GeologiaOpracowaniaWulkany

Wulkany – sprawy lawy i piroklastyczne zabawy

Największe bzdury w filmach katastroficznych część 2

Z serii: geolog umarł, kiedy obejrzał

Po części bardziej ogólnej przyszedł czas na konkrety, a dokładniej na szczegółowe przyjrzenie się wszystkim bredniom rozpowszechnianym w kinie w kwestiach „wnętrzności” wulkanu, czyli tego wszystkiego, co może z niego wylecieć, wypłynąć lub się przesączyć. Wulkany mają bogaty asortyment atrakcji i filmowcy niezmiernie lubią pokazywać go w całej okazałości, nawet jeśli żaden prawdziwy wulkan nie prezentuje na raz piekielnego zestawu różnorodności, a już zwłaszcza w tak krótkim czasie.

Lawa i cały materiał piroklastyczny mają ogromny potencjał, ale jest jeden problem: trzeba wiedzieć jak działają, bo Matka Ziemia ma swoją maszynerię i wbrew pozorom lubi trzymać się zasad. Kto by się jednak przejmował zasadami geologii i nauk pokrewnych w filmie katastroficznym, skoro jest więcej niż pewne, że Matka Ziemia nie wystąpi z pretensjami o odszkodowanie ani zarzutami o szarganie jej dobrego imienia?

Wulkany

Kwas czy zasada?

Nie chodzi ani o narkotyki, ani o kodeks moralny, tylko o współczynnik pH. Lawa również go ma i – co więcej – to jedna z kluczowych spraw nie tylko dla wulkanu, ale przede wszystkich dla całej ludności zgromadzonej w polu rażenia ognistej góry. Nie wdając się w szczegóły natury chemicznej: są lawy kwasowe, zasadowe i mieszane. Lepiej ich nie próbować, bo można na zawsze stracić apetyt na cokolwiek, warto natomiast wiedzieć, na co w praktyce przekłada się odczyn pH lawy. Filmowcy nie zaprzątają sobie tym głowy, bo lawa to lawa – gorąca, płynąca, czerwono-pomarańczowa, czasem przypominająca babcine toffi.

W prawdziwym życiu odczyn lawy decyduje o tym, czy będzie bardzo trzęsło, czy będzie eksplozja, czy poleci materiał piroklastyczny, czy będą strumienie lawy, czy też może tylko popiół. To zazwyczaj sprawy życia i śmierci, zwłaszcza jeśli mamy wulkan w zasięgu wzroku albo nawet buta. To od pH lawy zależy, czy ten but wraz z całą nogą stracimy.

Jak wygląda sprawa z odczynem lawy? Zasada jest prosta: im bardziej kwaśny, tym lawa jest bardziej lepka, a zatem ma tendencje do sklejania się, czopowania krateru i formowania większych „kawałków” materiału piroklastycznego.

Lawa kwasowa nie lubi się ruszać, za to lubi wybuchać, a wcześniej zazwyczaj funduje okolicy trzęsienie ziemi. Lawa kwasowa oznacza silne wstrząsy, wysokie ciśnienie w kraterze i sporo materiału piroklastycznego.

Lawa zasadowa dla odmiany jest ruchliwa, więc płynie wartko, co prowadzi do sporej ilości potoków lawy i mniejszych ilości materiału piroklastycznego. Z zasadowej lawy łatwiej i miarowo mogą też odparować gazy, więc erupcje są spokojniejsze, ciśnienie wewnątrz góry jest mniejsze i tym samym mniej trzęsie.

Proste? Nie dla twórców filmów katastroficznych. Czy może być wybuch wulkanu bez trzęsienia ziemi? Oczywiście, że nie! Czy może być wybuch bez lawy? Toż to by było karygodne! Czy może być erupcja bez wybuchu rozrywającego pół góry i przy okazji pół miasta? Wykluczone! Jakiś odczyn lawy? Lepka lub warto płynąca? Bez żartów, Panie i Panowie, erupcja musi godnie się prezentować, więc będzie i trzęsienie ziemi, i mnóstwo materiału piroklastycznego, i potoki lawy. A jeśli w naturze jest inaczej, to tym gorzej dla natury.

Lawina piroklastyczna

Lawa to nie toffi

Wróćmy do porównania lawy i toffi. Wydawać by się mogło, że konsystencja podobna, kolor podobny, więc i reszta może okazać się podobna. To, co powinno pozostać w sferze dalekich metafor, dla niektórych filmowców jest zjawiskiem do zrobienia w praktyce. Na szczęście żaden z bohaterów nie próbował jeszcze jeść lawy ani kręcić z niej cukierków, ale niefrasobliwe podejście do roztopionych wnętrzności naszej planety charakteryzuje już zdumiewającą liczbę postaci z filmów spod znaku wielkich zniszczeń.

Garść faktów: lawa może mieć temperaturę 1300 stopni Celsjusza lub nawet ciut więcej. To oczywiście temperatura płynącej lawy, kiedy natomiast zaczyna zastygać studzi się do temperatury rzędu 700 stopni. Naprawdę nie chcemy wiedzieć, co taki żar może zrobić z naszym ciałem oraz najbliższym otoczeniem.

Warto jeszcze dodać, że lawa jest kleista (nawet jeśli jest zasadowa i teoretycznie jest wartka jak strumień pod Tatrami), łatwo się w nią zapaść i oczywiście topi każdy materiał na swojej drodze. Gdyby kapnęła na nasze ciało, nawet nie zdążylibyśmy poczuć bólu, tak szybko byłoby po nas. Jeśli natomiast takie wrzące toffi spotka na swojej drodze coś bardzo zimnego (choćby śnieg lub lód), dochodzi do potężnego konfliktu interesów i mamy wielkie bum.

Wulkany

Co na to twórcy filmów katastroficznych?

Naprawdę warto przyjrzeć się zmaganiom bohaterów arcydzieł spod znaku kataklizmów, którzy jeżdżą po lawie samochodami i ewentualnie tracą opony, ale nic więcej. Dobry samochód terenowy i możemy się martwić tylko tym, że wypożyczalnia dołoży nam dodatkowe koszty za naprawę.

Są też śmiałkowie, którzy przeprawiają się po potoku lawy dzięki wystającym z niego elementom (są ewidentnie lawoodporne, wykute przez samego Hefajstosa albo wręcz Lucyfera) lub startują samolotami z ledwo zakrzepłej skorupy.

To jeszcze nie wszystko. Lawa w filmach jest tak uprzejma, że nie powoduje zapłonów ani eksplozji paliwa, a pod wagonem metra przepływa jak woda z mydlinami. Może coś się stopi, ale tylko tak dla efektu, troszeczkę, czyli na przykład przyklei do buta i rozciągnie jak ser na pizzy. I znów wracamy do metaforyki kulinarnej. Nie da się ukryć, że oglądanie takich scen to prawdziwa uczta!

Bomba wulkaniczna

Lawina piroklastyczna? Do biegu, gotowi, start!

Lawina piroklastyczna to fascynujące zjawisko i skrajnie śmiercionośne, więc trudno się dziwić, że filmowcy tak bardzo oddali jej swoje serca i uwieczniają na wielkim ekranie w całej okazałości. Ci skromniejsi (czyli z mniejszym budżetem) stawiają na sam ognisty podmuch, ci natomiast, dla których producenci byli łaskawsi, mogą zaszaleć z lawiną piroklastyczną zwaną również spływem piroklastycznym. Warto wiedzieć, co to takiego, zanim postanowimy się z nią ścigać. Jeśli bowiem nie jesteśmy bohaterami filmu katastroficznego, nie zostanie z nas nawet tyle, żeby zmieściło się w pudełku od zapałek.

Nie bez powodu zjawisko nosi nazwę lawiny lub spływu – już samo to powinno nam dać do myślenia w kwestii prędkości tego cudu natury.

Kadr z filmu: Wulkan (Volcano), 1997

Jak to jest zrobione?

Jak to jest zrobione? – mogliby zapytać specjaliści z pewnego programu na Discovery. Otóż jest zrobione z mieszaniny gazów wulkanicznych i popiołu. Gazy te są cięższe od powietrza, więc suną sobie po stoku wulkanu z prędkością samochodu wyścigowego.

Naprawdę chcemy się dowiedzieć, czy lawina piroklastyczna nas dogoni? Oh, chyba że potrafimy rozwinąć prędkość powyżej kilkuset kilometrów na godzinę i to od razu, bez wstępnego rozpędzania się. Wówczas możemy biec łeb w łeb. Kuszące, prawda? O ile lawina nie przekroczy prędkości dźwięku, wtedy długo razem nie pobiegniemy.

Warto też pamiętać, że lawina piroklastyczna to nie tylko prędkość, trujące gazy i ogromne ilości popiołu. To także bardzo wysoka temperatura, nieraz przekraczająca 1000 stopni Celsjusza oraz brak tlenu, który zostaje zastąpiony przez dwutlenek siarki i siarkowodór. Aż ma się ochotę odetchnąć pełną piersią w czasie tego maratonu.

Wulkany

Pamiętajmy tylko

Pamiętajmy tylko: cząstki pyłu po pierwsze potną nam na kawałki tkankę płuc, a po drugie wdychane gazy o temperaturze przekraczającej 500 stopni Celsjusza sprawią, że nasz organizm rozerwie na kawałki wskutek parowania wody. Aż robi się żal, że czegoś takiego nikt nie chce pokazać na ekranie…;)

Wydawać by się mogło, że na tym temat lawiny piroklastycznej powinien się w kinie zakończyć. Ale on się dopiero zaczyna! Okazuje się, że w filmach katastroficznych można przed tym zjawiskiem uciec zwykłym samochodem, a czasami nawet na piechotę i jeszcze grzecznie zamknąć za sobą drzwi. Lawina staje się wtedy jak wampir – bez zaproszenia nie wejdzie.

Przez lawinę można też mknąć w przestworzach, chować się przed nią za rogiem budynku albo zwyczajnie stwierdzić, że popędziła sobie gdzieś indziej, w inną stronę (choć jeszcze przed chwilą spływała na miasto), bo przecież obowiązują jakieś reguły i kodeks drogowy. Lawina nie czyni też większej szkody drzewom i całej szacie roślinnej (ewentualnie poleci parę choinek i po krzyku), bo przecież Matka Natura też słyszała o ekologii. Ewentualnie atakuje budynki, mosty, zapory i lotniska, jakby na złość tym wszystkim, którzy zdążyli dobiec do pasa startowego.

Bomba wulkaniczna

Wulkan na trotyl, czyli ktoś ma ochotę się rozerwać

Jeśli zbudowaliśmy sobie w domu własny model ognistej góry, możemy go wyładować po brzegi trotylem i innymi materiałami wybuchowymi, choć nie jest to polecane nawet doświadczonym modelarzom, o ile czujemy choćby minimum sympatii do sąsiadów w promieniu wielu kilometrów. W naturze wulkany nie są niestety zasilane tak ekscytującym towarem. Skąd zatem wzięły się w filmach bomby wulkaniczne? Oto jest pytanie.

Bomby wulkaniczne naprawdę istnieją, tylko nie mają nic wspólnego z prawdziwymi bombami. Dlaczego? Otóż nie wybuchają. To zastygnięte mniej lub bardziej spore fragmenty lawy. Wulkan wyrzuca z siebie takie głazy prawie zawsze wtedy, kiedy wypełniająca go lawa jest gęsta, kleista i czopuje krater. Ciśnienie rośnie, gazy zostają gwałtownie odparowane i mamy wielkie bum.

W mniejszej formie bomby wulkaniczne nazywamy lapillami, a jeśli są naprawdę małe stają się gruzem wulkanicznym albo wręcz popiołem. Ale jak to bomba nie wybucha? To smutna wiadomość dla wszystkich twórców filmów katastroficznych.

Zawsze można jednak otrzeć łzy i iść w zaparte. Skoro bomba, to niech wybucha! I wybucha, proszę Państwa. Nie ma chyba takiego filmu katastroficznego z wulkanem, gdzie bomba wulkaniczna nie wybucha. To fascynujące zjawisko. Na miasto spadają żarzące się kamienie i eksplodują. Bum! W górę leci ziemia, trawa, ludzkie kończymy, a bomby spadają niczym w czasie nalotu i strzelają w górę płomieniami lub wręcz obłokami zdumiewająco podobnymi do grzybów atomowych.

Wulkan bez trotylu nie dałby rady w żaden sposób, ale od czego jest inwencja twórcza. Gdyby naukowcy nie chcieli, żeby wybuchało, nie nazwaliby tego bombami, prawda? Logiczne i praktyczne.

Wulkany w kinie

Polecamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button