MENU

by • 1 lutego 2020 • Ssaki, Wymarłe, Zwierzęta6 komentarzy1088

Entelodont – taka „świnia” z przeszłości

Czy można było niegdyś być zjedzonym przez świnię? A jakże!

Dorosły enetelodont.

Dlaczego to dobrze, że nigdy nie mieliśmy okazji natknąć się na entelodonta?

Pierwszy rzut oka na któregokolwiek z członków rodziny Entelodontiae i wnioski nasuwają się same. Przed naszymi oczami stoi olbrzymia, monstrualna i przerażająca świnia. Ewolucja jednak lubi wprowadzać w błąd pobieżnie spoglądających na jej produkty. Czy potoczne miano „piekielne świnie”, które nadali entelodontom ludzie rzeczywiście znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Większość naukowców jest zdania, że entelodonty świniami nie były. Spokrewnione były bliżej z hipopotamami i waleniami. Niektórzy mogą się zdziwić, gdyż to podobieństwo do świń jest łudzące, podczas gdy hipopotam, czy delfin wyglądają zgoła odmiennie. Wytłumaczenia doszukiwać należy się w terminie „ewolucja konwergentna”. Co oznacza ta fachowa nazwa? Otóż najprościej ujmując, chodzi o wykształcenie podobnych cech zachowania czy anatomii u kilku różnych grup organizmów, które przystosowują je do określonego trybu życia lub warunków środowiska.

Nierzadko konwergencja wystąpić może u zwierząt, które żyją w dwóch oddalonych od siebie miejscach na Ziemi i nigdy nie miały okazji się spotkać. Najlepszym przykładem wydają się podobne cechy budowy ciała delfinów i wymarłych ichtiozaurów, czyli przedstawicieli gromad ssaków i gadów, które w identyczny sposób przystosowały się do życia w wodzie. Ich anatomia wysyła obserwatorom jasny przekaz: szybko pływam, poluję na mniejsze organizmy wodne i nie wychodzę na ląd. Paleontolodzy są zdania, iż spoglądając na entelodonty i świnie mamy przed sobą właśnie przykład konwergencji. Można śmiało stwierdzić, że skala wszystkożerności i chrumkania jest jednak diametralnie różna. Zapraszam na bliższe spotkanie z entelodontami, w szczególności z najpotworniejszym z nich – daeodonem!

Delfiny i ichtiozaury, czyli czołowy przykład konwergencji.

Kiedy entelodonty terroryzowały świat?

Entelodonty spotkać mogliśmy w Azji, Europie oraz Ameryce Północnej. Istnieją teorie, że te zwierzęta pojawiły się na początku właśnie w Eurazji i przeszły na kontynent amerykański poprzez most lądowy, które niegdyś łączył oba kontynenty. Pierwsze z nich były małymi stworzeniami, pojawiły się w epoce eocenu (37,2 mln lat temu), ostatnie zaś, olbrzymie formy zniknęły z powierzchni ziemi we wczesnym miocenie (15,97 mln lat temu).

Czy wczesny człowiek w stroju jak z rajskiego ogrodu mógł zostać spontanicznie zaatakowany i zjedzony przez któregoś ssaka z rodziny piekielnych świń? Z przykrością muszę poinformować, że nie. Jedni z naszych najwcześniejszych krewnych, australopiteki żyły od 4,1 do 1 mln lat temu, a zatem żadna ze świń terminatorów nie mogła ich pożreć. Szkoda, zmarnowany potencjał na nocne koszmary.

Enetelodonty mierzące się z hiendonami.

Dzik jest dziki, dzik jest zły, a jakie były entelodonty ?

Już wcześniej wyjaśniłem, że entelodonty nie do końca muszą być ze świniami spokrewnione. Ustaliłem również, że w sumie je przypominają. Co zatem odróżniało te monstra od poczciwego polskiego dzika? Miały bardziej umięśnione ciała. W szczególności wszelkie mięśnie służące do utrzymania w pionie ogromnego pyska mogły robić wrażenie.

Zwierzę było górą chodzącą na… raciczkach. Można by pomyśleć, że dzień nóg na siłowni poszedł na marne. Warto zwrócić uwagę, iż najbardziej przerazić mógł jednak ich pysk. Wielkie głowy nie były zakończone ryjem i wystającymi kłami, a standardowym zestawem dość imponującego uzębienia. Po obu stronach głowy widoczne były kostne wyrostki, większe u samców, a mniejsze u samic. Sugeruje to, iż mogły odgrywać rolę przy zdobywaniu samic. Paleontolodzy spekulują również, że wyrostki mogły służyć jako umocowania bardzo silnych mięśni, które służyły do zamykania potężnych szczęk. Rozmiar entelodontów rzucał się w oczy. Największy przedstawiciel, Daodon miał 3,6 m długości, 2,1 m wysokości i ważyć mógł nawet do 1000 kg.

To, czego świniom zazdrościć mogą nawet psy i koty to ich intelekt. Czy entelodonty były równie mądre? Akurat w tym miejscu podobieństwa się kończą. Co prawda, nigdy nie zachował się mózg zwierzęcia, ale oszacować można, iż był raczej niewielki w porównaniu do reszty ciała. Wszystkiego mieć nie można.

Porównanie wielkości daeodona i człowieka.

Mięsożercy czy wegetarianie ?

Wszystko. Uzębienie nie było typowe ani dla wegetarian, ani dla mięsożerców. Ślady ugryzień na kościach prymitywnych wielbłądów, nosorożców oraz chalikoteriów (wymarłych ssaków przypominających hybrydę goryla i konia) sugerują, iż ciała tych zwierząt mogły wylądować w żołądkach entelodontów.

Najbardziej popularna teoria mówi, iż świnie terminatory były wszystkożercami, ale dominującym elementem ich diety były jednak pokarmy roślinne. Mięsem uzupełniały jedynie swój jadłospis. Pozostaje zatem pytanie, czy mogły polować, czy raczej posilały się padliną? Bardzo solidnym argumentem za pożywianiem się zwłokami jest fakt, iż były to zwierzęta kopytne. W odróżnieniu od kotów, psów czy hien nie mogły zatem przytrzymać zaatakowanej ofiary.

Pomimo posiadania imponujących rozmiarów szczęki, raczej wątpliwe jest by daodon potrafił jednym ugryzieniem zabić ofiarę. Tak jak dzisiejsze dziki, entelodonty nie grymasiły przy jedzeniu i wolały bardziej to, co znalazło się na ich drodze, aniżeli to, co biegało wokół nich.

Dinohyus był jednym z entelodontów.

Jakim cudem świnie-terminatory wyginęły?

Poszukując powodu wymarcia entelodontów, zwrócić należy przede wszystkim uwagę na zmiany klimatu, które miały miejsce na przełomie oligocenu i miocenu. Klimat się ochłodził, a otoczenie zaczęło się przeistaczać. Zamiast lasów zaczęły pojawiać się połacie terenów trawiastych. Wiele zwierząt, jak np. konie, szybko przestawiły się na spożywanie trawy.

Sprawa wyglądać mogła inaczej u entelodontów, pożywiających się roślinami innego rodzaju, których systematycznie zaczynało brakować. Olbrzymi daeodon był jednak wszystkożerny. Dlaczego zatem ciężej było mu znaleźć padlinę? Wydaje się, iż tutaj entelodonty zaczęły mieć konkurencję.

Pojawiły się Niedźwiedziopsy, które były o wiele bardziej inteligentne i nie dawały sobie tak łatwo odbierać padliny, jak funkcjonujące wespół z piekielnymi świniami kreodonty (pokaźnych rozmiarów drapieżniki przypominające nieco hybrydę wilka i hieny).

Móżdżki entelodontów zwyczajnie nie urosły dość duże, aby zmierzyć się ze zmianami w otaczającej je rzeczywistości. Zależność tego typu powtórzyła się w historii Ziemi wiele razy. I zapewne wiele razy jeszcze będzie mieć miejsce.

Szkielet daodona.

Stay tuned!

Podobne artykuły

6 odpowiedzi do: "Entelodont – taka „świnia” z przeszłości"

  1. Alina napisał(a):

    Rany, co za stwór. Na sam widok można umrzeć ze strachu 🙂

  2. Arek napisał(a):

    Dzisiaj też można być zjedzonym przez świnie. Ostatnio pisali w necie, ze jakiegoś gościa świnie zjadły. Ale to tak na marginesie 🙂

  3. Starża napisał(a):

    No nie koniecznie, bo jak by się miało dobry karabin, to można by było obok niego przejść spokojnie. I to on by umarł, gdyby zaatakował.

Dodaj komentarz

Pokaż, że jesteś człowiekiem * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

DinoAnimals.pl - Dinozaury, animals, świat zwierząt i roślin