AzjaCzłowiekOpracowaniaPodróżeZwierzęta

Japonia – miejska dżungla

Japonia – dziwny jest ten świat

Ulica, zasady tokijskiej dżungli

Ulice Tokio dla potencjalnego pieszego to jedna wielka, miejska dżungla – jest wąsko, jest tłoczno, gdzieniegdzie zbyt hałaśliwie, a w okresie wiosenno-letnim nie można normalnie oddychać. Panują tu pewne widoczne zasady narzucone zarówno przez lokalne prawo jak i te, które zostały wykreowane przez samą „dżunglę” i korzystających z jej dobrodziejstw uczestników codziennego ruchu. Jednak bez względu na to, kto i co wyznaczyło schemat mniej lub bardziej dziwnych postępowań, to porządek (przynajmniej ten w ujęciu ogólnym) musi być i niewątpliwie tutaj panuje.

Policja z rzadka ma coś konkretnego do roboty, bo bez względu na to, co by się nie działo wszyscy wszędzie jakoś zdają się rozumieć, jak należy się poprawnie zachowywać. Dlatego właśnie japońskie więzienia świecą raczej pustkami, a przechadzający się po tokijskiej ulicy policjanci wywołują wciąż mniej więcej takie samo zaskoczenie, jak polska zima
w drogowcach – patrzysz, dociera do ciebie, że dane zjawisko funkcjonuje i nie do końca wiesz, jak się do tego odnieść.

Skoro już wspomniałam o porządku, to rozpocznę od tych bardziej formalnych zasad, które „rzuciły” się na mnie od razu i wypełniły mą głowę mniej lub bardziej dziwnymi spostrzeżeniami.

W Japonii ruch jest lewostronny

Kierunek ruchu w Japonii

Ruch lewostronny – koszmar dla Polaka przynajmniej na początku jego bytności w każdym „lewolubnym” kraju. Niby wiesz, że jest, jednak fakt ten przy poruszaniu wymaga od Ciebie sporej dawki skupienia, jeśli tylko pragniesz wciąż żyć. Ja zdecydowanie, wciąż jeszcze chcę i dlatego szybko się nauczyłam jak tutaj współpracować z wszelkimi pojazdami.

Ułatwiają mi to niezmienność i konsekwencja – dwa czynniki, które przypisane są na szczęście do zasad i kierunku ruchu drogowego, jednak ten pieszy do dzisiaj stanowi w Tokio dla mnie pewne wyzwanie, bo aby płynnie przemieszczać się w tym mieście, wciąż muszę niestety sprawnie lawirować między całą chmarą tych, co idą przepisowo a drugą chmarą tych, co idą pod prąd lub też lawiruję przed nagle idącym na mnie z lewej strony tłumem – nie wiadomo, dlaczego? Nie wiadomo skąd?

Japończycy są raczej zdyscyplinowani, lecz jak zwykle w każdym tłumie znajdzie się jakaś niepokorna owca. Do tego istnieje też możliwość, że owe trudności stwarzają turyści, a jest ich w Tokio zawsze sporo i w pewnym momencie po prostu bywa tak, że zwyczajnie miejsca jest brak.

Niestety często ci prawostronni podróżnicy nie zawsze wiedzą jak się odnaleźć w tym lewostronnym świecie. Osobiście uważam, że należy dołożyć wszelkich starań, by dostosować się w miarę możliwości chociażby do podstawowych, panujących w danym kraju zasad, zamiast za wszelką cenę i często całkiem bezmyślnie w dziwny sposób eksponować swoje istnienie na przekór wszystkiemu i wszystkim. Takie zachowanie niewiele kosztuje, a może znacznie umilić życie nie tylko tubylcom, ale też ułatwić wygodne poruszanie się wszystkim uczestnikom tego natężonego ruchu.

Japonia – tłumy na ulicach

Ulice „no name” i komu to utrudnia życie

Skłodowskiej – Curie, Miodowa, Wilanowska a nawet Kubusia Puchatka – oto różnorodności w nazewnictwie, jeśli chodzi o ulice w Polsce. W sytuacji, gdy przykładowo rządzącym dana nazwa się nie podoba, to uruchamiają się procedury a czasem nawet wybuchają afery, gdy tylko dokonuje się zmiana podyktowana czyimiś przekonaniami, niechlubną historią, czy też zwykłym powiewem wiatru.

Tokio nie ma takich kłopotów. Tutaj ulice mają numery, a dokładniej każda z nich posiada różniący się ciąg liczb, na przykład 7-5-14. Często też domy jednorodzinne nie posiadają numerów i wówczas cała ulica jest 7-5-14. Wszyscy powinni wówczas polegać na tabliczkach z nazwiskami. Mój dom jest taką tabliczką oznaczony, a dostawcy i tak „latają” po całej ulicy dosłownie jak z pęcherzem – wszystko po to, żeby odnaleźć odbiorcę. Zawsze ciężko jest patrzeć, jak gorączkowo próbują namierzyć właściwe miejsce dostawy – zestresowani zupełnie tak, jakby pracowali na czas.

Taksówki w Japonii

Taksówki w Japonii

Zauważyłam, że taka sytuacja utrudnia też nieco pracę tokijskim taksówkarzom. Mimo, że mapa włączona oni zawsze i tak sprawiają wrażenie jakby nigdy nie wiedzieli jak dojechać do celu. W ogóle taksówki w Tokio, to jak dla mnie niezły kabarecik. Zacząć należy od tego, że w Polsce mamy tylko taksówki, a w Tokio są aż taksówki. O co chodzi?

Otóż jak zwykle tutaj, chodzi o przerost formy nad treścią, bo nigdzie na świecie nie widziałam tapicerki takiego pojazdu „przyodzianego”
w śnieżnobiały, ażurowy obrus – tak nazwałam tę tkaninę, ponieważ do dnia dzisiejszego wciąż mam te same skojarzenia. Otóż, gdy za każdym razem wsiadam i jadę i widzę takie pokrowce, to czuję się jakbym cofnęła się w czasie. Wyobrażam sobie wtedy, że jestem na przyjęciu z lat trzydziestych, gdzie olbrzymi stół wita gości odświętnie przystrojony taką ażurową płachtą, a ja zasiadam do podniosłej wieczerzy.

Dodatkowo z tej ułudy nie pozwala mi wyjść sam kierowca, który bardzo często swym wyglądem śmiało przypominać może kamerdynera – biała koszula, krawat, czarny garnitur a do tego, uwaga… białe rękawiczki! I teraz taki ktoś podjeżdża po ciebie, wychodzi, kłania ci się w pas, pomaga ci się wtarabanić do środka… w końcu zastanawiasz się, gdzie jesteś i co w ogóle jest grane?

Japonia

Ja to nawet nie mam nic przeciwko tego typu wytwornościom, no bo lepsze coś takiego niż bród, smród i tak zwane ubóstwo podczas przejazdu, za który jeszcze musisz zapłacić. Jest tylko jedna rzecz, która mnie „rozwala” – drzwi! Nienawidzę drzwi taksówek w Tokio, które są automatyczne i steruje nimi „kamerdyner”. Fakt, nie musisz wcale ich dotykać – same się otwierają i same się też zamykają, więc jest bardzo wygodnie. Problem jednak polega na tym, że otwierają się i zamykają tylko z jednej strony i jeśli jedziesz w dwie osoby, to druga wysiadająca zawsze musi się gramolić przez całą długość siedzenia – jakoś ciągle na mnie pada, jeśli tylko jadę z mężem.

Pewnego razu postanowiłam dla odmiany, że zmierzę się przy wysiadaniu z najbliższą mi klamką i podjęłam próbę siłowego otwarcia takich drzwi – przez dłuższą chwilę konsekwentnie się z nią szarpałam, jednak z marnym skutkiem. Mój kierowca cierpliwie odczekał swoje i gdy tylko się poddałam, jednoznacznym gestem wskazał kierunek wprost do przypisanego mi wyjścia.

Japonia

Porządkowe służby uliczne w Japonii

Wszyscy się chyba ze mną zgodzą, że wszelkie uliczne prace budowlane, czy też remontowe stanowić mogą całkiem realne zagrożenie dla poruszających się w ich obrębie ludzi. Ulice Tokio, które słyną z tego, że są zatłoczone i niezbyt obszerne, dodatkowo nie stronią od wszelkiej przebudowy, rozbudowy bądź też stawiania w środku miasta nowych budowli od podstaw.

Te wszystkie przemiany dokonują się każdego dnia w niezliczonych miejscach Tokio i dokonują się bez większych przeszkód w samym środku tego jakże wciąż wzmożonego ruchu. Jest to zasługa służb porządkowych występujących zazwyczaj w postaci kilku „gości” w kaskach lub czapkach, służbowych uniformach przypominających mundury, a i nierzadko też pracujących w białych rękawiczkach.

Osoby te za każdym razem (bezustannie), gdy tylko ktoś podchodzi do strefy przebudowy, wyznaczają głębokim ukłonem i gestem dłoni bezpieczny ciąg komunikacyjny – niczym policjant drogówki jasno pokazują, kiedy można przejść a kiedy należy się zatrzymać.  Deszcz nie deszcz, zima czy lato oni stoją wciąż tak samo ubrani i co rusz kłaniając się dbają o bezpieczeństwo potencjalnego przechodnia.

Tego typu osoby upłynniają też ruch w newralgicznych częściach miasta. Pilnują, aby ludzie nie zadeptali się na schodach w godzinach szczytu lub wpychają o poranku w białych rękawiczkach do wagonów metra kogo tylko się da i można by ich zgłosić do rekordu, bo w „ukiszaniu” ludzi mają naprawdę zaskakujące rezultaty.

Tak, czy inaczej jestem pełna podziwu. Nie wnikam w metro, bo bardzo ciężko w to wniknąć, gdy nie ma się japońskiego mózgu, ale gdy za każdym razem mimo muru/płotu oddzielającego wszelkie prace remontowe od reszty miasta (co jest oczywiste) widzę kogoś, kto dodatkowo dba o bezpieczeństwo, to czuję się zwyczajnie zaopiekowana. Mam jakąś pewność, że nic mi nie spadnie na głowę i nic mi się na nią nie zawali – dobrze jest się codziennie poruszać po Tokio z tą jakże optymistyczną świadomością.

Jednak ulice wielkich miast to nie tylko zasady, przepisy, reguły to też ludzie mknący w przeróżne miejsca każdego dnia. Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej patrząc moimi oczami o tym, jak inny od naszego jest czasem tokijski tłum, jak bardzo różnią się od naszych ulice Tokio? Jeśli tak, to zapraszam na kolejne artykuły.

Leila

Japonia

Polecamy

Tagi

Wybrane specjalnie dla Ciebie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.