AfrykaGeografiaOpowiadaniaPodróże

Afryka – w kraju przylądkowym

Afryka oczami Ludwika

Na krańcu Afryki

Afryka dla wielu osób zaczyna się od sawanny, słoni, lwów i wielkich stad zwierząt. Nasza wyprawa zaczyna się jednak inaczej – na krańcu kontynentu, w miejscu, gdzie spotykają się góry, ocean i niezwykła różnorodność przyrody.

Pierwszy etap prowadzi przez Kraj Przylądkowy, okolice Kapsztadu i Półwysep Przylądkowy. To tutaj, zanim ruszymy dalej w stronę wielkich parków narodowych i afrykańskiego safari, poznamy zupełnie inne oblicze południowej Afryki – pełne surowych krajobrazów, nadmorskich klifów i zwierząt, których nie spodziewalibyśmy się spotkać w pobliżu wielkiego miasta. Zapraszamy do pierwszej relacji z wyprawy.

Afryka – Orientacyjna mapa 1 Etapu podróży

Karta wyprawy

  • Etap: 1
  • Kraj: Republika Południowej Afryki
  • Region: Kraj Przylądkowy (Western Cape)
  • Początek wyprawy: Kapsztad (Cape Town)
  • Odwiedzone miejsca: Kapsztad, Góra Stołowa (Table Mountain), Park Narodowy Góry Stołowej (Table Mountain National Park), Półwysep Przylądkowy, Przylądek Dobrej Nadziei, Cape Point, Boulders Beach w Simon’s Town, Chapman’s Peak Drive, Hermanus
  • Pierwsze spotkania z afrykańską przyrodą: góralek, pingwiny, pawiany, uchatki, wieloryby
  • Największe zaskoczenie: góralek skalny
  • Najbardziej wyczekiwane spotkanie: pingwiny na Boulders Beach.

Odwiedzamy krainę pomiędzy oceanami

Tu wiele miejsc bardzo dobrze się nazywa. Nazwy rymują się z tym, co brzmi znajomo dla europejskiego ucha, a poza tym z reguły nietrudno się domyślić, o czym do nas mówią.

Camps Bay to pewnie coś rozłożonego nad zatoką.  Sea Point naprowadza na myśl,  że morze odgrywa rolę w scenerii miasta. Clifton sugeruje jego zamożną część, kojarząc się z prywatnymi szkołami dawnej Anglii.

Witajcie w Kapsztadzie, czyli Cape Town: Mieście Krańca? Mieście Przylądka? Nie sprawdzam, jak mogłoby to być przetłumaczone, bo w jednym z najpiękniejszych miast świata nie ma co zużywać zbyt wiele czasu i energii na dokładność w terminologii.

Kapsztad jest bowiem miastem  na pograniczu  muzyki (płynącej z oceanu), obrazu (wystarczy się rozejrzeć po wzgórzach) i poezji (trzeba tylko poświęcić mu chwilę rozmowy z przyjaciółmi, może być z kieliszkiem wina, przed pójściem spać. Jest końcem a zarazem początkiem drogi, bo do najbliższego lądu Antarktydy trzeba przebyć jeszcze prawie cztery tysiące kilometrów.

Ale dość na temat miasta, przecież miało być o wspaniałościach fauny na południu Afryki.  I trochę też o florze tej części kontynentu. Miało być zatem przede wszystkim o parkach narodowych, bo przecież to tam zachowane są najbardziej zachwycające okruchy – niestety, już tylko okruchy – świata zwierząt.

Pierwsze spotkania z dziką Afryką

W gruncie rzeczy nie aż tak bardzo odbiegliśmy od tematu. Kapsztad jest otoczony przyrodą i parkiem narodowym do tego stopnia że są one częścią tkanki miasta.

Status parku narodowego ma obszar Góry Stołowej, tworzącej niepowtarzalne piękno miasta. I Kiedy zaś wyjedziemy z miasta na południe,  w stronę Przylądka Dobrej Nadziei i Cape Point, czyli najdalej na południe wysuniętego cypla, po niedługiej podróży  dotrzemy do drugiej części parku narodowego Góry Stołowej.

Gwoli wyklarowania obrazu tych wszystkich przylądków: Przylądek Dobrej Nadziei nie jest najdalej na południe wysuniętą częścią lądu, lecz najdalej na południowy-zachód; ale i Cape Point nie jest czymś tak w ogóle najbardziej południowym w Afryce, bo takim punktem  jest Przylądek Igielny, jakieś 150 km na wschód. Tam, gdzie według kryteriów geograficznych Ocean Atlantycki łączy się z Indyjskim.

Park należy do grupy parków zarządzanych przez SAN Parks – ale nie wszystkie parki narodowe w RPA podlegają tej administracji, na przykład inna organizacja zarządza najstarszym parkiem RPA, Hluhluwe – iMfolozi, w którym  będziemy za kilka dni.

W godle i logo SAN Parks znajduje się poroże antylopy kudu. Zaraz po przekroczeniu bramy parku widzimy sporych rozmiarów antylopę, przebiegająca przez fynbosowe zarośla. Nie jest to na pewno kudu, bo jeszcze nie widziałem kudu w kolorze rudawo-brązowym. W każdym razie jest to coś dużego i poruszającego się zdecydowanie, bez wykazywania lęku przed ludźmi. A jeśli nawet jest to lęk, to przejawiany dostojnie.

Podobne artykuły

Ten tajemniczy antylopi osobnik to nie wszystko. Wcześniej, po wjechaniu kolejką na Górę Stołową, pokazał się góralek abisyński – w języku miejscowym zwany dassie. Prawie jak Joe Dassin.

Góralek upoważnia do takich ekscentrycznych  skojarzeń, bo on sam jest dość ekscentryczny. Jest mianowicie bliskim krewniakiem słonia. bliskim krewniakiem słonia.

Wagowo to zupełnie inna kategoria niż słoń. Góralek jest wielkości, z grubsza, zająca, tyle że sprawia wrażenie bardziej od zająca wypasionego. Podejrzewam, że na tutejszej roślinności, bo na czym innym?

Dassie wyglądają pociesznie lub sympatycznie, kto jak woli, ale napisy widoczne w miejscach ich gromadzenia się ostrzegają, że góralek potrafi ugryźć człowieka. To kolejna  różnica w porównaniu ze słoniem.

Nie istnieje za to ryzyko stratowania przez góralka, podczas gdy jak wiadomo, ze słoniami nie ma w tej materii niczego pewnego, zwłaszcza gdy zaczynają wachlować uszami.

Foki, pingwiny i pawiany Półwyspu Przylądkowego

Między Kapsztadem a początkiem jednej z najbardziej malowniczych nadmorskich tras – Chapman’s Peak Drive – wypatrujemy fok. Widzimy je na skałach przy brzegu, choć oczywiście nie mam pewności, czy z profesjonalnego punktu widzenia wszystkie te zwierzęta należałoby tak właśnie nazwać.

Dla mnie to, co jest ciemne, długie, świetnie pływa i potrafi godzinami wylegiwać się na lądzie, jest foką.

Ale uwaga – w tym zakątku kontynentu można spotkać coś, co również pływa i również odpoczywa na brzegu, a jednak foką zdecydowanie nie jest. To pingwin.

I właśnie pingwiny są jednym z największych hitów jednodniowego objazdu Półwyspu Przylądkowego.

Są też foki, wypatrzone na skałach między Cape Town a początkiem jednego z najbardziej malowniczych nadmorskich przejazdów, czyli Chapman’s Drive. Oczywiście nie mam pewności, czy z profesjonalnego punktu widzenia były to foki , bo dla mnie to co jest czarne, długie, świetnie pływa lub wyleguje się na lądzie, jest foką.

Ale uwaga, w tym zakątku kontynentu może być coś, co też się wyleguje a poza tym świetnie pływa, a na pewno nie jest foką, ponieważ jest pingwinem.

I to właśnie jest hit jednodniowego objazdu półwyspu. Pingwiny z Kraju Zachodnioprzylądkowego nie są zbyt wielkie. Pingwin cesarski pod względem wzrostu  bije afrykańskiego na głowę, a raczej na dwie lub trzy głowy. Ale za to stoją na tylnych łapach jak prawdziwe pingwiny.

Znane z literatury i filmów dla dzieci, i nie tylko dla dzieci. Na lądzie czują się jako tako, natomiast jak prawdziwe ryby poczynają sobie w wodzie, korzystając z dobrodziejstwa zimnego prądu Benguelskiego.

Prawdziwy pingwin bowiem zimna się nie boi. Wręcz przeciwnie. A gdy w powietrzu robi się cieplej, chłodzi się dzięki różnym udogodnieniom  anatomicznym. Jak na przykład ubarwionej na czerwono łatce nad okiem, służącej do obniżania temperatury krwi.

Kolonia pingwinów afrykańskich na plaży z głazami (Boulders’ Beach) w miasteczku St. Simon jest jedną z siedmiu takich kolonii. Dobrze, że jest ich siedem, bardzo niepokojące, że tylko tyle. Na szczęście pingwiny z Boulders’ Beach nadal się rozmnażają.

Pawiany czakma by Daria Sobolewska

Pawian czakma by Daria Sobolewska

I oczywiście babuny, czyli baboons, czyli chyba poprawnie byłoby powiedzieć, że pawiany. Sam mówię na te małpy babuny i trudno byłoby mi to zmienić. Są to bestie dość groźne, zwłaszcza gdy wyczują że człowiek ma przy sobie lub  w otwartym samochodzie coś nadającego się do zjedzenia. Ale nie chodzi jedynie o pożywienie.

Wiele lat temu widziałem zdjęcie w południowoafrykańskim magazynie,  którego autor uchwycił walkę babuna z lwem. Babun ma kły i potrafi się nimi posługiwać, wspierając się kocią – tfu, małpią – zręcznością. Nic dziwnego, na półwyspie parku narodowego Góry Stołowej pełno jest tablic ostrzegających przed babunami. A także informującymi, że są to groźne zwierzęta, nie żadne tam poczciwe małpy.

Co prawda, moje osobiste doświadczenie jest raczej takie, że babun jakby złagodniał. Maszeruje obok ludzi nie zwracając na nich uwagi. A nawet zachowując ostrożność. Tak jakby w babunim plemieniu zapadła decyzja, że teraz trzeba pokazać inne niż dotąd maniery. W imię czego miałoby tak się stać, nie wiem, ale jeśli hipoteza  jest trafna, to stoi za tym na pewno jakiś cel. Babun nie zachowuje się przyzwoicie, jeśli nie ma ku temu konkretnego, pragmatycznego powodu.

W poszukiwaniu wielorybów

Czas jechać dalej. Przez Clarens Drive, z którego warto wypatrywać wieloryby, i gdzie nie było ani jednego. I przez Hermanus, gdzie teoretycznie powinno być ich sporo, a był dokładnie jeden. W dodatku niebyt aktywny. Ale zobaczenie wieloryba, nawet takiego któremu nie chce się wyskoczyć nad powierzchnię oceanu, demonstrując przy tym tylną płetwę, i tylko czasem pokaże pysk (o ile wieloryb ma pysk) i płetwę grzbietową oraz wypuści fontannę – dostarcza zawsze mocnych wrażeń.

Wyprawa dotrze nazajutrz w okolice parku narodowego Addo. Tam spodziewamy się zobaczyć grubego, lądowego zwierząt. Co z tego wynikło, napiszę Państwu w następnej relacji.

Ludwik Sobolewski
prawnik, przedsiębiorca, autor


Kraj Przylądkowy – kraina między oceanami

Południowo-zachodni kraniec Afryki jest miejscem wyjątkowym. Tutaj spotykają się dwa wielkie światy – suche wnętrze kontynentu oraz wilgotne wybrzeże dwóch oceanów. Region wokół Kapsztadu wyróżnia się niezwykłą różnorodnością krajobrazów: od skalistych gór i klifów po wybrzeża Atlantyku oraz jedną z najbardziej niezwykłych formacji roślinnych świata – fynbos.

Serce tego krajobrazu stanowi Góra Stołowa, charakterystyczne pasmo górskie górujące nad Kapsztadem. Obecnie jej okolice chronione są w ramach Parku Narodowego Góry Stołowej, który obejmuje również tereny Półwyspu Przylądkowego wraz z okolicami Przylądku Dobrej Nadziei.

Historia tego miejsca od wieków związana była z położeniem na jednej z najważniejszych morskich tras świata. Zanim powstał współczesny Kapsztad, wybrzeże zamieszkiwali między innymi przedstawiciele ludów Khoisan. W XVII wieku okolice zatoki stały się ważnym punktem zaopatrzeniowym dla europejskich statków płynących między Europą a Azją.

Dzisiaj region jest jednym z najważniejszych przyrodniczo obszarów RPA. Niewielki obszar wokół Kapsztadu należy do światowych centrów różnorodności biologicznej – szczególnie dzięki fynbosowi, w którym występują tysiące gatunków roślin, wiele z nich niespotykanych nigdzie indziej.

To właśnie tutaj rozpoczyna się nasza wyprawa przez południową Afrykę – zanim ruszymy dalej ku krainie słoni, nosorożców i wielkich parków narodowych.

Zwierzęta spotkane podczas 1 etapu wyprawy

Góralek skalny (Procavia capensis)

Niewielki góralek skalny to jedno z najbardziej zaskakujących zwierząt południowej Afryki. Choć wyglądem przypomina dużego gryzonia, jego najbliższymi współczesnymi krewnymi są… słonie i brzegowce (syreny).

Góralki świetnie wspinają się po skałach, dlatego można je często spotkać na zboczach gór, w tym na Górze Stołowej w Kapsztadzie. Większość dnia spędzają na wygrzewaniu się w słońcu i odpoczynku, ale potrafią być bardzo czujne – mimo sympatycznego wyglądu pozostają dzikimi zwierzętami.

Góralek skalny (Procavia capensis)

Pingwin przylądkowy (Spheniscus demersus)

Pingwin przylądkowy jest jedynym współcześnie żyjącym gatunkiem pingwina rozmnażającym się w Afryce. Jego kolonie znajdują się wzdłuż wybrzeży Namibii i Republiki Południowej Afryki, a jedna z najbardziej znanych mieści się na Boulders Beach w Simon’s Town. Wbrew skojarzeniom z lodowymi krainami żyje na wybrzeżach południowej części Czarnego Lądu, korzystając z chłodnych wód Prądu Benguelskiego.

Kolonia na Boulders Beach w Simon’s Town jest jednym z najbardziej znanych miejsc obserwacji tych ptaków. Jest to jednak także symbol problemów, z którymi mierzy się gatunek – liczebność pingwinów afrykańskich w ostatnich dekadach gwałtownie spadła.

(Więcej o pingwinach afrykańskich w osobnym artykule → Pingwiny – królowie Antarktydy)

Pingwin przylądkowy (Spheniscus demersus)

Pawian czakma (Papio ursinus)

Pawian czakma jest jednym z najbardziej charakterystycznych mieszkańców południowej Afryki. To duża i inteligentna małpa, żyjąca w złożonych grupach społecznych, w których relacje między osobnikami mają ogromne znaczenie. Potrafi żyć zarówno na obszarach dzikich, jak i w pobliżu ludzi.

W Parku Narodowym Góry Stołowej pawiany są stałymi mieszkańcami krajobrazu. Choć często wyglądają spokojnie, są silnymi zwierzętami i mogą być niebezpieczne, szczególnie gdy próbują zdobyć jedzenie pozostawione przez ludzi.

Pawian czakma (Papio ursinus)

Kotik karłowaty, uchatka karłowata (Arctocephalus pusillus)

Zwierzęta obserwowane na skałach między Kapsztadem a wybrzeżem Chapman’s Peak Drive nie były fokami, lecz najprawdopodobniej uchatkami karłowatymi. W polskiej literaturze spotykana jest również nazwa kotik karłowaty.

Uchatki karłowate są największymi przedstawicielami uchatkowatych występującymi na południowej półkuli. W przeciwieństwie do fok właściwych mają widoczne małżowiny uszne oraz potrafią podpierać ciało przednimi kończynami podczas poruszania się po lądzie.

Wzdłuż wybrzeży południowej Afryki można obserwować je odpoczywające na skałach oraz polujące w wodzie.

Kotik karłowaty, uchatka karłowata (Arctocephalus pusillus)

Wieloryby u wybrzeży Kraju Przylądkowego

Wody południowej Afryki są ważnym obszarem występowania wielu gatunków waleni. Szczególnie znane są okolice Hermanus, gdzie w odpowiednim sezonie można obserwować wieloryby bardzo blisko brzegu.

Jednym z najczęściej spotykanych gatunków jest wal południowy (Eubalaena australis), który przybywa tu w celach rozrodczych. Wzdłuż wybrzeża pojawiają się również inne wieloryby, między innymi humbaki (Megaptera novaeangliae).

Nawet krótkie spotkanie z wynurzającym się zwierzęciem – widok grzbietu, płetwy czy charakterystycznego wydechu – pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych doświadczeń podczas podróży wzdłuż afrykańskiego wybrzeża.

 (Więcej o wielorybach w osobnym artykule → Walenie)

Wieloryby u wybrzeży Kraju Przylądkowego

Sasebi przylądkowy (Damaliscus pygargus)

Pierwsza duża antylopa zauważona po wjeździe do Parku Narodowego Góry Stołowej pozostała dla uczestników wyprawy nierozpoznana. W regionie tym występuje kilka gatunków antylop związanych z charakterystyczną roślinnością fynbos.

Jednym z nich jest sasebi przylądkowy (Damaliscus pygargus pygargus), znany również pod nazwą bontebok. Ten podgatunek jest związany przede wszystkim z południowo-zachodnią częścią Republiki Południowej Afryki i był w przeszłości silnie zagrożony wskutek polowań oraz utraty siedlisk.

Sasebi przylądkowy (Damaliscus pygargus)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button