EwolucjaKreacjonizm

Koncepcja doboru naturalnego


Przeżycie najlepiej dostosowanych

Kreacjoniści często twierdzą, że  koncepcja doboru naturalnego to tautologia, bowiem przeżywają najlepiej dostosowani, a za najlepiej dostosowanych uważa się tych, którzy przeżyją.

Dobór naturalny to kluczowy mechanizm ewolucji, to zmiana dziedzicznych cech charakterystycznych dla populacji na przestrzeni pokoleń. Darwin spopularyzował termin „dobór naturalny”, kontrastując go ze sztucznym doborem, który jest celowy, podczas gdy dobór naturalny taki nie jest.

„Przeżycie najlepiej dostosowanych” to potoczne określenie doboru naturalnego, ale naukowe definicje odwołują się do zróżnicowanej przeżywalności i rozrodczości. Zamiast więc określać, które gatunki są „lepiej lub gorzej dostosowane”, można określić ich sukces rozrodczy w danych warunkach.

Na przykład umieśćmy na wyspie obfitującej w nasiona parę szybko rozmnażających się zięb z małymi dziobami i parę wolniej się rozradzających zięb o dużych dziobach. W ciągu kilku pokoleń większością zasobów pokarmowych mają szansę zawładnąć te pierwsze. Ale jeśli duży dziób jest przydatniejszy do rozgniatania nasion, przewagę zyskają ptaki wielkodzio­be, nawet jeśli mnożą się wolniej. Taką prawidłowość zaobserwował w pionierskim badaniu zięb Darwina na Galapagos Peter R. Grant z Prin­ceton University.

Można więc wskazywać na walory przystosowawcze określonej cechy bez potrzeby odwoływania się do przeżywalności w danych warunkach: grube dzioby są po prostu przydatniejsze do rozgniatania twardych nasion. Unikamy w ten sposób pułapki błędnego koła.

4 komentarzy

  1. Koncepcji doboru naturalnego nie wymyślił Karol Darwin, tylko KREACJONISTA Edward Blyth 🙂

    Czy istnienie zasady doboru naturalnego w przyrodzie potwierdza założenia (neo)darwinistów?

    Istnienie doboru naturalnego w przyrodzie jest faktem, który opisał poraz pierwszy kreacjonista Edward Blyth, a nie Karol Darwin. To prawda, że w przyrodzie przeżywają najbardziej sprawne lwy, nie wyjaśnia to jednak, jak powstały lwy, a właściwie rodzaj wielkich kotów ryczących, który określamy nazwą „panthera”.

    W czasach zanim w UK rozwinął się przemysł obserwowano większą przeżywalność jasnej odmiany motyla o nazwie krępak brzozowy, ponieważ był słabiej widoczny na jasnym tle czystych drzew. Po tym, jak rozwinął się przemysł i środowidko stało się zanieczyszczone, jasna kora brzóz stała się ciemna. Wówczas ptaki polujące na krępaka brzozowego łatwiej dostrzegały i polowały na jasno ubarwione motyle, przy czym przeżywalność i frekwencja ciemno ubarwionych krępaków stała się większa. Melaznizm przemysłowy, to bardzo dobry przykład działania doboru naturalnego, ale twierdzenie, że jest on jednym z mechanizmów ewolucji jest założeniem. Założenia natomiast nie nie są dowodami. Zjawisko melanizmu przemysłowego wyjaśnia przyczynę zdobywania frekwencji w populacji motyli o jasnej lub ciemnej barwie, ale nie wyjaśnia skąd na świecie wzięły się motyle z ich wyrafinowanym rozwojem postembrionalnym (przeobrażeniem zupełnym).

    Czy była możliwa ewolucja przeobrażenia zupełnego (holometabolii) u owadów?

    bioslawek.wordpress.com/2012/04/05/czy-byla-mozliwa-ewolucja-przeobrazenia-zupelnego-holometabolii-u-owadow/

    Od zdolności upodabniania się kameleonów do otoczenia zależy ich przeżywalność, a ta zdolność od kondycji skomplikowanych mechanizmów odpowiedzialnych za homochromię. Przetrwanie bardziej sprawnych kameleonów nie wyjaśnia jednak skąd kameleony wzięły się na świecie oraz jak wyewoluował mechanizm homochromii u tych gadów.

    Mimetyzm: mimikra i homochromia.

    bioslawek.wordpress.com/2017/05/30/mimetyzm-mimikra-i-homochromia/

    Koncepcja doboru naturalnego to pomysł kreacjonisty Edwarda Blytha

    Według Lorena C. Eiseleya, nieżyjącego już dziś profesora antropologii i historii nauki na Uniwersytecie Pennsylvanii, „główne cele pracy Darwina – walka o byt, zmienność, dobór naturalny i dobór płciowy – zostały wszystkie w pełni wyrażone” w artykule napisanym przez kreacjonistę Edwarda Blytha w 1835 roku. [1] Jednak inaczej niż Darwin, Blyth widział dobór naturalny za raczej czynnik zachowawczy niż za „potencjalnie uwalniający”. Według tego niedocenianego przyrodnika ta zachowawcza zasada została „wymyślona przez Opatrzność, by utrzymać typowe jakości gatunku”. Nietypowe odmiany – używając słów Eiseleya – prowadziły do „odkrycia i zniszczenia” zwierzęcia. [2]

    Eiseley, nie będąc kreacjonistą, napisał, iż „Blyth jest kimś więcej, niż prekursorem Darwina, jest on raczej bezpośrednim intelektualnym poprzednikiem (…)”. W ocenie Eiseleya Blyth „należy do królewskiej linii (…) jednego z zapomnianych poprzedników wielkiego klasyka”. Na tej samej stronie Eiseley stwierdził też, że „Darwin wykorzystał dzieło Blytha, nie przyznając się do tego”. [3]

    Redaktor Kenneth Heuer wnioskował, że „jest to odkrycie Eiseleya”. Darwin „nie uznał swego długu wobec Blytha”. [4] Przyznał się on do korzystania z innych osiągnięć (w tym nawet i marginalnie Blytha), ale – co Eiseley przekonująco wykazał – Darwin z jakiegoś powodu zdecydował się nie przyznać do korzystania z osiągnięć kreacjonisty Blytha, jeśli chodzi o kluczowy element w jego teorii – dobór naturalny.

    Oprócz dostarczenia czytelnikowi rozdziału na temat Edwarda Blytha, napisanego przez współcześnie z nim żyjącego Arthura Grote’a, dr Eiseley uprzystępnił eseje napisane przez samego kreacjonistę – eseje, które z całą pewnością były czytane przez Karola Darwina. Początkowo ukazały się one w The Magazine of Natural History w 1835, 1836 i 1837 roku. Znajdują się tam przykłady, jak ten przyrodnik oddawał cześć Stwórcy.

    W pierwszym tekście, „The Varieties of Animals” [Odmiany zwierząt] (s. 97-111), Blyth rozważał między innymi zmiany w ubarwieniu zwierząt. Zając górski na przykład staje się biały zimą, „aby go trudno było dojrzeć na śniegu”. Na tej samej stronie Blyth napisał:

    „Dziwne, że istniała różnica opinii wśród przyrodników, czy te sezonowe zmiany barwy były zamierzone przez Opatrzność jako przystosowanie się do zmiany temperatury czy jako środek ustrzeżenia się różnych gatunków przed obserwacją ze strony wroga, przystosowując ich barwę do barwy powierzchni. (…) Faktem jest, że odpowiadają one na oba te cele; i należą do najbardziej uderzających przykładów projektu, który tak jasno i mocno świadczy o istnieniu wszechwiedzącej wielkiej Pierwszej Przyczyny.” [5]

    Smutne jest, że taki język nie ma wstępu do wielu, jeśli nie do wszystkich dzisiejszych przyrodniczych czasopism – zwłaszcza jeśli używany jest przez współczesnego przyrodnika. Jak odświeżające jest czytanie o przyrodniku, który oddaje cześć Stwórcy za Jego stworzenie. Przychodzą na myśl słowa samego Stwórcy:

    Rzekł Jahwe: „Tobie żal rośliny, której nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, która w nocy wyrosła i w nocy zginęła, a Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie rozróżniają między swą prawicą, a swoją lewicą, i mnóstwo zwierząt?” (Proroctwo Jonasza, 4:10-11, Biblia Tysiąclecia; podkreślenie dodane).

    Następny esej [6] ujawnia szacunek, jaki Blyth przyrodnik żywił wobec Stwórcy:

    „Jest to wielki piękny, wzniosły i obszerny system przenikający Wszechświat, którego tylko częścią jest Słońce z planetami i którego – wracając do ornitologii – tak dobrym przykładem jest przystosowanie się pardwy białej do szczytu gór oraz szczytu gór do budowy pardwy; który dostosowuje strusia do wypalonej pustyni, dzięcioła do lasu, a mewę do fal dalekich mórz. Jest to majestatyczny i godny podziwu układ, dzięki któremu cała przyroda funkcjonuje tak wspaniale harmonijnie i do którego wszystkie nasze zewnętrzne zmysły się odnoszą. Jest to system, który będąc piękny i bardzo interesujący we wszystkich swoich najmniejszych szczegółach jest, jeśli to w ogóle możliwe, nawet jeszcze bardziej taki w swoich złożonych relacjach; wskutek czego, dzięki wszystko przenikającej jedności projektu, wszystko dowodzi, że jest dziełem jednej wszechmocnej i wszystko przewidującej opatrzności, pod której dobroczynnym kierownictwem nic, co istnieje czy występuje, nie pozostaje w izolacji i samotności, ale wszystko przyczynia się i funkcjonuje pięknie razem dla dobra całości; dzięki której mądremu zrządzeniu wyniosły i sterylny szczyt góry przyciąga obłoki, które zimą opadają na nie w postaci śniegu, jaki staje się jego przykryciem, aby uniemożliwić dalsze zmniejszenie się jego wewnętrznej temperatury i aby zapobiec przekształceniu się w rosnące źródło zimna dla wszystkiego dookoła; podczas gdy jednocześnie zwały samego śniegu, zamiast powodować powódź w okolicy wskutek nadmiernej wilgoci, utrzymane są przez pewien czas na wysokości, nie tylko chroniąc kruche zorganizowane życie góry od ostrzejszego chłodu, ale także dostarczając wskutek działania letniego słońca potrzebnej wody źródłom i strumykom, które nawadniają i umożliwiają życie na niżej położonym terenie; a zrobiwszy to mogą płynąć do wielkich zbiorników oceanu, by tam znowu wznieść się do chmur i wykonać ponownie swoją wyznaczoną rundę z nigdy nie malejącą energią, dopóki trwa świat.” [7]

    Dr Eiseley napisał, że „Edward Blyth pamiętał barwę i kształt ptaka przeszywającego niebo lotem strzały albo lisa przeskakującego ogrodzenie. Widział on rzeczy ukryte, przesuwające się i zmieniające. Dysponował on tym, co dzisiaj nazywamy pamięcią fotograficzną”. [8] Wyraźnie też stwierdził, że Blyth był „zwolennikiem specjalnego stworzenia”. [9] [Uwaga tłumacza: specjalne stworzenie – stworzenie dokonane bezpośrednio przez Boga; stworzenie, w którym Bóg jest przyczyną bliższą; przeciwieństwo stworzenia pośredniego, gdzie Bóg stwarza za pomocą stworzonych wcześniej mechanizmów. Teistyczni ewolucjoniści głosząc, że Bóg stwarzał poprzez ewolucję, odrzucają ideę specjalnego stworzenia].

    Będąc sam ewolucjonistą Eiseley uważał, że Blyth pracował przy „osiemnastowiecznym ograniczeniu nałożonym na organiczną różnorodność, oślepiającym tak wielu myślicieli z początku osiemnastego stulecia”. [10] Ale kto naprawdę jest tu ślepy? Genetycy wiedzą, że istnieją konkretne granice dla różnorodności. Mimo wszelkich prób ewolucjoniści nie potrafili zmienić ani jednego rodzaju na inny; to oni nadal mają ślepe zaufanie, że miało to miejsce wiele razy w przeszłości.

    W trzecim eseju Blytha, Psychological Distinctions Between Man and other Animals, autor napisał, że zwierzęta „ujawniają nadludzką mądrość, ponieważ jest ona wrodzona i dlatego [można sądzić] wpojona przez wszechmądrego Stwórcę. Rzeczywiście, środki zaradcze, do których dostęp mają zwierzęta w przypadku pilnej konieczności, często są wyraźnie lepsze od ludzkich; i dlaczego? Ponieważ zwierzęta nie potrzebują doświadczenia, by wiedzieć, jak postępować, lecz są popychane do działania przez intuicję”.

    I znowu jak bardzo nie na miejscu wydawałyby się być te słowa, gdyby pojawiły się dzisiaj w świeckich publikacjach! Ewolucjonizm jest dla wielu religią i odchylenia od tej bezbożnej ortodoksji nie są ogólnie rzecz biorąc tolerowane. Mówienie o „wszechwiedzącym Stwórcy” gwałci bezbożną ortodoksję ewolucjonizmu.
    Apostoł Paweł napisał dawno temu, że ludzie nikczemnie tłumią prawdę (Rzym. 1:18). Możemy się nigdy nie dowiedzieć, dlaczego Darwin nie przyznał się do obszernego korzystania ze spuścizny Edwarda Blytha, aż Ten, który odkrywa tajemnice ludzkich serc, powróci i wszystko odsłoni. Jednak Eiseley przedstawił mocny argument, że Darwin zawdzięczał wiele Blythowi, zwłaszcza w jednej kluczowej dziedzinie, ale najwyraźniej zdecydował się do tego nie przyznawać.

    Dr Henry M. Morris napisał: „Chociaż musiał znać pisma zarówno Paleya, jak i Blytha na temat doboru naturalnego, Darwin nie przyznał się, że skorzystał z ich wkładu tworząc swoje własne niewłaściwe użycie z ich doskonale odpowiedniego pojęcia doboru naturalnego”. [11] Można przypuszczać, że Darwin wiedząc, iż Blyth jest specjalnym kreacjonistą, nie chciał skojarzyć swej doktryny z niczym, co można łączyć z kreacjonistycznym schematem myślenia.

    Kreacjoniści nie mieli i nadal nie mają żadnego problemu z celami doboru naturalnego. Niewielkie odmiany, posiadając przewagę prowadzącą do przetrwania w ramach stworzonych rodzajów, taką jak zabarwienie ćmy pieprzowej czy rozmaicie ukształtowane dzioby, nie bardziej obalają stworzenie, niż skamieniałości w skałach osadowych obalają uniwersalny potop. Stwórca nie tylko ujawnia olbrzymią różnorodność rodzajów, ale także nadzwyczajną zmienność w ramach stworzonych rodzajów. Jednak problemem jest, jak przejść od jednego rodzaju do drugiego. Darwin nie mógł przebyć tej bariery i podobnie jest ona nie do przebycia dzisiaj.
    Jak już zwróciłem uwagę, Blyth pisał o „wszechmądrym Stwórcy” i o „wszechwiedzącej wielkiej Pierwszej Przyczynie”. Ten Stwórca i Pierwsza Przyczyna, Pan Jezus Chrystus, pewnego dnia powróci i ujawni to, co zostało zakryte. Powiedział on: „Więc się ich nie bójcie. Bo nie ma nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć” (Mat. 10:26). Biblia mówi, że „Przeto nie wydawajcie sądów, aż do czasu, gdy przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc” (1 Kor. 4:5). „Nie ma stworzenia, który by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek” (Hebr. 4:13).

    Jak jednak Blyth napomyka, Stwórca jest również litościwy w swoim postępowaniu. Nie tylko umożliwia On zwierzętom przystosowywać się „jako środek ustrzeżenia się różnych gatunków przed obserwacją ze strony wroga”, co Blyth napisał powyżej, ale też w doskonały sposób przybliżył się sam w miłości i współczuciu do nas, którzy uczynieni jesteśmy na Jego obraz. Znając nasze buntownicze serca, zaniósł nasze grzechy na krzyż, dając nam okrycie – swój płaszcz czystej sprawiedliwości.

    Niech największy Przyrodnik, który daje kwiatom polnym większą chwałę, niż miał ją Salomon, dotknie wiele dalszych serc nie tylko cudami swego skomplikowanego stworzenia, ale także drogocenną swoją szczodrą miłością.

    Paul G. Humber

    (Paul G. Humber, Natural Selection – A Creationist’s Idea, Acts & Facts, January 1997, vol. 26, No. 1, Impact #283; z jęz. ang. za zgodą Redakcji i Autora tłumaczył Mieczysław Pajewski.)

    (Na Początku… sierpień 1997, nr 8A (90), s. 201-207.)

    [1] Loren Eiseley, Darwin and the Mysterious Mr. X, E.P. Dutton, New York 1979, s. 55, podkreślenie dodane.

    [2] Tamże, s. 56.

    [3] Tamże, s. 59.

    [4] Tamże, s. x.

    [5] Tamże, s. 108.

    [6] „Seasonal and Other Changes in Birds”, s. 112-140.

    [7] Tamże, s. 116-117.

    [8] Tamże, s. 49. (Siostra Edwarda Blytha napisała o nim: „Nigdy żaden młody człowiek nie był bardziej pracowity; wstawał o trzeciej lub czwartej rano, czytał, robił notatki, rysował kości, barwił mapy, zbierał setki ptaków, kolekcjonował motyle i żuki – uczył się niemieckiego tak, że łatwo tłumaczył, śpiewając zawsze wesoło w przerwach”, s. 170.)

    [9] Tamże, s. 68-69.

    [10] Tamże, s. 54.

    [11] Henry M. Morris, The Long War Against God, Baker Book House, Grand Rapids 1989, s. 158.

    Źródło: napoczatku.salon24.pl/603209,dobor-naturalny-to-pomysl-pewnego-kreacjonisty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.