AustraliaPodróżeSsakiTorbaczeZwierzęta

Suweniry z kangura, czyli pamiątki z Australii

Jądro, łapka, skórka – suweniry z Australii

Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że gdy ciało (ludzkie jak i to zwierzęce) stanowi jedną, zwartą i poprawnie funkcjonującą bryłę, to jestem jakaś spokojniejsza. W momencie, gdy zostaje z takich czy innych przyczyn rozczłonkowane, to robi mi się co najmniej słabo. Na moją reakcję nie miałby wpływu fakt, czy doświadczam tegoż rozczłonkowania w prosektorium, czy też w sklepie z suwenirami.  Jednak wiem, że bez względu na to, w którym z tych miejsc bym była, bez względu na to, czy w grę wchodziłaby zwierzęca łapka czy ludzka ręka, to przed śmiercią zawsze pokornie chylę czoła i pełna respektu dla jej potęgi, zwyczajnie nie mam ochoty na żarty.


Kangur

Jądro, łapka, skórka to wyrazy funkcjonujące w ludzkim świecie, które umownie określają przecież poszczególne części zwierzęcego ciała. Uważam, że należy mu się choćby nawet najmniejszy szacunek – bo dotyczy tego, co żyje i wspólnie z nami tworzy ten świat, bo wystarczy (będąc skrupulatnym) tylko ową łapkę zamienić na rączkę i możemy mówić o konkretnych obszarach naszej ludzkiej fizjonomii.

Tak – chcemy czy nie, ale mniej lub bardziej jesteśmy podobni do zwierząt. O wspólnych podobieństwach można przecież długo rozprawiać, rozważając przy tym wiele ciekawych kwestii – codzienne zachowania, odczuwanie smutku, tęsknoty, strachu, bólu a nawet nadchodzącej śmierci – bo ta ludzka i ta zwierzęca, w przeżywaniu są także do siebie podobne i dlatego właśnie całkowicie nie pojmuję, dlaczego a propos zwierząt zdarza się nam robić z niej przysłowiowe „jaja”?

Kangur

Będąc w Australii zauważyłam, iż jest to miejsce pewnego rodzaju przybytku. Przekłada się on na wyjątkową obfitość występowania zwierząt wielu gatunków, jednak dwa z nich są specjalne nie tylko dlatego, że obok flegmatycznego koala stały się symbolami tego kontynentu, ale też dlatego, że każdego dnia skutecznie napędzają pewne obszary jego gospodarki. Mam tu zarówno na myśli praktycznie wszędzie występujące na wolności krokodyle jak i niestety już nie wszędzie (jak się sama przekonałam) wolno skaczące kangury. Będąc w Australii widziałam, w jakim stopniu i do czego wykorzystuje się te zwierzęta po ich uboju na farmach i nie jestem do końca pewna, czy czuję się z tym ok.

Podczas pobytu w każdym nowym miejscu, gdy już sponiewieramy swe ciało zwiedzaniem, gdy już całkowicie wyładujemy swą energię na wszelkich oferowanych w okolicy atrakcjach, a pobyt niestety chyli się już ku końcowi, to zazwyczaj tuż przed wyjazdem „grzejemy” na zakupy. Gdy chcemy zdobyć coś dla bliskich, dla znajomych i koniecznie coś „na afisz” by się światu pochwalić, że się było (a co!), to zazwyczaj na myśl przychodzą suweniry.


Kangur

Nie wiem jak wytłumaczyć owo zjawisko, ale bez względu na to, jakie by one nie były zawsze w danym miejscu mają w sobie jakąś silną, magiczną moc. Turyści – ci mali i ci nieco więksi, niczym opętani ich urokiem nieszczęśnicy, naturalnie lgną do kramików. Lgnę oczywiście i ja, lecz nauczona doświadczeniem szczęśliwie zapamiętałam, iż wspomniana wyżej moc suweniru zwyczajnie blaknie po przybyciu do domu.

Tam, po powrocie ekstaza z pobytu szybko zaczyna ustępować żalowi wynikającemu z nieroztropnie wydanych pieniędzy i często przychodzi zmierzyć się z kłopotem – co zrobić z tym nabytym tak bezmyślnie badziewiem? Znam ten ból i dlatego już od dawna zazwyczaj nic nie kupuję, raczej tylko napawam wzrok umownym często pięknem dziwów danego regionu, w którym aktualnie przebywam. Napawałam i tym razem.

Kangur

Było jak zwykle – kiczowate szklaneczki, sygnowane koszulki i koniecznie magnesy „I LOVE AUSTRALIA” do lodówkowej kolekcji. Zdawałoby się –  standard,  ogólnie wszystko jak zawsze – kolorowe, typowe i nudne. Chodziłam więc znużona, nic nie szukałam a jednak znalazłam, a właściwie to coś samo się na mnie rzuciło. Dawno nie widziałam nic tak głupiego, dawno nie widziałam nic w tak złym stylu, więc paradoksalnie na dłużej przykuło to moją uwagę, pobudziło do przemyśleń i wywołało niemałe emocje w moim być może nad wyraz wrażliwym wnętrzu.

W australijskich sklepikach z upominkami, sprzedawcy trzymają nietuzinkowe rarytasy dla… (no cóż, moim zdaniem) wariatów! W roli głównej kangur i krokodyl a właściwie członki, które po nich pozostały. Tytułowe jądro, łapka czy skórka, to w tym, wydawałoby się, cywilizowanym miejscu czołowe suweniry.


Kangur

Co to za radocha nosić przy sobie owłosione jądra kangura przy kluczach do domu czy auta? Na czym polega oryginalność pomysłu trzymania korkociągu do wina w ”klejnotach” po tym skoczku? Gdzie podziały się dobry humor i piękno w dekoracji kangurzej łapki z nienaturalnie wygiętym środkowym palcem i kto to w ogóle postawi sobie gdzieś na widoku?

Kto o zdrowych zmysłach miałby ochotę podrapać swe plecy kangurzą łapką wyposażoną w czarne, drobniutkie pazurki? Czy skóra z oskalpowanego kangura, to aby dobry pomysł na dywan? A krokodyle zęby, to naprawdę trafny towar na jakikolwiek wisior? I jaką to trzeba być gadziną, żeby w realnym, cywilizowanym świecie wyskoczyć na miasto w „surowej” kamizelce z tego pięknego gada?

Tak sobie stałam nieruchomo niczym kołek wśród ogromu niby „jajcarsko” wykorzystanych genitaliów, niby śmiesznie powyginanych kończyn i czułam się troszkę jak po ataku bombowym w zoo. Myślałam, a spostrzeżenia przewijały się niczym taśma w starym, szpulowym magnetofonie. Było mi słabo, bo i słabo to wszystko wyglądało. Niby zgodne z prawem i pod całkowitą kontrolą. Jednak jak dla mnie bez najmniejszego szacunku do jakiegokolwiek istnienia.

W Australii zwierzęta te zabijane są dla mięsa i skoro już muszą ginąć w tej sprawie to oczywiście dobrze, iż dąży się do maksymalnego wykorzystania ich ciał. Jednak zastanawiam się wciąż, czy w takich sytuacjach nie godniej było by owe członki w jakiś sposób zwyczajnie unicestwić, niż rozsiewać nimi w sklepach (jak dla mnie) makabrę pod osłonką sztucznego luzu i bardzo wysublimowanego humoru?

Leila


Kangur

Polecamy

Wybrane specjalnie dla Ciebie

Jeden komentarz

  1. Ludzie to mają nierówno pod sufitem żeby kupować takie pamiatki z kangurów. Zawsze się zastanawiam, kto gorszy, ten kto wytwarza i sprzedaje, czy ten kto kupuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.