NiedźwiedzieOpracowaniaSsakiZwierzęta

Kapral Wojtek – niedźwiedź-żołnierz i jego historia

Wojtek – niedźwiedź, który został żołnierzem

Obecność zwierząt w wojsku nie jest niczym nadzwyczajnym – nawet w dzisiejszych czasach zdarza się, że okazują się one niezbędne. Na ogół są to psy i konie. Za to polskie wojsko może z dumą wspominać, że wśród jego żołnierzy znalazł się niedźwiedź. Fakt ten był niemałą sensacją wśród naszych rodaków i ich sojuszników.

Wojtek był syryjskim niedźwiedziem brunatnym, który w dzieciństwie został adoptowany przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim armii generała Andersa. Przeszedł z tą jednostką cały szlak bojowy i dostał nawet stopień kaprala. Napisano o nim kilka książek, poświecono mu wiele tablic pamiątkowych i rzeźb, w tym pomniki w Żaganiu, Krakowie i Edynburgu.

Niedźwiedź Wojtek

Wojtek dostaje się do wojska

W 1941 r. w ZSRR rozpoczęto formowanie Amii Polskiej na Wschodzie. Jako że warunki życia żołnierzy były bardzo złe, ewakuowano ich do Iranu, skąd następnie mieli zostać przewiezieni do Afryki i wspomóc armię brytyjską. W kwietniu 1942 r., w drodze do Afryki, żołnierze z 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii spotkali przypadkiem irańskiego chłopca. Prowadził ze sobą małego niedźwiedzia brunatnego, którego matkę wcześniej zastrzelili myśliwi.

Niedźwiedź miał zaledwie rok i nie umiał jeszcze jeść samodzielnie, dlatego czekałaby go zapewne śmierć. Dlatego żołnierze zdecydowali się zwierzaka nabyć. Kupili go w zamian za konserwę wołową, tabliczkę czekolady, nóż i garść pieniędzy, co jak na tamte warunki było kwotą wysoką.

Żołnierze sprawnie zaopiekowali się niedźwiedziem. Nadano mu imię Wojtek i zaczęto karmić mlekiem przez smoczek skręcony ze szmat przymocowany do butelki po wódce. Niedźwiedź tak się do tego przyzwyczaił, że jeszcze w wieku dorosłym lubił pić napoje w ten niecodzienny sposób. Udało się też wciągnąć Wojtka na stan ewidencyjny jednostki. Opiekowano się nim bardzo troskliwie – dostawał regularnie owoce, syropy, miód i marmoladę. W zamian za dobre zachowanie dostawał czasami piwo.

Niedźwiedź Wojtek

Życie Wojtka w obozie

Szybko okazało się, że Wojtek mocno zżył się z ludźmi, a co więcej, nie lubi samotności. Często jadał z żołnierzami i wchodził do namiotów, by z nimi spać, przytulając się do nich. Ludzi się nie bał, co stało się przyczyną wielu anegdot, ale czasem również kłopotów. Wojtkowi zdarzało się wielokrotnie podkradać jedzenie i zrywać suszące się pranie. Poza tym nie zdawał sobie oczywiście sprawy, że ludzie spoza jednostki mogą się go bać.

Kiedy pojawiali się tam inni żołnierze lub cywile, wpadali w popłoch na widok niedźwiedzia swobodnie wałęsającego się lub biegnącego w ich stronę z zamiarem zabawy. Był to duży problem zwłaszcza w przypadku członkiń Pomocniczej Służby Kobiet, które musiały regularnie stykać się z niedźwiedziem. Z czasem jednak przyzwyczaiły się do obecności potężnego zwierzęcia.

Wojtek był oczywiście zwierzęciem aktywnym. Lubił jeździć ciężarówkami – na skrzyni, ale nierzadko w szoferce, co wzbudzało sensację wśród osób postronnych. Bardzo lubił też uprawiać zapasy z żołnierzami. Początkowo ludziom udawało się pokonać Wojtka, ale kiedy ten podrósł, nie mieli z nim żadnych szans. Na cud zakrawa fakt, że podczas tych zabaw nikomu nic się nie stało – niedźwiedź nigdy nikogo nie skaleczył ani nie uderzył – zadowalał się jedynie przewróceniem przeciwnika na plecy, po czym lizał go po twarzy.

Niedźwiedź Wojtek

Wojtek na wojnie

W zamian za swoje zasługi dla utrzymania morale żołnierzy Wojtek został awansowany do stopnia kaprala. Dziś można się zastanawiać, jak to w ogóle możliwe. Pamiętajmy jednak, że wszystko działo się w realiach wojennych. Żołnierze zostali oderwani od swoich rodzin, stracili je lub na zawsze pożegnali się z bliskimi. Byli oderwani od ojczyzny, której spodziewali się już nigdy nie ujrzeć.

Wielu z nich było wcześniej więzionych i torturowanych przez Sowietów. Dlatego każdy element poprawiający morale był entuzjastycznie przyjmowany przez dowództwo. Skoro niedźwiedź stał się maskotką jednostki i sprawiał, że żołnierze lepiej wykonywali swoje zadania, mniej myśleli o utraconym domu, a na ich twarzach gościł uśmiech, a samego zwierzaka uznawali niemal za kolegę z drużyny – takie gesty okazują się jak najbardziej zrozumiałe.

Monte Cassino i prawdziwa wojna

Wojtek zresztą miał okazję zetknąć się z prawdziwą wojną. 2 Korpus Polski trafił bowiem do Egiptu, a następnie do Włoch. Tam przez wiele dni Polacy walczyli z Niemcami, w tym w słynnych, krwawych zmaganiach pod Monte Cassino. Na szczęście regularnie ćwiczenia żołnierzy sprawiły, że Wojtek był oswojony z hukiem i hałasem, nie bał się tego, co działo się wokół.

Skrzynki z amunicją w łapach niedźwiedzia

Słynne stały się w tym czasie opowieści o Wojtku, który dźwigał skrzynie z amunicją. Wielu żołnierzy potwierdzało, że niedźwiedź pomagał nosić skrzynie i nigdy żadnej nie upuścił. Dlatego niedźwiedź niosący pocisk artyleryjski stał się oficjalną oznaką 22 Kampanii, która pojawiła się na samochodach i mundurach żołnierzy. Ile w tym prawdy?

Mniej popularna wersja legendy mówi, że dowódca jednostki przyłapał raz żołnierzy, którzy uczyli Wojtka noszenia skrzyń z amunicją, na co zareagował ze zrozumiałą złością – ostatecznie w skrzyniach były materiały wybuchowe! Sytuacja miała się już nie powtórzyć, niemniej historia niedźwiedzia z amunicją w łapach weszła na stałe do legend wojennych – i prawdopodobnie ta zostanie na zawsze zapamiętana.

Niedźwiedź Wojtek

Demobilizacja

Kiedy wojna oficjalnie się zakończyła, żołnierze 22 Kompanii znaleźli się w trudnej sytuacji. Komunistyczne władze prześladowały członków PSZ na Zachodzie, nie mogli więc wrócić do domów. Do 1947 r. przebywali w obozie tymczasowym w Glasgow – tam trafił z nimi również Wojtek. W czasie gdy żołnierze czekali na dalsze postanowienia w ich sprawie, snuli się po okolicy, korzystając z miejscowych barów, kin i teatrów.

Okazało się, że obecność Wojtka bardzo pomaga im przełamać nieufność miejscowych, którzy mieli już dość wojny i nieprzychylnie patrzyli na obecność obcych żołnierzy w swoim mieście. Niedźwiedź stał się ulubieńcem miejscowej prasy, zwłaszcza gdy opiekunowie zabierali go do pubów lub na przedstawienia teatralne – to ostatnie kończyło się czasem nieporozumieniami towarzyskimi, gdyż Wojtek zasypiał na przedstawieniach, głośno przy tym chrapiąc.

Wreszcie w 1947 roku przyszedł rozkaz rozformowania 22 Kompanii. Jednocześnie zapadła decyzja, by oddać Wojtka do ogrodu zoologicznego w Edynburgu, do czego doszło 15 listopada 1947 roku. Dyrektor ZOO zgodził się przy tym, by opiekować się niedźwiedziem zgodnie ze wskazówkami żołnierzy i nie oddawać go nikomu bez zgody majora Antoniego Chełkowskiego, dowódcy jednostki. Dla Wojtka było to przeżycie wyjątkowo trudne, gdyż przywykł do swobody i ludzkiego towarzystwa, jednak z racji oswojenia wypuszczenie go na wolność było już niemożliwe.

Niedźwiedź Wojtek

Smutny koniec legendy

Wojtek zamieszkał więc w klatce o powierzchni 10 m2. Musiał żyć samotnie, gdyż próby oswojenia go z innymi niedźwiedziami nie powiodły się. Jego stan psychiczny był na tyle zły, że edynburskie ZOO nie publikowało żadnych jego zdjęć z aż do 1959 r.

Wreszcie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami próbowało interweniować w sprawie zapewnienia Wojtkowi lepszych warunków. Do miasta przyjechał także ówczesny dyrektor ZOO w Gdańsku, chcąc ściągnąć niedźwiedzia do Polski – ogłosił nawet, że rozpoczęto już budowę dużego wybiegu dla zwierzęcia. Na to jednak nie zgodzili się kombatanci – dawni „towarzysze broni” Wojtka. Twierdzili oni, że Wojtek jest emigrantem tak samo jak oni, nie jest też zwykłym zwierzęciem, lecz symbolem i jako taki nie może być zawłaszczony przez „reżimowy rząd”, jak dosadnie określił to major Chełchowski.

Stan Wojtka jednak nadal był zły. Fizycznie nic mu nie dolegało, jednak jego stan psychiczny był fatalny. Dlatego dyrektor ZOO nie protestował, gdy kombatanci dość regularnie niedźwiedzia odwiedzali i nie zwracając uwagi na protesty pracowników, przechodzili przez ogrodzenie, by się z nim pobawić. Kilka dni przed śmiercią Wojtka widział jeden z kombatantów, zwracając uwagę na to, że niedźwiedź wygląda, jakby przedwcześnie się starzał. Wreszcie 2 grudnia 1962 r. Wojtek zmarł. Miał wówczas 22 lata.

Pomnik  niedźwiedzia Wojtka w Edynburgu. Pomnik Wojtka znajduje się w sercu miasta, w parku przy Princess Street

Upamiętnienia

Historia Wojtka stała się bardzo głośna, głównie w Wielkiej Brytanii i później (na skutek działań cenzury w okresie stalinizmu) w Polsce. O słynnym niedźwiedziu napisano książki – zarówno w Polsce, jak na Zachodzie. Po jego śmierci powstało wiele upamiętniających go rzeźb i tablic – również we Włoszech, gdzie przebywał oddział, którego członkiem był niedźwiedź.

Godnym wzmianki jest pomnik właśnie we włoskim Cassino, wykonany z niezwykle cennej odmiany marmuru. Powstały o nim także piosenki, głównie wojskowe, ale także turystyczne. Wreszcie w 2008 r. powstał polski fil dokumentalny na jego temat, a w 2011 – film BBC „Niedźwiedź Wojtek, polski bohater wojenny”.  Nietypowy żołnierz 22 Kompanii z pewnością nigdy nie zostanie zapomniany.

Pomnik niedźwiedzia Wojteka

Ciekawostki

  • Wojtek w sile wieku ważył 220-230 kg i mierzył 182 cm długości.
  • Na cześć niedźwiedzia browar z Conglenton wprowadził w 2012 r. do sprzedaży piwo „Wojtek”.
  • Wojtek pojawia się jako dowódca oddziału artylerii w grze „Hearts of Iron IV”.
  • W 2015 roku w Edynburgu osłonięto pomnik upamiętniający kaprala Wojtka.
  • Wojtek zmarł 2 grudnia 1963 roku w Edynburgu w wieku 22 lat. Niektóre źródła podają, że Wojtek przeżył lat 21 i jako datę jego urodzenie przyjmują nie 1941 rok, a 1942.
  • Na temat Wojtka powstały różnorodne utworzy muzyczne, między innymi „Wojtek, the bear soldier”, „Voytek the soldier bear” czy „Kapral Wojtek”.
Niedźwiedź Wojtek

Polecamy


Wybrane specjalnie dla Ciebie

6 komentarzy

  1. Niesamowite, że niedźwiedź oswoił się z hukiem artylerii i wojny. Z psami, które na co dzień przebywają z człowiekiem stworzyli taki problem, że już nawet fajerwerków nie można odpalać an sylwestra. To czemu niedźwiedź mógł a psy nie? Chore to jest z tymi sztucznymi ogniami.

    1. Bo to chore jest, ludzie się nad tymi psami rozczulają i tyle. Kiedyś to były psy – np. Szarik, który z 4 pancernymi walczył na froncie, czy pies Cywil, który służył w policji. Teraz to są mięczaki a nie psy. Brawo dla niedźwiedzia Wojtka :)! Powinien dostać medal za odwagę.

      1. Mięczaki? Wyobraź sobie jak to wygląda z ich perspektywy. Choć nie wszystkie psy boją się fajerwerków (np. na moim nie robią one wrażenia), to jednak strach u części z nich jest czymś zupełnie normalnym. Tak jak dziecko ma prawo bać się np. burzy, tak pies ma prawo bać się fajerwerków

        1. W sumie nie bardzo rozumiem tę ich perspektywę – dlaczego ma być inna od naszej. Na co dzień spotykają się z hałasem miasta, tak jak i my. Oczywiście mogą nie rozumieć, czym są fajerwerki, ale hałas towarzyszy im od szczeniaka. Podobnie jak towarzyszył bohaterowi tego artykułu, który nie bał się wystrzałów armatnich.

    2. Niedźwiedź Wojtek mógł bo był prze kozakiem. 😀 Hahah…

      A tak swoją drogą nie wszystkie psy boją się huku. Moja suczka ma totalnie wywalone na fajerwerki, nawet kiedy sąsiedzi strzelają parę metrów od niej. Normalnie może być przy tym na zewnątrz i na to patrzeć. Ale wcześniejszy pies już bał się panicznie.

      1. Może u niedźwiedzi jest tak samo jak u psów – niektóre bałyby się huku, a niedźwiedź Wojtek akurat się nie bał.
        A że Wojtek był niezły kozak, to wiadomo :xd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.