MENU

by • 24 czerwca 2017 • Owady - wiadomości ogólne11 komentarzy13523

Owady uznawane za wymarłe w Polsce oraz te odkryte po latach na nowo

W ostatnich latach wiele się słyszy o nowych gatunkach owadów, które pojawiają się w naszym kraju, a to za sprawą człowieka, a to dzięki działalności matki natury. Mało kto jednak wspomina o tych, które niestety już zniknęły z naszego krajobrazu. Istnieje całe mnóstwo gatunków, które były obecne chociażby w ubiegłym wieku, a które teraz można znaleźć jedynie daleko za naszą granicą. Z drugiej strony, poszukiwanie ich w Polsce wcale nie musi być skazane na porażkę. Bywają bowiem i takie przypadki, gdy owady uznane za dawno wymarłe, niespodziewanie wyskakują jak filip z konopi, często zaskakując nie tylko badających je entomologów, ale zwykłych ludzi, zwłaszcza gdy mówimy o gatunkach dużych, często o niespotykanym wyglądzie.

W tym artykule postanowiłem was zaciekawić takimi właśnie owadami i tym samym zestawić przykładową czwórkę gatunków, które dawno temu były u nas odnotowane (a czasami jedynie podejrzewa się, że mogło mieć to miejsce), oraz czwórkę takich, które po latach uznawania za nieobecne, nagle udało się odkryć na nowo. Może dzięki temu uda mi się was skłonić, by podczas wycieczki do lasu, czy nawet przydomowego ogródka, rozejrzeć się dookoła za niezwykłymi owadami, a kto wie, być może zdołacie dokonać niezwykłego, czy wręcz sensacyjnego odkrycia!

 

Owady, które w Polsce nie są znajdowane od wielu lat

 

Pawica gruszówka (Saturnia pyri)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: motyle (Lepidoptera)
  • Rodzina: pawicowate (Saturniidae)

Pawica gruszówka (Pavonia pyri) / bank zdjęć

Panie i panowie, oto największy motyl w Europie! Rozpiętość skrzydeł tego giganta sięga aż 15 cm, a jakby tego było mało, ich powierzchnia jest tak ogromna, że sunącego powoli na niebie osobnika, łatwo można wziąć za niedużego ptaka. Tym bardziej możemy żałować, że już go u nas nie ma, choć równie dobrze można się też zastanowić, czy aby na pewno był u nas kiedykolwiek obecny. Ostatnie doniesienia o jego występowaniu na terenie Polski pochodzą bowiem z okresu międzywojennego, kiedy widziano go w okolicach Zamościa.

Od tamtej pory minął więc szmat czasu, a gruszówki więcej już u nas nie spotkano, choć tak po prawdzie nie ma się co temu dziwić. Pawica gruszówka to ciepłolubny gatunek, który występuje przede wszystkim w południowej Europie, a północna granica jego występowania sięga gdzieś tak do Austrii i południowych krańców Węgier. Drogę ma więc do nas daleką, to też naukowcy mają poważne wątpliwości, czy ten ogromny motyl faktycznie był u nas spotykany.

Gąsienica pawicy gruszówki / Bejolino CC BY-SA 3.0

Ci sami naukowcy nie mogą jednak zapominać, że niektórym gatunkom zdarza się zalatywać do Europy Środkowej, a nawet jeszcze dalej na północ. Taka sytuacja ma miejsce chociażby w przypadku zmierzchnicy trupiej główki (Acherontia atropos), która choć nie ma szans, by u nas przezimować, to i tak rokrocznie do nas zalatuje. Tym samym to właśnie ona dzierży obecnie miano największego motyla w Polsce, głównie dzięki skrzydłom, których rozpiętość sięga 13,5 cm długości. Nie da się więc wykluczyć, że gruszówka mogła kiedyś do nas zalatywać, choć może też zastanawiać, dlaczego musimy o tym mówić w czasie przeszłym.

Możliwe jednak, że dzięki ocieplającemu się klimatowi, zdecyduje się rozszerzyć zasięg swego występowania. Do tego czasu pozostaje nam się cieszyć jedynie z tych dwóch pawic, które wciąż są obecne w Polsce. Chodzi o pawicę grabówkę (Saturnia pavonia), której samica przypomina z wyglądu miniaturkę gruszówki (choć trzeba przyznać, że z rozpiętością skrzydeł dochodzącą do 8 cm, też nie można powiedzieć, że jest małym motylem), oraz żyjącą w buczynach lotnicę zyskę (Aglia tau), która wprawdzie należy do innego rodzaju i dysponuje innym ubarwieniem, ale i tak przykuwa oko, zwłaszcza samica z rozpiętością skrzydeł dochodzącą do 8,5 cm.

 

Zygzakowiec kokornakowiec (Zerynthia polyxena)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: motyle (Lepidoptera)
  • Rodzina: paziowate (Papilionidae)

Zygzakowiec kokornakowiec (Zerynthia polyxena) / bank zdjęć

Ten przepięknie wyglądający motyl, będący bliskim krewniakiem niepylaka apollo oraz pazia królowej, zamieszkuje przede wszystkim tereny górskie południowej, a zwłaszcza południowo-wschodniej Europy, zaś północny zasięg jego występowania sięga Czech oraz Słowacji. Można więc powiedzieć, że to rzut beretem od naszego kraju. Nic więc dziwnego, że w przeszłości był widywany również w naszych górach. Inna sprawa, że po naszej stronie granicy, jedyne stanowisko tego motyla zostało odnotowane w 1914, w okolicach Wapiennicy na Górnym Śląsku. Co jednak ciekawe, również później był u nas widywany, chociażby w Małopolsce czy na Podkarpaciu. Te obserwacje nie są jednak zbytnio potwierdzone, a nawet jeśli faktycznie się u nas pojawiał, to można podejrzewać, że były to jedynie osobniki zalatujące, a nie osiedlające się na stałe.

Gąsienica kokornakowca / Franz Xaver CC BY-SA 3.0

Co jednak ciekawe, istnieje szansa, że w 2014 roku, komuś z was udało się spotkać ten gatunek, w tej samej Wapiennicy, w której miało miejsce jego dawne stanowisko. Wszystko za sprawą akcji, mającej promować wiedzę o motylach i zainteresowanie nimi, w trakcie której wyhodowano i wypuszczono na wolność pewną ilość tego gatunku. Kto wie, może w przyszłości, za sprawą ludzi, kokornakowiec ponownie wróci do naszego kraju, wszak jest to naprawdę przepiękny, cieszący wzrok motyl. Pytanie tylko brzmi, czy kokornakowiec aby na pewno „chce” u nas występować?

Nie żeby w Polsce było brzydko, nieprzyjemnie, czy coś w tym stylu. Zygzakowiec ma jednak bardzo specyficzne wymagania. Konkretnie rzecz ujmując, by mogły się rozwijać jego gąsienice, musi mieć kokornaki (Aristolochia), czyli rośliny stanowiące jego jedyne źródło pokarmu. A z tym jest u nas krucho, więc nie ma się co dziwić, że woli fruwać tam, gdzie ma go pod dostatkiem. Co jednak ciekawe, kokornaki coraz częściej pojawiają się w naszych ogródkach, jako rośliny ozdobne. Czy to jednak wystarczy, by kokornakowce znów się pojawiły w Polsce? Czas pokaże.

 

Purpurówka Kaehlera (Purpuricenus kaehleri)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: chrząszcze (Coleoptera)
  • Rodzina: kózkowate (Cerambycidae)

Purpurówka Kaehlera (Purpuricenus kaehleri) / Fritz Geller-Grimm CC BY-SA 3.0

Pora na chrząszcza i to nie byle jakiego. Purpurówka Kaehlera to przepięknie ubarwiona kózka, którą możemy spotkać w lasach liściastych, ale przede wszystkim w sadach i ogródkach z drzewkami owocowymi. Jej larwy zresztą, bardzo chętnie rozwijają się w tego typu drzewach, choć od razu zaznaczam, że nie atakują zdrowych, lecz osłabione, obumierające lub zupełnie martwe. Prócz tego, purpurówka lubi, gdy wymienione przeze mnie miejsca, znajdują się tam, gdzie jest ciepło, dlatego najłatwiej możemy ją znaleźć na zboczach kserotermicznych lub w lasostepach.

Chociaż nie, powinienem napisać, że mogliśmy ją spotkać i to bardzo dawno temu, bo w XIX i XX wieku, gdzieś na południu Polski. Ostatni raz została odnotowana w 1949 roku, w Ciechocinku, później natomiast zupełnie jakby się zapadła pod ziemię. Nic więc dziwnego, że podejrzewa się ją o wyginięcie. Jest to o tyle ciekawe, że oficjalnie przez tereny naszego kraju przebiega jej północna granica występowania, którą najwyraźniej trzeba będzie przesunąć dużo bardziej na południe.

Purpurówka Kaehlera / Siga CC BY-SA 3.0

Dlaczego purpurówka zniknęła? Możliwe, że zrobiło się u nas za zimo, choć ta teoria nie brzmi zbyt wiarygodnie, zwłaszcza w kontekście ocieplania się klimatu, oraz faktu, że wiele ciepłolubnych gatunków właśnie rozszerza swój zasięg, także o nasz kraj. Z tego też względu podejrzewa się raczej, że za sprawą jej zniknięcia stoimy my, czyli ludzie i stosowane przez nas środki owadobójcze, zwłaszcza w sadach, gdzie właśnie purpurówka rozwija się najchętniej. Mimo to, nie da się wykluczyć, że udało jej się przetrwać w jakimś miejscu, niezbadanym jeszcze pod kątem entomologicznym, dlatego możliwe, że w przyszłości uda się ją odkryć na nowo.

 

Bugary (Bittacus spp.)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: wojsiłki (Mecoptera)
  • Rodzina: bugarowate (Bittacidae)

Bugar (Bittacus sp.) z pochwyconą zdobyczą / Bernard DUPONT cc-by-sa-2.0

Na pierwszy rzut oka, bugary przypominają swym wyglądem muchówki z rodziny koziułkowatych (Tipulidae). W rzeczywistości, zaliczają się jednak do rzędu wojsiłek (Mecoptera), o czym najlepiej świadczy ryjek, znajdujący się na głowie każdego z nich. Taki ryjek, oraz umieszczony na nim aparat gębowy typu gryzącego, świetnie się sprawdza przy pożeraniu różnych, drobnych owadów, które stanowią ich główne pożywienie. Bugary polują na nie, zwisając z gałęzi i łapiąc je tylnymi nogami, kiedy tylko zdecydują się pod nimi przefrunąć.

W naszym kraju odnotowano obecność jedynie dwóch gatunków. Pierwszy z nich to bugar włoski (B. italicus), stwierdzony w Polsce tylko jeden raz, przez znanego, nieżyjącego już entomologa Władysława Strojnego, który odłowił jedną samicę, pół wieku temu nad Dunajcem. Od tamtej pory nie widziano go u nas ani razu, dlatego przypuszcza się, że zwyczajnie zniknął, choć niewykluczone, że kiedyś znów się u nas pojawi.

Tak jak to zrobił jego kuzyn, czyli bugar z gatunku B. hageni, również przez wiele lat nienotowany w Polsce, aż do 2005 roku w Młodziejowicach pod Krakowem, gdzie odłowiono samca i samiczkę tego gatunku. To jednak nie koniec rewelacji, ponieważ kilka lat później, w 2011 r udało się schwytać jeszcze jedną samiczkę. To odkrycie było jednak o tyle ważne, że miało ono miejsce w Łomiankach Dolnych koło Warszawy, a tym samym było pierwszym znalezieniem jakiegokolwiek bugara w środkowej części Polski. To dopiero rarytas świata owadów!

 

Owady uznawane za wymarłe, które w ostatnich latach zostały ponownie odnalezione

 

Zadrzechnia fioletowa (Xylocopa violacea)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: błonkówki (Hymenoptera)
  • Rodzina: pszczołowate (Apidae)

Zadrzechnia (Xylocopa sp.) / bank zdjęć

Ano właśnie. Nie zawsze jest tak, że jeśli jakiś owad zostanie uznany za wymarłego, to on cały czas taki będzie. Wręcz przeciwnie, zdarza się, że owady chowają się w miejscach rzadko uczęszczanych przez entomologów i tym samym skutecznie umykają ich uwadze. Bywa też tak, że te, których na ten przykład nie widziano w Polsce od ponad 70 lat, postanowią pojawić się w czyimś ogródku, lub na balkonowych kwiatach w centrum wielkiego miasta. Chociażby we Wrocławiu, w którym zaczęto widywać ogromne (dorastające do 3 cm), czarne pszczoły, z granatowo połyskującymi skrzydłami. Dokładnie takie są właśnie zadrzechnie fioletowe, które choć prezentują się groźnie i tym samym mogą wzbudzać niepokój, to jednak w rzeczywistości są bardzo łagodne i nie trzeba się ich obawiać (chociaż na agresorów mają skuteczną odpowiedź w postaci żądła).

Xylocopa sp. / ahisgett CC-BY-2.0

Standardowo zadrzechnie żyją przede wszystkim w rejonie Morza Śródziemnego, gdzie zresztą są całkiem pospolite, natomiast przez południe naszego kraju przebiega ich północna granica występowania. Tak się jednak niefortunnie złożyło, że zostały u nas odnotowane tylko kilka razy i to bardzo dawno, bo w latach  1869 – 1935. Później niestety przez długi czas nie udawało się jej ponownie wykazać, dlatego uznano ją za wymarłą.

Przełom nastąpił w 2000 roku, kiedy to została odnaleziona na terenie Poleskiego Parku Narodowego. Nie było to przypadkowe znalezisko, ponieważ w następnych latach znajdowano kolejne osobniki. Wykazano ją m.in. na Wyżynie Małopolskiej, w Ojcowskim Parku Narodowym, a ostatecznie również we Wrocławiu. Tym samym znów możemy się cieszyć obecnością tego przepięknego owada w naszym kraju.

Co jednak również ciekawe, zadrzechnia fioletowa nie jest jedynym gatunkiem z tego rodzaju. Tak się bowiem składa, że w naszym kraju żyje też jej krewniaczka, czyli zadrzechnia czarnoroga (Xylocopa valga), o której może raczej trudno powiedzieć, że wyginęła, ale była u nas skrajnie rzadka, ponieważ w ciągu ostatnich 100 lat, widziano ją w Polsce może z kilka-kilkanaście razy. Ciągłość występowania tego gatunku została potwierdzona w 2002, w Poleskim Parku Narodowym, dokładnie tym samym, gdzie dwa lata wcześniej znaleziono zadrzechnię fioletową. Niestety oba te gatunki są do siebie bardzo podobne, a przy ich odróżnieniu przydatna jest pomoc zawodowych entomologów, których zresztą warto poinformować, gdy tylko uda nam się je spotkać i sfotografować.

 

Kusokrywka wiązowa (Necydalis ulmi)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: chrząszcze (Coleoptera)
  • Rodzina: kózkowate (Cerambycidae)

Kusokrywka wiązowa (Necydalis ulmi) / Siga CC BY-SA 3.0

O ile zadrzechnia fioletowa zrobiła w mediach niezłą furorę, o tyle kusokrywka wiązowa pozostała raczej anonimowa… no, może po za wąskim gronem entomologów, którzy nieźle się ucieszyli z jej znalezienia. Kusokrywki, tak jak purpurówka, należą do rodziny kózkowatych, choć na pierwszy rzut nie wyglądają nawet jak chrząszcze z prawdziwego zdarzenia. Ich pokrywy są bowiem mocno skrócone, zaś ich ciała są bardzo smukłe, podobnie zresztą jak odnóża i czułki. W połączeniu z ubarwieniem, po całości wyglądają jak błonkówki z rodziny gąsienicznikowatych (Ichneumonidae), z którymi można je czasami pomylić. W naszym kraju żyją dwie kusokrywki. Pierwsza to rzadko spotykana, ale najpewniej obecna w całym kraju kusokrywka większa (Necydalis major), natomiast druga, to właśnie kusokrywka wiązowa.

Kusokrywka wiązowa / Siga CC BY-SA 3.0

W porównaniu z ze swoją większą kuzynką (choć większą tylko z nazwy, ponieważ oba te gatunki mierzą mniej więcej tyle samo, czyli 3,2 cm), kusokrywka wiązowa ma spore wymagania, ponieważ jest związana ze starymi drzewostanami liściastymi, przede wszystkim z bukami, choć z braku laku może się rozwijać w niektórych innych drzewach liściastych, również wiązach. Generalnie uznaje się ją za relikt puszczański, potrzebujący do rozwoju drzew porażonych przez rzadkie gatunki grzybów, wywołujących białą zgniliznę. Nie ma się więc co dziwić, że ostatnio odławiano ją u nas w 1911 z Dąbrowy koło Krosna Odrzańskiego, oraz w podobnym okresie z okolic Szczecina. Wcześniej wykazywano ją też z Warszawy, Krakowa oraz w Puszczy Białowieskiej.

Wszystkie te obserwacje były jednak tak dawne, że powątpiewano, czy aby na pewno miały miejsce. Mimo to podejmowano próby jej odnalezienia, głównie w Puszczy Białowieskiej. Jak się później okazało, faktycznie ją znaleziono, ale… na drugim krańcu Polski! Miało to miejsce w 2009 r, w szczecińskiej Puszczy Bukowej. Istnieje jednak szansa, że można będzie ją znaleźć także w innych rejonach naszego kraju, zwłaszcza na południu, co jest o tyle możliwe, że gatunek ten jest obecny w sąsiednich Czechach i na Słowacji.

 

Nakwietnik trębacz (Oecanthus pellucens)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: prostoskrzydłe (Orthoptera)
  • Rodzina: świerszczowate (Gryllidae)

Nakwietnik trębacz – samiec / Katya CC BY-SA 2.0

Świerszcze… no nie da się ukryć, że jakoś nie jest im po drodze z Polską. Właściwie pewnikiem w naszym kraju był jedynie świerszcz polny (Gryllus campestris), oraz od czasu do czasu świerszczyk domowy (Acheta domestica), którego i tak częściej można znaleźć w sklepach zoologicznych, jako pokarm dla egzotycznych zwierzaków, niż na wolności, w środowisku naturalnym… o ile można tak powiedzieć o naszych domach, w których żyje ten synantrop. A pozostała czwórka rodzimych gatunków to rzadkość… niektóre są wręcz uznawane za wymarłe. Tak jak nakwietnik trębacz, którego ostatnio widziano u nas 60 lat temu, gdzieś w Ojcowie, a i tak podejrzewano, że mógł to być raczej osobnik zawleczony do nas z cieplejszych rejonów Europy, przez co, choć figurował (i nadal figuruje) na liście polskiej fauny, to powątpiewano czy w ogóle powinien mieć w niej swoje miejsce.

Cóż… jak się później okazało, nakwietnik w pełni zasłużył, by faktycznie się w niej znaleźć, ponieważ odkryto, że w naszym kraju ma się całkiem dobrze, a znaleziono go kilka lat temu, m.in. na Wyżynie Małopolskiej, w województwie Świętokrzyskim oraz na Podkarpaciu i wygląda nawet, że cały czas zwiększa swój zasięg. Wprawdzie te odkrycia nie są jeszcze oficjalnie odnotowane, ale to tylko kwestia czasu.

Nakwietnik to nieduży owad, dorastający gdzieś tak do 1,4 cm. Jego ciało, w porównaniu z innymi świerszczami, jest bardzo smukłe, a on sam ma brunatną, nieco słomkową barwę, przez co dobrze się ukrywa wśród uschniętej roślinności. Dużo łatwiej jest go usłyszeć, ponieważ wieczorem oraz w nocy, samce bardzo głośno ćwierkają (w Internecie łatwo można znaleźć nagrania wydawanych przez nie dźwięków), dlatego warto nasłuchiwać i wyłapać jego granie, spośród dźwięków pospolitych pasikoników czy szarańczaków. A właśnie, skoro o tych ostatnich mowa…

 

Szarańcza wędrowna (Locusta migratoria)

  • Gromada: owady (Insecta)
  • Rząd: prostoskrzydłe (Orthoptera)
  • Rodzina: szarańczowate (Acrididae)

Szarańcza wędrowna (Locusta migratoria) – forma stadna / Gilles San Martin CC BY-SA 2.0

…tak, zgadza się. Szarańczaki, a konkretnie szarańczowate (Acrididae), do których zaliczają się pospolite u nas koniki z rodzaju Chorthippus, nie bez powodu noszą taką, a nie inną nazwę. Do tej rodziny zalicza się również szarańcza wędrowna, która kojarzy się głównie z terenami stepowymi oraz pustynnymi i faktycznie, można ją znaleźć w takich miejscach na terenach Azji, Afryki oraz w Australii. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że można na nią trafić również w Europie. Owszem, jej obecność w Hiszpanii, Włoszech, czy Grecji, raczej nie będzie zaskoczeniem, zwłaszcza dla osób, które lubią tam jeździć na wakacje, ale fakt, że była w naszym kraju i owszem. A już prawdziwym szokiem może się okazać, że wciąż można ją u nas spotkać. No ale po kolei.

W przeszłości, nie raz, nie dwa zdarzało się, że docierały do nas gigantyczne chmary szarańczy wędrownej, które powodowały prawdziwe spustoszenia na polach uprawnych. W Zwierzyńcu, na Roztoczu stoi nawet dość specyficzny pomnik, upamiętniający katastrofalny nalot szarańczy na południową Lubelszczyznę, w 1711 roku. Później również notowano spore naloty tego gatunku na nasz kraj, jeszcze nawet w pierwszej połowie XX w, ale potem na całe szczęście nie mieliśmy więcej do czynienia z formą stadną tego gatunku. Z formą samotną w sumie też i przez dłuższy czas uważano, że zupełnie u nas wymarła.

Jakoś tak od początku XXI wieku, udaje się jednak znajdować kolejne osobniki na południu Polski, chociażby właśnie na  Lubelszczyźnie. Oczywiście wszystkie one należą do formy samotnej i raczej nie zanosi się, by miały się przeobrazić w formę stadną (nie ma ich u nas aż tak dużo, by było to w ogóle możliwe), dlatego nie musimy się obawiać, gdy natkniemy się na nią, gdzieś w szczerym polu. Zamiast tego, warto chwycić aparat w dłoń (a nawet zwykły telefon, którym bez trudu sfotografujemy tego ogromnego, mierzącego nawet 6 cm szarańczaka) i udokumentować znalezisko, by następnie entomolodzy mogli odnotować spotkanie z tym, mimo wszystko, wciąż u nas rzadkim owadem.

Szarańcza wędrowna – forma stadna / CC BY-SA 2.0 de

Bibliografia

  • www.entomo.pl
  • www.insektarium.net
  • www.iop.krakow.pl/pckz
  • www.bielsko.biala.pl/aktualności
  • Wiadomości entomologiczne, 24 (2): 77-80, Poznań 2005
  • Wiadomości entomologiczne, 27 (1): 37-38: Poznań 2008
  • Wiadomości entomologiczne, 28 (1): Poznań 2009
  • Wiadomości entomologiczne, 29 (1): 25-31, Poznań 2010
  • Wiadomości entomologiczne, 32 (1): Poznań 2013 – krótkie doniesienia.
  • Wiadomości entomologiczne, 34 (4) 67-76: Poznań 2015

Podobne artykuły

11 odpowiedzi do: "Owady uznawane za wymarłe w Polsce oraz te odkryte po latach na nowo"

  1. Oliwia napisał(a):

    Wspaniały artykuł i piękne zdjęcia.

  2. Achyt napisał(a):

    Świetna robota! 😀 Kolejny bardzo dobry artykuł z wieloma ciekawymi informacjami. Zwłaszcza spotykanie szarańczy wędrownej w….Polsce to już wgl. jest SZOK…

  3. Robert napisał(a):

    Mateusz, naprawdę świetne opracowanie. Gratuluję wiedzy i umiejętności jej przekazania!

  4. Jarek napisał(a):

    zadrzechnia fioletowa pojawiła się w Mielniku nad Bugiem w 2016

  5. eree napisał(a):

    po co fotografowac szaranczaki jak mozna je zjesc,
    sa lepsze niż chipsy

  6. Maisha napisał(a):

    Wspaniały artykuł! Dużo się dowiedziałam. Aż szkoda, że te piękne motyle już nie są znajdowane w Polsce.

  7. Halina napisał(a):

    Wspaniałe zdjęcia, ciekawe artykuły, aż żal opuszczać ten blog. Dziękuję autorowi i proszę o jeszcze… Pozdrawiam 🙂

  8. To tak nazywaja sie te owady. napisał(a):

    Sposob na zdarzechnie ulozyc drzewo w kope I niech straci kolor.szary najlepiej na przeciagu.Drzewo brzoza sosna niech leje do srodka.Po 3 4 latach w upalny dzien po 3 4 sztuki chodzi jak sie rozbiera kope dosc glosne owady agresywne.W wszystkich kopach bylo moze z 8 osobnikow .podloze piasek Rudnika nad Sanem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pokaż, że jesteś człowiekiem * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

DinoAnimals.pl - Dinozaury, animals, świat zwierząt i roślin