AfrykaGeografiaOpowiadaniaPodróże

Addo i człowiek z Królestwa Niebieskiego

Afryka oczami Ludwika

Śladami Dzikiej Afryki

Afryka szybko uczy pokory. Uczy, że wyobrażenia przywiezione z drugiego krańca świata często niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Miało być gorąco – jest chłód górskich poranków i niemal mroźny wiatr wpadający przez otwarte okna samochodu. Miały być zwierzęta oglądane z daleka – a tymczasem w Parku Narodowym Addo słonie potrafi stanąć przed nami niemal na wyciągnięcie ręki, zmuszając człowieka do przypomnienia sobie, kto naprawdę jest gościem tej krainy.

Drugi etap afrykańskiej wyprawy prowadzi przez krajobrazy Republiki Południowej Afryki, od wysokich płaskowyżów i gór Lesotho po zielone przestrzenie Addo – miejsca, gdzie spotkanie ze słoniem, lwem czy bawołem przestaje być obrazem z filmu przyrodniczego, a staje się chwilą zapadającą w pamięć na całe życie.

Jednak ta podróż nie opowiada wyłącznie o zwierzętach. Opowiada również o człowieku – o tym, jak szybko przyzwyczajamy się do niezwykłości, jak trudno zachować zachwyt wobec nadmiaru piękna i jak jedno krótkie spotkanie z mieszkańcem odległej krainy może powiedzieć więcej o świecie niż najdoskonalszy przewodnik.

Afryka - Orientacyjna mapa 2 Etapu podróży

Afryka – Orientacyjna mapa 2 Etapu podróży

Karta wyprawy

  • Etap: 2
  • Etap poprzedni: W kraju przylądkowym
  • Kontynent: Afryka
  • Kraj: RPA oraz Królestwo Lesotho
  • Region: Prowincja Przylądkowa Wschodnia (Eastern Cape) i górskie obszary Lesotho
  • Główne miejsca etapu:
    • Park Narodowy Addo (Addo Elephant National Park)
    • Okolice Semonkong w Lesotho (Maletsunyane Falls)
  • Charakter etapu: Pierwsze pełne safari podczas wyprawy i spotkanie z dużymi afrykańskimi ssakami. Po drodze także powrót do górskiego krajobrazu Lesotho – kraju zwanego „Królestwem Niebieskim”.
  • Najważniejsze doświadczenia:
    • obserwacja słoni afrykańskich (Loxodonta africana) w naturalnym środowisku
    • spotkanie z przedstawicielami „wielkiej piątki” Afryki
    • pierwsze obserwacje lwów na trasie wyprawy
    • zetknięcie z ogromem afrykańskiego krajobrazu
    • spotkanie z mieszkańcem Lesotho przy wodospadzie Maletsunyane
  • Dominujące krajobrazy:
    • górskie płaskowyże Lesotho
    • suche trawiaste obszary południowej Afryki
    • sawanny i zarośla Parku Narodowego Addo
    • wybrzeże Oceanu Indyjskiego widoczne z terenów parku
  • Największe wrażenia: Prawdziwe safari – moment, w którym człowiek jednoczy się z przyrodą.

Addo i człowiek z Królestwa Niebieskiego

Afryka i zaskakujące temperatury

Znajomi piszą z Polski, kończąc niekiedy wiadomości słowami: pogody chyba nie musimy ci życzyć.

To jeden ze stereotypów czy, może łagodniej, typowych skojarzeń z Afryką: tam zawsze jest ciepło i świeci słońce.

Nie do końca tak jest ani w porze zimowej (suchej), w czasie której przemierzamy południe kontynentu, ani w porze letniej – deszczowej.

Prawdą jest natomiast, że jak dotąd mamy dość dużego farta. Słońce rzeczywiście jest. Tyle że po jego zachodzie robi się momentalnie chłodno. Swoje robi też wysokość. W Lesotho byliśmy stale na wysokości ponad 1000 m. n.p.m*. Dlaczego piszę akurat o tysiącu metrów? Bo ta liczba pojawia się w opowieściach o Królestwie w Niebie (Kingdom in the Sky). Lesotho jest jedynym państwem leżącym w całości właśnie ponad tą wysokością.

Mam jednak wrażenie, że jechaliśmy zwykle drogami biegnącymi znacznie wyżej, na ponad dwóch tysiącach, a okazjonalnie nawet trzech tysiącach metrów. Podobnie jest w RPA – jedziemy sobie po płaskim, aż nagle odzywa się Krzysiek, nasz data scientist: czy wiecie, na jakiej wysokości jesteśmy? 1800 metrów.

Te wysokości, w połączeniu z rześkim powietrzem wpadającym z hukiem do naszej toyoty za każdym razem gdy ktoś opuszcza szybę w zachwycie – zdjęcia lepiej robić nie przez szybę, zwłaszcza przyciemnioną, a i patrzy się gołym okiem lepiej – spowodowały, że każdy uczestnik naszej wyprawy jest mniej lub bardziej przeziębiony. Takie to są te cieplutkie afrykańskie wakacje.

Oczywiste jest, że nikt nie narzeka na nic. A nawet gdyby komuś taka myśl zakradła się do głowy, to zniknie jak tylko zobaczy zwierzęta w parku narodowym Addo. To pierwszy park z grubą zwierzyną na naszej trasie.


* DA: W praktyce jest jeszcze wyżej. Najniższy punkt Lesotho położony jest na wysokości 1400 m. n.p.m.  Ponad 80% powierzchni kraju leży powyżej 1800 metrów.

Zebra

Addo – tam, gdzie zaczyna się prawdziwe safari

Słoń, który nikomu się nie kłania

Addo dotrzymuje obietnic. Miały być słonie i są, tak samo imponujące a zarazem budzące w obserwatorach coś na kształt serdeczności. Nie powinno to jednak osłabiać czujności. Jeden taki słoń postanowił zbiec sobie z górki. Nagle doszedłem do wniosku, że trajektoria tego zbiegnięcia przetnie szutrową drogę, na której stałem naszą toyotą. A ściślej, przetnie ją w miejscu, w którym wyłączyłem silnik. Istniało wprawdzie pewne prawdopodobieństwo, że słoń dobrowolnie ominie auto, postanowiłem jednak nie sprawdzać, czy tak się rzeczywiście stanie. Pedał hamulca, zapłon, wsteczny, odjazd o kilka metrów.

Wielka Piątka i magia pierwszego safari

Mieli być inni przedstawiciele „wielkiej piątki”*, i są. Taki bawół, do którego mam żywą sympatię, odkąd jako chłopak przeczytałem genialnie opisaną przez Szklarskiego scenę szarży bawoła, w Tomku na Czarnym Lądzie. Pierwszy zobaczony w Addo bawół ani myśli by fatygować się jakimkolwiek szarżowaniem. Zapewne jest głęboko przekonany że nikt go nie widzi i obudziwszy w sobie wewnętrzne dziecko tarza się z lubością w błocie. Ponad bajorko wystają głównie łapy bawoła. O ile bawół ma łapy, być może, a raczej kopyta. Przyjaciół z DinoAnimals proszę tu o notkę informacyjną**.


* DA: Wielka Piątka Afryki to pięć gatunków dużych ssaków uznawanych niegdyś przez myśliwych za najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne do tropienia pieszo: słoń afrykański, nosorożec biały lub czarny, bawół afrykański, lew afrykański oraz lampart.

** DA: U ssaków kopytnych, do których należy bawół afrykański, poprawnym określeniem są kończyny, zakończone racicami. Potocznie mówi się także o nogach. „Łapy” odnosi się przede wszystkim do ssaków drapieżnych.

Król, który nie prowadzi królewskiego życia

Więcej dotrzymanych obietnic? Proszę bardzo: przy zachodzie słońca gromadka lwów, głównie młodzieży. Te koty zawsze wzruszają lub budzą podziw. Inaczej niż w przypadku kotów domowych, potrafiących także śmieszyć. Tymczasem lew, czegokolwiek by nie zrobił, nie rozśmiesza. Najwyżej wywołuje zachwycony uśmiech, a to nie to samo. Lew jest bowiem naprawdę królem. Królem który nie ma wcale królewskiego życia, bo musi walczyć w buszu czy sawannie o przetrwanie. Tak jak najmarniejszy wiewiórkowaty stwór przebiegający przez trawy.

Odrywam oczy od zarośli, drzew i połaci zeschłej trawy, a oderwać wzrok od tych detali jest w Addo łatwo. Z wielu miejsc widać i rozległość tego rezerwatu, i ogrom lśniącego w oddali Oceanu Indyjskiego. Cóż, są miejsca jedyne w swoim rodzaju.

Kiedy zachwyt staje się codziennością

Poza lwami i słoniami chyłkiem przemykają się guźce, łażą sobie antylopy, zebry i inne zwierzaki. Reagujemy na nie entuzjastycznie. Wiem zarazem, nauczony poprzednimi doświadczeniami, że ta lżejsza zwierzyna, zwłaszcza posiadająca rogi, w pewnym, zauważalnym stopniu, wkrótce się nam opatrzy. Nie wiem, skąd się to bierze, że słoń, lew czy gepard zawsze powodują przyspieszone bicie serca, a guziec czy kudu tylko na początku. Przecież w każdym przypadku mamy do czynienia z niezwykłą tajemnicą dzikiego życia, i za każdym razem można by się zdumieć że to dzikie życie nadal istnieje, pomimo ustawicznego zamachu człowieka na przyrodę.

 A może to jest reakcja obronna organizmu, przecież człowiek nie może się bez przerwy zachwycać, bo w końcu siądzie mu jakiś wewnętrzny układ. Zatem organizm rezerwuje ekscytację na wielkie koty, nosorożce, słonie i zawsze urzekające urodą żyrafy. Czasem również na watahy drobniejszej zwierzyny, ale fascynująco ciekawej w swych zachowaniach (jak dzikie psy afrykańskie – likaony). Dla wielu innych gatunków pozostanie po kilku dniach uprzejme zainteresowanie graniczące ze skrywaną obojętnością.

A może ta huśtawka od zduszanych okrzyków do prześlizgiwania się wzrokiem jest cechą człowieka nie należącego, tak jak nie należymy my, do tego świata tutaj? Bo my należymy w pełni do świata, w którym żywe emocje przeplatają się z obojętnością, eksklamacje z ciszą, miłość z nienawiścią, egoizm z altruizmem. Tak jakby ciągle rzeczy próbowały się balansować i raczej bez skutku.

Człowiek z Królestwa Niebieskiego

Tymczasem są miejsca, w których życie jest zrównoważone. Doświadczamy tego nad wodospadem (Maletsunyane Falls)* w Lesotho, w okolicach Semonkong. Właściwie to już go widzieliśmy, ale tylko z platformy widokowej będącej częścią absurdalnie wielkiego centrum konferencyjnego, wybudowanego nie wiadomo po co w środku niczego. A teraz chciałbym zobaczyć go z innej, naturalniejszej strony.

Jednakże podjechać tam nawet naszą uterenowioną toyotą nie jest łatwo. Jak znaleźć ślady dróżki na wielkiej łące – nie, raczej na trawowisku – gdy wszędzie tylko badyle i kamienie? I wiadomo tylko że gdzieś to trawowisko się musi kończyć, otóż tam gdzie wszystko obsuwa się nagle w dół stromym klifem.


* DA: Mowa o wodospadzie Maletsunyane Falls, położonym w pobliżu miejscowości Semonkong w Lesotho. Ma około 192 m wysokości i należy do najwyższych wodospadów o pojedynczym progu w Afryce.

Człowiek, który stał się częścią krajobrazu

Jest też miejscowy człowiek, okryty lesotyjskim kocem. Nie mam pojęcia, co tam robi, na tym pustkowiu, ale zaraz wydaje mi się, że uprawia coś w rodzaju filozoficznej przechadzki. Idzie donikąd i bez celu, ale wydaje się że sensem. Co znaczy, że dla niego wyjście nad klif, w tym opatuleniu kocem i czapką, ma wartość taką, jaką ma zwyczajne, nieskomplikowane życie. Kontroluję jeszcze samego siebie, jak typowy człowiek Zachodu, czy nie romantyzuję tej postaci, i koniec końców wydaje mi się, że nie.

Człowiek w kocu pokazuje nam, którędy przebić się nad klif. Patrzymy na wodospad, ale patrzymy też chwilę później na naszego niespodziewanego przewodnika. Uśmiecha się uśmiechem, który o nic się nie stara, niczego nie usiłuje uzyskać i na nic nie liczy. Ten uśmiech wyraża pozdrowienie. Może jeszcze zadowolenie, że podziwiamy jego wodospad. Rozmawiamy z nim chwilę, i na koniec słyszymy odpowiedź na nasze pytanie: yes, I feel blessed I can live here.

Człowiek znad wodospadu

Widzimy wtedy, że ten człowiek jest jak wodospad – pewny miejsca na świecie, które zajmuje. Kiedyś oczywiście stamtąd odejdzie. Być może dlatego majestat wodospadu tylko urzeka, zaś spotkanie w podróży z człowiekiem bywa aż przejmujące.

Może również dlatego kochamy przyjeżdżać do Afryki i oglądać jej zwierzęta. One także odchodzą.

Ludwik Sobolewski
prawnik, przedsiębiorca, autor

Wybrane zdjęcia Daria Sobolewska

Wodospad Maletsunyane (Maletsunyane Falls)

Między górami Lesotho a krainą słoni – krajobraz drugiego etapu wyprawy

Afryka Południowa jest miejscem, w którym historia Ziemi została zapisana w krajobrazie. Góry, płaskowyże, doliny rzek i rozległe równiny nie są jedynie scenografią dla podróży – są opowieścią trwającą od milionów lat. Drugi etap wyprawy prowadzi nas przez dwa światy pozornie odległe od siebie: górskie Królestwo Lesotho oraz zielone, nadmorskie obszary Prowincji Przylądkowej Wschodniej w RPA.

Lesotho jest jednym z najbardziej niezwykłych państw Afryki. Całe jego terytorium położone jest na wysokości powyżej 1400 m n.p.m., dlatego nie bez powodu nazywane jest często „Królestwem Niebieskim” (Kingdom in the Sky). Nad krajem dominują góry Maloti – część rozległego systemu Gór Smoczych (uKhahlamba-Drakensberg), które powstały w wyniku potężnych procesów geologicznych związanych z rozpadem pradawnego superkontynentu Gondwany. Zanajduje się tam także pasmo Gór Smoczych z najwyższym szczytem Thabana Ntlenyana 3482 m n.p.m. To właśnie te góry przez miliony lat kształtowały przepływ wód, klimat i życie całego regionu.

Choć dziś Lesotho kojarzy się przede wszystkim z surowymi krajobrazami, wysokimi przełęczami i tradycyjnymi wioskami ukrytymi pośród gór, jego historia jest równie niezwykła jak przyroda. W XIX wieku król Moshoeshoe I zjednoczył rozproszone społeczności sotyjskie, tworząc podwaliny współczesnego państwa. W czasach, gdy południową Afrykę przeobrażała ekspansja europejskich osadników i konflikty między różnymi społecznościami, górzysty teren pozwolił zachować względną niezależność. W 1868 roku Basutoland, jak wówczas nazywano tę krainę, stał się brytyjskim protektoratem, a niepodległość Lesotho uzyskało dopiero w 1966 roku.

Z gór Lesotho droga wyprawy prowadzi ku zupełnie innemu światu – ku terenom Parku Narodowego Addo w Prowincji Przylądkowej Wschodniej. To kraina, gdzie suche zarośla, trawiaste równiny i doliny rzeczne tworzą mozaikę siedlisk zamieszkiwanych przez wielkie afrykańskie ssaki.

Historia Addo jest jednak także opowieścią o konflikcie między człowiekiem a przyrodą. Na początku XX wieku słonie zamieszkujące ten region zostały niemal całkowicie wytępione wskutek polowań i presji rolnictwa. W 1931 roku utworzono Addo Elephant National Park, aby ochronić ostatnią niewielką populację tych zwierząt. Początkowo żyło tu zaledwie jedenaście słoni. Dzięki konsekwentnej ochronie ich liczebność stopniowo wzrosła, a park stał się jednym z najważniejszych miejsc ochrony słoni afrykańskich w Republice Południowej Afryki.

Dzisiaj Addo jest znacznie większy niż pierwotny obszar przeznaczony wyłącznie dla słoni. Obejmuje różnorodne ekosystemy – od zarośli doliny rzeki Sundays po obszary nad Oceanem Indyjskim. Chroni nie tylko słonie afrykańskie, lecz także lwy, bawoły afrykańskie, nosorożce białe, zebry, liczne antylopy oraz setki gatunków ptaków. Jest jednym z miejsc, w których można zobaczyć niezwykłą historię odrodzenia przyrody – historię, w której człowiek najpierw niemal zniszczył dziki świat, a później podjął próbę jego ochrony.

To właśnie dlatego ten etap wyprawy prowadzi przez dwa krajobrazy, które choć różne, opowiadają podobną historię. W Lesotho człowiek przez pokolenia uczył się żyć wśród gór. W Addo przyroda odzyskiwała przestrzeń odebraną jej przez człowieka. Między skalnymi ścianami Maloti a sawannami Przylądka Wschodniego kryje się wspólna opowieść o przetrwaniu – ludzi, zwierząt i samej ziemi.

Zerba
Bawół afrykański
W Afryce łatwo uwierzyć, że każda droga prowadzi do następnej opowieści.
Słoń afrykański

Zwierzęta spotkane podczas 2 etapu wyprawy

Park Narodowy Addo należy do najważniejszych obszarów ochrony przyrody w RPA. Choć jego nazwa kojarzy się przede wszystkim ze słoniami, park chroni niezwykle różnorodną faunę południowej Afryki. Spotkać tu można zarówno największe ssaki lądowe kontynentu, jak i liczne gatunki antylop, drapieżników oraz ptaków.

Podczas pobytu w Addo uczestnicy wyprawy obserwowali między innymi: słonie afrykańskie, lwy afrykańskie, bawoły afrykańskie, zebry, guźce, kudu wielkie, żyrafy.

Park Narodowy Addo chroni znacznie więcej gatunków niż te, które udało się zaobserwować podczas tego etapu wyprawy. Wśród mieszkańców parku znajdują się między innymi: nosorożec biały, lampart, hiena brunatna, karakal, serwal, mangusta egipska (choć do Egiptu ma daleko), szakal czaprakowy, antylopowiec koński, eland zwyczajny, bawolce (średniej wielkości antylopy), góralek skalny, wspomniany już poczas i etapu naszej podróży, struś afrykański, przepiękny sekretarz (to ptak polujący na węże)  oraz liczne gatunki ptaków wodnych, drapieżnych i związanych z sawanną.

Możemy również spotkać w Addo geparda i likaona, choć ich obecność w tym parku nie jest tak charakterystyczna jak w innych południowoafrykańskich obszarach chronionych.

Więcej informacji o gatunkach występujących w Parku Narodowym Addo można znaleźć w odrębnych artykułach poświęconych poszczególnym zwierzętom na DinoAnimals, stąd też nie prezentujemy tutaj ich skróconych opisów.

Lesotho
Park Narodowy Addo (Addo Elephant National Park)

W Afryce łatwo uwierzyć, że każda droga prowadzi do następnej opowieści. Jednego dnia kończy się ona śladami słoni na czerwonej ziemi Addo, innego – szumem wodospadu i uśmiechem człowieka z Królestwa Niebieskiego. A potem znów przychodzi poranek, silnik Toyoty budzi się do życia i horyzont po raz kolejny obiecuje coś, czego nie sposób przewidzieć.

Przed nami następny etap wyprawy…

Poprzedni Etap: Afryka – w kraju przylądkowym

Afryka Ludwika & DinoAnimals Etap 1
Afryka – w kraju przylądkowym

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button