeć na filmikach prezentujących realia bestialskiego przemysłu mleczarskiego.

          3. Pamiętam, widziałem parę filmów na ten temat a ten artykuł mnie jeszcze w tym utwierdził, ale mam wrażenie, że facetowi jest z tym jednak nieco trudniej, zwłaszcza, jak aktywnie uprawia się sport, aby z samych roślin (bez serów) zrobić sobie zróżnicowane posiłki i dostarczyć odpowiednią ilość kalorii. Kombinuję na różne sposoby i na razie średnio mi to wychodzi. Albo jem to samo cały czas, albo wiecznie chodzę głodny, hmm. No, ale walczę dalej, jak mi się uda, to napiszę :)!

  9. Nie no, przecież wegańscy wyczynowi atleci (a sporo ich jest, także i w światowej elicie bardzo wielu dyscyplin – strongman Patrik Baboumian, pierwszy przykład z brzegu) jakoś nie mają problemu z pokryciem zapotrzebowania na jakiekolwiek składniki pobierając je z samych roślin, a miałby je mieć je mężczyzna trenujący (jak zakładam) amatorsko, którego obciążenia treningowe są wielokrotnie mniejsze? Oczywiście że można uprawiać dowolny sport (a nawet być czołowym zawodnikiem na najwyższym światowym poziomie) nie jedząc sera, a jeśli masz jakikolwiek problem z ułożeniem sobie w pełni roślinnego jadłospisu, no to cóż trzeba albo się udać do dietetyka albo powiększyć swój zasób wiedzy samodzielnie; ja np. jestem po lekturze czterech wspaniałych podręczników nt. diety wegańskiej („Nowoczesne zasady odżywiania”, „Jak nie umrzeć przedwcześnie”, „Dieta roślinna w praktyce” i „Widelec zamiast noża”, gorąco je wszystkie polecam) dodatkowo śledzę też m.in polską stronkę o wegańskich sportowcach (Vegan Workout) masz tam mnóstwo info dot. atletów uzyskujących znakomite wyniki bez ani grama żadnego nabiału… A co do kalorii, to taki np. futbolista wegański jak David Carter, ponad 135 – kilowy paker dostarcza ich sobie blisko 9000 (!!!) dziennie z samych roślin, więc jak widzisz jak najbardziej bez sera się da, a te 9 tys. na dzień to i tak nic przy tym ile kcal dostarczają sobie takie wegańskie bestie jak np. bawoły, żubry, bizony, nosorożce czy hipopotamy (o słoniach nie wspominając) także nie wiem skąd pomysł, że na diecie roślinnej może brakować kalorii.

    1. Kurcze Łydziara, masz taką wiedzę, ze powinnaś być facetem 🙂 To nie żaden szowinistyczny żart, więc się nie obrażaj proszę. Wiesz mnóstwo o dinozaurach, a teraz okazuje się, że i o strongmanach 🙂 Nie miałem pojęcia, że są pakerzy weganie.
      Ja w sumie się Markowi nie dziwię, może nie jest mistrzem kulinarnym i brakuje mu czasu na eksperymenty jedzeniowe, ale wierzę, że mu się uda.
      Niemniej to porównanie do typowych roślinożerców jest trochę nietrafione. Nie jesteśmy jednak typowymi roślinożercami, nasz żołądek nie ma 4 komór, nie jesteśmy typowymi przeżuwaczami i nie trawimy celulozy. Owszem potrafimy bez trudu zaspokoić potrzeby żywieniowe za pośrednictwem roślin, ale jak pokazuje statystyka, większość ludzi wcina jednak mięso.

      1. Jesteśmy OWOCOżercami (jak szympans) a nie trawożercami (jak krowa) ani liściożercami (jak goryl) dlatego 4 – komorowego żołądka ani zdolności do trawienia celulozy nie mamy; roślinożercy dzielą się na kilka mniejszych podgrup o różnych „specjalizacjach”, to że jakiś gatunek nie jada trawy ani liści wcale nie oznacza, iż nie jest roślinożerny. A wegan pakerów jest całe mnóstwo, pogugluj sobie wklepując frazy typu „vegan strongman”, „vegan bodybuilder”, „vegan athlete” (itp itd) a wyszukasz ich całe mnóstwo, z wieloma z nich są też ciekawe nagrania (wywiady, nagrania z ich wyczynami etc.) np na YouTube; zwłaszcza polecam niesamowity wywiad ze zjawiskowym doktorem Nun S. Amen Ra (na YT filmik ten zamieszczony jest pod tytułem „Vegan strongman eats one meal a day”) trójboistą który pobił zdaje się jakiś rekord seniorów w martwym ciągu.

    2. Może ci strongmani i pakerzy jak Patrik Baboumian są weganami, ale tej masy mięśniowej to nie zbudowali na samych roślinkach, tylko na sterydach i hormonie wzrostu.

      1. Owszem, na tych samych sterydach na których budują mięśnie niewegańscy siłacze jedzący mięso, nabiał i jaja; chyba mi nie powiesz, że sterydy zażywają wyłącznie weganie, a cała reszta to naturale? Sport wyczynowy = koks w hurtowych ilościach, niezależnie od diety.

        1. Oczywiście, że wszyscy są na koksie niezależnie od diety. Po prostu miałem na myśli, że samą dietą nie byłby w stanie zbudować takiej masy mięśniowej, trzeba, jak to mówią pakerzy sobie pomóc 😉 Ponadto raczej zbudował to najpierw w oparciu o mięso a dopiero później przeszedł na wegetarianizm a później weganizm. Niezależnie zaś, musi brać odżywki białkowe, a wśród kulturystów, te pochodzenia roślinnego (najczęściej białko sojowe) nie cieszą się taką popularnością jak np. serwatka z mleka, której efektywność jest jednak większa.
          Przyswajalność i efektywność białka roślinnego jest gorsza, niż zwierzęcego.

          Pozyskując białko jedynie ze źródeł roślinnych, można się spodziewać wolniejszego tempa przyrostu masy mięśniowej oraz niższego poziomu testosteronu we krwi. Białko pochodzenia roślinnego jest gorzej przyswajalne w porównaniu z białkiem pochodzenia zwierzęcego. Zaletą pokarmów pochodzenia roślinnego jest to, że zawierają one błonnik (w przeciwieństwie do pokarmów pochodzenia zwierzęcego). Osobom niespożywającym mięso ciężej jest zbudować masę mięśniową.

          1. 1. Jak najbardziej zdarzają się i tacy wyczynowi sportowcy, którzy na weganizm przeszli zanim w ogóle zaczęli trenować (po liczne przykłady odsyłam choćby do stronki Vegan Workout) albo wręcz byli weganami od momentu narodzin (sztandarowy przykład: kulturystka roślinna Jehina Malik) poza tym gdyby dieta roślinna nie nadawała się do sportu, to ci atleci którzy przeszli na weganizm już w trakcie kariery mieliby regres wyników, a nic takiego nie ma u nich miejsca; ba, wielu z nich dopiero po wykluczeniu z jadłospisu zaczęło osiągać najlepsze rezultaty w karierze, patrz choćby Barny du Plessis (Mr. Universe 2014) z tych bardziej znanych.

            2. Nieznacznie niższy średni stopień przyswajalności protein roślinnych nie ma w praktyce żadnego znaczenia, ponieważ równoważony jest nieco większą procentowo zawartością białka w roślinnych źródłach w porównaniu z odzwierzęcymi (przykładowo strączki mają więcej g białka na 100 g produktu, niż mięso) i w rezultacie na jedno i to samo wychodzi.

            3. Z soją akurat kiepski przykład wybrałeś, ponieważ proteiny w niej zawarte mają identyczną przyswajalność (na poziomie 90%) co białko zwierzęce; odżywki sojowe są niechętnie wybierane ze względu na SMAK, a nie rzekomo mniejszą efektywność w budowaniu mięśni, poza tym mało kto wie o szkodliwym działaniu białka serwatkowego na ludzki organizm, ponieważ zamiast czytać badania naukowe większość woli oglądać reklamy w kolorowych pisemkach.

            4. Poziom testosteronu to akurat jest średnio wyższy u wegan, o ok. 7 – 12%.

            5. Nie ma żadnych naukowych dowodów na mniejsze/wolniejsze/trudniej osiągalne postępy w budowie masy mięśniowej na diecie wegańskiej w porównaniu z niewegańską, to wszystko są tylko mity rozpowszechniane przez producentów suplementów na bazie białek zwierzęcych oraz oczywiście przez przemysł mięsny (oraz jego pomniejsze „odnogi”, takie jak przemysł mleczny i jajeczny) i nie ma co się sugerować takimi bujdami.

          2. Ad 3. Tak, masz rację, sprawdziłem już po napisaniu, rzeczywiście powieliłem pewien mit. Rzeczywiście soja ma przyswajalność na poziomie 90-91% czyli podobną do przyswajalności białka z kurczaka.
            Ad. 4. Skąd pochodzą te dane? Czy to potwierdzają jakieś badania? Dlaczego weganie mieliby mieć wyższy poziom testosteronu od „mięsożerców”?

      2. Zresztą, o czym my mówimy – takie np. roślinożerne goryle żadnego dopingu nie biorą, a krzepę mają kilkunastokrotnie większą (przeciętny goryl jest w stanie dźwignąć blisko TONĘ ciężaru) niż przeciętny człowiek; tyle w temacie tej mitycznej przewagi protein poch. zwierzęcego nad białkiem roślinnym.

        1. P.S. Co tam goryle, zobacz sobie jaką masę i siłę miały największe roślinożerne dinozaury, przerastające 10 – krotnie wagą największych mięsożerców takich jak T – Rex; zauropody chyba nie brały sterydów i to nie od nich były takie potężne, prawda?…

          1. Jasne, że można na roślinach zbudować gigantyczną masę mięśniową, ale to już genetyka, dinozaurami raczej nie jesteśmy, ale jak się postarzejemy, to dla młodego pokolenia będziemy 🙂

  10. Nienawidzę złych ludzi dobrych lubię ale złych nienawidzę a z tego co widać po liczbie zabijanych zwierząt jak na dwa miesiące to 98% ludzi jest zła a 2%
    jest dobra myślałem ze nie ma gorszych rzeczy od diabła a jednak są źli ludzie nie jeden wendigo czy diabeł się zdziwi jakie człowiek zło robi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.