MENU

by • 28 marca 2020 • Ssaki, Wymarłe, ZwierzętaKomentarz (1)1115

Thylacoleo, czyli osobliwy pożeracz kangurów

Król torbaczy był tylko jeden!

Thylacoleo carnifex

Podobnie jak obecnie, plejstoceńska Australia była odizolowana od pozostałych kontynentów, miała już wytworzoną unikalną faunę, której nie można było porównać do żadnej na Ziemi. Australijskie terytoria przemierzały torbacze znacznie bardziej okazałe od tych, które znamy z czasów współczesnych.

Ludzie, którzy przybyli do Australii mogli napotkać ogromnych krewnych wombatów mogących osiągnąć wagę nawet 3 ton (diprotodony), wysokie na 2 m kangury krótkopyskie (procoptodony), czy genyornisy, wielkie nieloty. Tak jak lew uzyskał miano króla sawann, a szczupak tytułowany jest jako król jeziora, tak za króla plejstoceńskiej Australii bezsprzecznie uznać należy thylacoleo carnifex, czyli lwa workowatego, największego drapieżnego ssaka zamieszkującego najmniejszy kontynent na Ziemi i w mojej ocenie najciekawszego spośród torbaczy.

Torbacze, czyli dokładnie kto?

Bohater dzisiejszego wpisu jest bezsprzecznie ssakiem. Jednakże kilka cech jego anatomii pozwala stwierdzić, że nie przypomina on bardzo ludzi, psów, krów, czy myszy. Lew workowaty był torbaczem, czyli należał do jednej z trzech obecnie żyjących linii ewolucyjnych ssaków. Pierwszą z nich stanowią stekowce, które nie zatraciły konieczności składania jaj (należą do nich współcześnie żyjące dziobaki i stekowce).

Drugą grupę stanowią torbacze, a trzecią ssaki łożyskowe, do których należą także ludzie. Bez wątpienia to właśnie łożyskowcom udało się zdominować naszą planetę, a stekowce i torbacze przetrwały tylko w miejscach odizolowanych lub zajęły nisze ekologiczne przyporządkowane niewielkim zwierzętom. Obecnie tę dominację obserwujemy na wszystkich kontynentach poza Australią.

Niegdyś torbacze szeroko występowały w Ameryce Południowej, która przez bardzo długi czas również była odizolowana od pozostałych lądów. Przedstawicielem latynoamerykańskich torbaczy był opos, którego zdolność przetrwania zaprowadziła nawet do Ameryki Północnej podczas wielkiej wymiany fauny obydwu kontynentów. Przypadek oposa jest jednak jednostkowy, a najciekawsze i największe torbacze mogły wyewoluować jedynie w izolacji od lepiej przystosowanych pobratymców z łożyskiem.

Linie ewolucyjne ssaków.

Jak sama nazwa wskazuje, torbacze wyróżnia posiadanie torby, w której przebywają ich młode. Ciąża trwa krótko, a dziecko rodzi się w bardzo wczesnej fazie rozwoju. Dalsze dojrzewanie odbywa się już we wspomnianej torbie. Nie mamy do czynienia zatem z łożyskiem, w którym my, psy, czy słonie chowają swe młode przed porodem.

Szczękowy rekordzistwa

Najstarsze szczątki thylacoleo pochodzą sprzed 1.6 mln lat, po raz ostatni pojawia się on zaś w zapisie kopalnym 46 tys. lat temu. Topowego drapieżnika tamtych czasów mogliśmy zatem oglądać stosunkowo niedawno.

Lew workowaty miał ciało długości 1,5 m i ważyć mógł nawet 160 kg. Te wymiary czynią go największym mięsożernym torbaczem wszechczasów. Nie jest to jedyna przewaga tego zwierzęcia nad pozostałymi drapieżnikami Australii w plejstocenie. Kluczem do sukcesów tego ssaka była specjalizacja. W czym thylacoleo był unikalnym torbaczem ? W uzbrojeniu, a więc w kwestii uzębienia oraz pazurów.

Nasz bohater był właścicielem oryginalnego uśmiechu. Thylacoleo miał powiększone siekacze na szczęce górnej oraz na żuchwie. Po obu stronach szczęk rozciągały się zaostrzone przedtrzonowce. Uderzające o siebie dolne i górne zęby działały jak wielkie nożyce i były idealnie przystosowane do odrywania kawałków mięsa. Dwa ostrza to jednak nie wszystko. Thylacoleo miał również niezwykle silne i duże mięśnie szczękowe. Ten atrybut dawał mu najsilniejszy zacisk szczęk w świecie ssaków. Lew workowaty, który ważył 101 kg, miał ugryzienie, które było równie silne, jak ugryzienie współczesnego lwa ważącego 250 kg. Ta zdolność pozwalała mu miażdżyć nie tylko mięso, ale i kości.

Czaszka thylacoleo carnifex.

Kolejnym istotnym atrybutem thylacoleo były jego pazury. Otóż tak jak u kotów, mógł on je chować. Kotowate posiadły tę cechę, by zapobiec niszczeniu pazurów podczas pogoni za ofiarą. Najpewniej dlatego właśnie wykształcił je również lew workowaty.

Wspólnego przodka lwa i naszego bohatera szukać należy, bardzo zagłębiając się w drzewo genealogiczne ssaków, prawdopodobnie docierając do czasów dinozaurów. Dlatego właśnie wysuwane pazury można uznać za cechę powstałą na zasadzie ewolucji konwergentnej. Polega ona na pojawieniu się tych samych cech anatomicznych u dwóch organizmów, które nie są ze sobą blisko spokrewnione, a nawet żyją na oddalonych od siebie kontynentach. Australia nie mogąc liczyć na panowanie wielkich kotów u siebie, stworzyła sobie własny odpowiednik lwów i tygrysów. Tylko że z torbą.

Thylacoleo atakujący diprotodona.

Kto mógł zostać pożarty?

Najprawdopodobniej thylacoleo był najskuteczniejszym i najlepiej przystosowanym drapieżnikiem plejstoceńskiej Australii. Co prawda dzielił swoje panowanie z olbrzymimi waranami oraz krokodylami, ale te mniej inteligentne zwierzęta nie stanowiły dla niego realnej konkurencji. W szczególności wyróżniał go sposób polowania. Ten masywnie zbudowany drapieżnik z pewnością nie preferował pościgu za ofiarą. Jego budowa wskazuje bardziej na polowanie z zaskoczenia. Wydaje się również, że mógł on wspinać się na drzewa podobnie jak współczesne lamparty. Możliwy był zatem scenariusz, że lew workowaty zeskakiwał z drzewa na niczego sobie nieuświadamiającą ofiarę i zabijał ją w krótkim czasie morderczym ugryzieniem.

Nie mamy bezpośrednich dowodów na to, którzy przedstawiciele roślinożernej fauny byli jego ulubioną zdobyczą. Z uwagi na uprzywilejowaną pozycję thylacoleo w łańcuchu pokarmowym, wydaje się, że nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Pewne jest jednak, że ofiarą drapieżnika padały zwierzęta, które zamieszkiwały tereny leśne, co poniekąd doprowadza do wniosku, że lew workowaty unikał pustkowi.

Warty uwagi jest fakt, że w legendach aborygeńskich, którzy byli pierwszymi ludźmi, którzy dotarli do Australii thylacoleo mógł zagrzać bardzo nietypowe miejsce. Otóż w podaniach tego ludu funkcjonuje potwór o nazwie „drop bear”. Przypominał on wielkiego mięsożernego koalę, który atakował poprzez zeskoczenie z drzewa na ofiarę. Istnieje hipoteza, że pojawienie się tego stworzenia w mitach to wspomnienie po spotkaniach pierwszych Australijczyków z lwami workowatymi. Znaleziona została nawet rycina naskalna, która przedstawia zwierzę łudząco przypominające thylacoleo stojące na drzewie. Możliwe, że w jadłospisie naszego bohatera znajdowali się nawet ludzi, a pamięć o tym drapieżniku była na tyle silna, że na stałe zagrzała miejsce w legendach.

Rycina naskalna przedstawiająca thylacoleo atakującego człowieka.

Jak wyginął najbardziej śmiercionośny miszkaniec krainy kangurów?

Wielokrotnie już przedstawiałem hipotezy, które miałyby uzasadniać wymarcie jakiegoś gatunku. W większości przypadków za zniknięcie przedstawicieli megafauny odpowiadać mogą dwa czynniki. Pierwszym są zmiany klimatyczne, drugim zaś działalność i ekspansja gatunku ludzkiego. Niejednokrotnie za wyginięciem gatunków roślin i zwierząt stała kombinacja obydwu powyższych czynników.

W przypadku lwa workowatego dostrzegamy jednak pewien plus. Nie jesteśmy bowiem pewni, co ostatecznie go zlikwidowało, co może skłaniać do debaty. Nikogo nie powinien zaskoczyć fakt, że wyboru dokonać musimy pomiędzy klimatem, a nami.

Pierwsi ludzie dotarli do Australii około 60 tys. lat temu. Zapewne w krótkim czasie bezpardonowo rozpoczęli polowania na duże zwierzęta roślinożerne. Stali się zatem nowym drapieżnikiem na kontynencie, który zajął miejsce lwów workowatych na szczycie łańcucha pokarmowego. Bezpośrednia konkurencja i wytrzebienie zwierzyny mogły przyczynić się do zniknięcia thylacoleo.

Inna teoria głosi, że wraz z ociepleniem klimatu zredukowana została liczba australijskich lasów. Drapieżnik taki jak thylacoleo polował z zaskoczenia. Zaczajał się na ofiarę i atakował, gdy znajdowała się w odpowiedniej odległości i nie miała już szansa na ucieczkę. Wraz ze wzrostem temperatury malała liczba drzew i krzewów, w których zwierzę mogło się ukryć. Potencjalne ofiary mogły bez trudu spostrzec zbliżające się niebezpieczeństwo i uciec, pozbawiając tym samym lwa workowatego elementu zaskoczenia. Przyczyną zniknięcia gatunku mógł być zatem głód.

Thylacoleo carnifex.

Thylacoleo carnifex to kolejny majestatyczny drapieżnik, które mógł budzić strach wśród zwierząt i ludzi z nim współistniejących. Jest to również kolejne zwierzę, które nie dotrwało do dziś. Jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że o jego trybie życia i zwyczajach nie informuje nas wyłącznie zapis kopalny, ale również naskalne malowidła i ludowe podania. Zarówno Aborygeni, jak i kangury, a nawet ludzie łapiący krokodyle gołymi rękami mogą spać spokojnie. Najmocniejszego ugryzienia w świecie ssaków już nikt nie poczuje. Szkoda, lew workowaty mógłby być świetnym bohaterem horrorów.

Stay tuned!

Podobne artykuły

1 odpowiedź do: "Thylacoleo, czyli osobliwy pożeracz kangurów"

  1. Lukeon napisał(a):

    Fajny , rzeczowy artykuł

Dodaj komentarz

Pokaż, że jesteś człowiekiem * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

DinoAnimals.pl - Dinozaury, animals, świat zwierząt i roślin